Dobro to zło i odwrotnie, słowo o tym pierwszym również

 

Księża mówią, że najważniejszy jest Bóg - modlić się, a nie pomagać bliźnim. Duchowni są pośrednikami i tylko dzięki nim można pójść do nieba - trzeba ich słuchać i dawać pieniądze. Taki system myślenia przyjął Kościół katolicki dla uzyskania władzy i bogactwa. Ja uważam, że kochając człowieka i pomagając mu, kocha się i „pomaga” się Bogu (w katechizmie do bierzmowania - znakiem miłości do Boga jest miłość do bliźnich). Dobra, można na pierwszym miejscu postawić Boga, ale jaki w tym sens. To tylko odwzajemnienie miłości Boga do nas. Aby kochać, trzeba wybaczać, a co Bogu wybaczymy? Chyba tylko stworzenie człowieka... Sztuką jest kochać człowieka, który nas nienawidzi i wyrządził nam wiele złego. Nie chodzi mi o nastawianie drugiego policzka (trzeciego) itp., Wystarczy próbować zrozumieć drugiego, próbować się pogodzić, wybaczyć. Najbardziej to ma się do walk, które trwają od wielu lat – potomkowie zabijają się za czyny z dalekiej przeszłości. To już stało się tradycją. Ci mają nie lubić tych, a ci tych. Bez powodów. Izraelici nie pogodzą się z Palestyńczykami... Dalej będą trwać bezsensowne walki, w których zginą masy ludzi, jedni będą nienawidzić drugich, bo tak im od urodzenia wtłoczono do łba! Ale nie można się godzić, gdy druga strona chce walki - pokojowo nastawieni dyplomaci z białymi flagami zostaną rozstrzelani. Jeżeli to się nie skończy, zginą wszyscy, i nie będzie miał kto dalej zabijać. Jeżeli przyjdzie do tego, to sam rozprawię się z wojownikami! Jeżeli walczą o coś, to niech dostanie to trzeci. To był taki wstępik o miłosierdziu. W tym wypadku dobro to dobro, ale...

Dobro to zło i odwrotnie - to wynika z religii katolickiej. Bogaty (A) dał wszystkie swoje pieniądze biednemu (B). Teraz biedny (B) stał się bogaty, a bogaty (A) biedny. Bogaty (B), który wcześniej był biedny, dał wszystkie swoje pieniądze biednemu (A), który wcześniej był bogaty. Takim sposobem pieniądze wróciły do bogatego (A), który znowu dał je biednemu (B). I tak w kółko (pieniędzy było tak dużo, że gdyby podzieli się po równo i tak byliby bogaci - spalić nie spali, bo to przestępstwo). Bogaty (A) zrobił dobry uczynek dając pieniądze biednemu (B), ale wtedy biedny (B) stał się bogaty, nie cierpiał i poszedł do piekła. Jak to było z tym uchem igielnym? W skutkach dobry uczynek okazał się złym. A znowu krzywdząc kogoś robimy dobrze, bo będzie cierpieć i pójdzie do nieba. Taka osoba musi czynić zło, bo kto inny by to zrobił, poświęca się, i pójdzie do piekła, żeby inni zostali zbawieni. Czynię komuś dobro, bo wtedy JA jestem szczęśliwy, JA pójdę do nieba, więc myślę o sobie. Dobroczyńcy Egoiści. Z miłości może pochodzić zazdrość oraz obrona tych, których kochamy, czyli zabicie wszystkich wrogów naszych ukochanych. O miłowaniu bliźniego jak siebie samego - masochiści mordują, dobrzy dla innych, nie dbający o siebie - nie dbają teraz o innych, a do prawdziwych egoistów to nie dociera, na nich te słowa nie zadziałają.

Na szczęście takie dobro to zło to nic. To tylko nieprawdziwa hipoteza, która nie istnieje, nawet ja sam ją wykluczam. Przedstawiam inny sposób postrzegania dobra. Sprawiedliwość i tak zwycięży - ci, co zasługują na niebo dostaną nagrodę.

Księża zawsze mówią, że ktoś tam umarł i w niebie czy modlić się, aby krócej był w czyśćcu. Wystarczy być katolikiem, aby nie iść do piekła. Źli ludzie nie mogą iść do nieba, bo na to nie zasługują. Aby było szczęście musi być sprawiedliwość. Jeżeli ktoś otrzymał coś, na co nie zasłużył to nie będzie mieć satysfakcji, że starał się, wielkim trudem do czegoś doszedł. Jeden byłby dobry, drugi zły, a obaj w niebie.

Ale miłość ma w sobie coś z egoizmu. Chcemy być z tą osobą, MY tego chcemy, nie licząc się z tym, że ta osoba tego nie chce i że MY możemy być nieopowiednimi parterami, i niech poszuka kogoś lepszego. Chyba to nie jest ta prawdziwa.

Znowu apel o antypowierzchowność! Choć nie wszyscy ludzie brzydcy są dobrzy a piękni głupi, nie należy zbytnio zwracać uwagi na wygląd. On może zmienić się, a właściwie na pewno się zmieni! Ludzie starzeją się a operacje plastyczne są jakie są (patrz Michael Jackson), poza tym nie wszystkich na nie stać.

            Przykazanie o miłosierdziu ma jako taki sens, przynajmniej jest o NIEBO lepsze od kościelnych. I jaki morał z tego tekstu (oprócz tych negatywnych o mnie) – dobro zawsze popłaca i nie słyszałem, żeby ktoś nie czuł się szczęśliwy, spełniony, po popełnieniu uczynku. Wtedy człowiek wie, że jego życie ma jakiś sens, jest potrzebny, bez niego byłoby inaczej, gorzej. Żegna się wasz Fałszywy Prorok 2, ślepy wizjoner i prorok przeszłości. Do następnego arta bez sensu!

 

PS. Pewnie się zastanawiacie dlaczego to robię, po co piszę. Z nudów? Nie, znalazłoby się wiele zajęć. Kosmici porwali mnie (nie, nie gwałcili) i kazali głosić wielkie prawdy ludzkości. Mam obalić cały SYSTEM, po czym władzę przekazać w ich ręce. Już lecą, będą w 2012 czy coś takiego – jak to mówił Georgio bon Giovani (nie pamiętam, jak to się pisało), stygmatyk. I kim ja jestem aby pouczać innych? Nikim, więc mogę to robić bez przeszkód. Tak w ogóle to zakładam sektę, o której to również napisałem. Przeczytajcie zanim osądzicie i cokolwiek pomyślicie.

 

Slavik

Slavik_1@wp.pl