Action Mag - cholernie cholerne miejsce, w którym każdy cholerny choleryk może
wyrazić swoje - cholerne - myśli. Miejsce, w którym każdy może opowiedzieć
pokrótce swój życiorys, zachowanie... Miejsce, w którym każdy może powiedzieć
coś OD SIEBIE. Oprócz tego, jeśli tekst ukaże się w AM, możesz doczekać się
bardzo mądrych odpowiedzi od różnych ludzi (również choleryków), dosyć często
KOMPLETNIE wyczerpujących temat. No i... chętnie poczytałbym sobie riposty do
zagadnienia, który za chwilę opiszę... Dobra, wstęp jako taki jest ("a wstęp
musi być" - made by polish teacher), więc, zaczynamy...
Najpierw
zaczniemy przerabiać krótki życiorys tego autora, kochane dzieci :P. Więc to
było tak - początek życia (heh, początek... Jezu, jak ja myślę o chwilach, gdy
miałem 5 czy 6 lat... ;'-) miałem raczej udany. Gdy poszedłem do podstawówki,
zaczęło się dla mnie piekło - ja, osoba mieszkająca na zadupiu mojego miasta vs.
ludzie mieszkający na osiedlu tegoż miasta. Nie wiem czemu rówieśnicy aż tak
bardzo mnie nienawidzili. Praktycznie każdy mój dzień to kolejna bójka... W
każdym dniu musiałem wytrzymywać durne odzywki typu "Grubas" i inne takie tam...
A moja miłość tamtych czasów? Wstyd się przyznać, ale był nią... Pegasus. Taaa,
jedynie przy starym, poczciwym Pegazie mogłem się poważnie zabawić. "Dzięki
niemu" zacząłem nosić okulary (3 kl. podstawówki...).
Od zawsze byłem
dobrym uczniem. Lubiałem swoją nauczycielkę. Od 4 podstawówki zaczęła mnie uczyć
już nowa... a co odnośnie starej wychowawczyni? Według niej, w przyszłości
stoczyłbym się na dno - no wiecie, fajki, "złe towarzystwo" i takie tam... Qrwa,
bolało :/. Ale nie będę przywoływał starych dziejów. Po skończeniu piątej klasy
podstawówki chciałem się ZMIENIĆ. Chciałem, aby ludzie mną nie pomiatali,
aby dziewczyny nie podśmiewywały się ze mnie, żeby wreszcie znaleźć sympatię i
inne takie tam... I w miarę mi się to udawało. Moją miłością przestał być
Pegasus. Moją miłością - która trwa do dziś - jest koszykówka. Czasem, jak ktoś
się mnie pyta, czy mam dziewczynę, ja odpowiadam: "KOSZYKÓWKA" :). Więc
tak, w lato, po skończeniu piątej podstawówki zacząłem intensywnie ćwiczyć,
sadło opadało, ja zacząłem rosnąć... dobrze było :) Co prawda, nadal niektórzy
porządnie mnie wkurwiali, ale nie było aż tak źle jak kiedyś.
No i
zaczęła się szósta klasa podstawówki... niestety, nadal nie było dobrze. Tzn.
było lepiej niż źle, że tak powiem. Zdobyłem sobie kumpla (który jednak
ZMIENIŁ się... na gorsze, tzn. dwulicowy szmaciarz, że tak powiem), ale
to nadal nie to... Okres uczęszczania do szóstej klasy był czasem, gdy
kompletnie, od góry na dół, ZMIENIAŁA się moja psychika (fajnie to brzmi
:)). Zacząłem robić się poważniejszy (mimo, że nadal gówiarzem byłem), no i po
skończeniu podstawówki, w lecie, zacząłem znów silnie trenować koszykówkę,
zacząłem słuchać "na poważnie" hiphopu (który był wszechobecny w moim domu już
od dawna, wszystko dzięki mojemu starszemu bratu (student!) :)), "zająłem" się
dziewczynami (niestety z marnym skutkiem :()... no i poszedłem do pierwszej
gimnazjum...
"Zbuntowany Łonder" odc. 325 pt. "Życie
pierwszoroczniaka" :) Od samego początku chciałem jeszcze bardziej się
ZMIENIĆ. Próbowałem wyrobić sobie opinię spoko kolesia - żartowałem na
każdym kroku, starałem się być zabawny. Po jakichś trzech miesiącach "weszło" mi
to w skórę. Wszyscy mówili, że "Łonder to spoko koleś, dobrze, że się
ZMIENIŁ". Od drugiej gimnazjum również żartowałem na każdym kroku, ale od
jakiegoś czasu staram się tego unikać. Dlaczego? Bo niektórzy zaczęli myśleć w
sposób: "Łonder to zabawny koleś, ale nie zna się na życiu"... No cóż, z reguły
nie słucham tego, co o mnie myślą inni, ale pomyślałem, no i... oni przecież
mają rację. Jeśli cały czas będę robił sobie jaja, to przecież nikt nie pozna,
kim jestem naprawdę! Szczególnie lekko dobijające było to, że "Łonder się chyba
NIE ZMIENI, cały czas udaje luzaka" - hmm, nie przypominam, abym udawał
kiedykolwiek luzaka :/ Po prostu, lubiałem sobie pożartować.
Moja
metamorfoza trwa nadal. Dobija mnie to, jeśli poruszę jakiś poważny temat wśród
znajomych - czasem można o tym pogadać, czasem patrzą na mnie i myślą, że to mój
kolejny, bezsensowny żart :/ DUPA - już nie udaję totalnego idioty, nie robię
sobie wizerunku Kuby Wojewódzkiego (respect for him - za poczucie humoru).
Wkurza mnie to, że ktoś ocenia mnie po moich byłych zachowaniach. A przecież
LUDZIE SIĘ ZMIENIAJĄ! Jestem na to dowodem... Cały czas chcę się
ZMIENIAĆ - na lepsze! Znam dużo ludzi, którzy też się ZMIENIALI
(vide mój były kumpel - ale on się ZMIENIŁ na gorsze :/) - różnie im to
wychodziło. Nawet ci kolesie, którzy w czasach podstawówki mną pomiatali,
podśmiewywali się ze mnie, zaczęli ze mną trzymać... nie wiem czemu, albo
zmądrzeli, albo... whatever.
Ah, obym zapomniał - są na świecie trzy
osoby, którzy od zawsze wiedzieli, jaki jestem - i dobrze. Szkoda tylko, że dwie
z nich to brat i kuzyn, a trzecia - moja sąsiadka... Domek z kart się zburzył,
gdy właśnie ta moja sąsiadka się na mnie "o coś" wkurzyła - ale wiecie, jak to
jest z kobietami - wkurzą się na faceta, a nawet nie wiadomo za co :). Nieważne,
w każdym bądź razie straciłem najlepszą kumpelę, z którą trzymam chyba od
urodzenia. I co z nią zrobić? Nie wiem - w ogóle się do mnie nie odzywa,
traktuje jak powietrze. Ale jak ktoś kiedyś powiedział - "Jak kocha, to wróci"
(Kocha w sensie "kocha jak brata" gdyby ktoś nie wiedział :P).
No i
wracamy do tematu... co zrobić, aby ludzie nie postrzegali mnie jako
rozśmieszającego clowna? Smutne. Jak kumpel kiedyś do mnie powiedział "Popatrz
na siebie. Zupełnie nowy człowiek!", to teraz cały czas słyszę "To ten sam stary
Łonder, on się NIE ZMIENI." Łeee, pierdo*ić stereotypy ludzkie, tyle
powiem.
REKLAMA:)
http://www.da.court.prv.pl/ - jeden z najszybciej rozwijających
się serwisów traktujących o muzyce rap oraz streetball'u. Wejdź, może Cię
zainteresuje... może nawet będziesz chciał go współredagować (ze mną. Co, nie
wspominałem, że to moja stronka? :)). Nowe twarze mile widziane!