“A miało być tak pięknie...”



Ten art to moje przemyślenia na temat narkomanii. Chcę je wam przekazać w dość nietypowy sposób. To w całości przeze mnie zmyślony reportaż, który opowiada o kilku zmyślonych narkomanach. To mój pierwszy art (właściwie to drugi, bo pierwszy został odrzucony i dzięki Bogu, bo był kiepski może kiedyś go odświeżę) więc proszę o wyrozumiałość. No to zaczynamy.

Ciemność. Przygnębiająca i zwalająca z nóg. Tylko mała lampka oświetla pomieszczenie. Strach. Wszyscy boją się każdej następnej chwili. Smutek. Nikt nie ma nadziei na lepsze jutro. Na środku pokoju siedzi kilka osób. Tu nikt się nie śmieje i nie weseli. Tu żal wisi w powietrzu. Wszyscy oni byli kiedyś “normalni”. Ale coś na nich wpłynęło. Coś zmieniło ich nie do poznania. To “coś” ich zniszczyło. Co tu robią? To coś w rodzaju terapii odwykowej. Są tym wyraźnie zmęczeni, ale siedzą tu chociaż nie muszą. Coś ich tu trzyma. Może to charyzma prowadzącego, może to chęć wyleczenia się, a może zwykła ciekawość. Jeden z nich zaczyna opowiadać:

"To zaczęło się dawno temu. Miałem szesnaście lat. Starzy mnie wkurzali i miałem kłopoty w budzie. Więc nawiałem do kumpla. Przyjął mnie z otwartymi ramionami. Nie miałem najmniejszego pojęcia jak to się może skończyć. Opowiedziałem mu o wszystkim, bo co miałem zrobić. On tylko się uśmiechnął. Nie podobał mi się ten uśmiech. Powiedział że ma coś dla mnie, pogrzebał chwilę w szafce i podał mi strzykawkę. Przeszedł mnie dreszcz. Bałem się igieł. Nadal się boję. Nie chciałem brać. Zaczął mnie przekonywać. Nie chciałem, ale on mówił że będzie naprawdę ekstra. I zaczęło się. Na początku było nieźle. Ale tylko na początku. Potem zaczęły się schody. Było ciężko. Nie miałem kasy, a ciągle byłem na głodzie. Kombinowałem jak mogłem. Kradłem albo siedziałem przed kościołem. Tam było dużo miłych ludzi. Jedna kobieta dawała codziennie i mówiła że mi przydadzą się bardziej. Nawet nie wie jak bardzo się myliła. Teraz mam dwadzieścia jeden lat. Mam zniszczoną wątrobę i wyciętą nerkę. Trzustka tez szwankuje. Jestem sam –chłopak zaczyna płakać- nigdy nie miałem dziewczyny, a starzy wywalili mnie z domu jak dowiedzieli się że biorę. Pozostał mi dworzec. Po paru dniach podszedł do mnie jakiś chłopak i powiedział, że wie jak mi pomóc. Pokazał mi plakietę MONAR-u i zachęcająco machnął ręką. Nie poszedłem. Sądziłem że nie potrzebuję pomocy. Myliłem się. Następnego dnia też przyszedł, ale znowu go odesłałem. Po paru dniach zdecydowałem się z nim pójść. Był naprawdę sympatyczny. Gdyby nie on to nie byłoby mnie tu."

Postanowiłem spytać paru znajomych co o tym sądzą. Byłem ciekawy ich opinii.

"Dla mnie to taki “przystanek nicość”, bo prędzej czy później i tak albo idziesz na odwyk, albo zdychasz w syfie na dworcu. Narkomani to debile."

Większość wypowiedzi była podobna. Wszyscy nienawidzili ćpunów, chociaż ich nie znali. Tylko Banan mówił inaczej:

"Ich nie można potępiać. Im trzeba pomóc. Oni mają własne ideały i marzenia. Nie wolno ich burzyć, tylko pomóc je realizować. Oni mają swój świat, trzeba umieć do niego wejść."
"Dlaczego tak sądzisz? Przecież większość twoich znajomych nienawidzi narkomanów"

Odpowiedź była prosta.

"Bo sam kiedyś brałem."

Karolina, lat siedemnaście, kruczoczarne włosy, smutne spojrzenie.

"Miałam brata narkomana. Jak zaczął ćpać zmienił się bardzo. Wyciszył się, przestał się odzywać, nie był już taki wesoły jak kiedyś. Widziałam tylko straszna pustkę w jego oczach. Mówił że czuje się sam. Teraz już go nie ma."

To wstrząsające co prochy potrafią zrobić z człowieka. Bezduszną maszynę, która potrafi tylko brać.

"Narkomania jest straszna –mówi Daniel- najpierw bierzesz bo chcesz, a później bo musisz. To niszczy człowieka. Nie, nie fizycznie. Psychicznie."

Banan ma rację. Narkomani maja swój świat. Świat złudzeń i urojeń. Oni nie myślą, oni marzą. Chcą mieć partnera i kasę. Nie mają. Chcą się wybić. Nie potrafią. Chcą żyć normalnie. Nie mogą. Po tym co widziałem i słyszałem już wiem że narkomanom trzeba pomagać. Trzeba ich wspierać. Ale jak?

P.S. Przypominam że wszystkie zdarzenia i miejsca w tym arcie są ZMYŚLONE.

P.S.2 Słuchałem ścieżki dźwiękowej do filmu “Ósma mila”. Polecam.

Piothrezz