BAGDAD ZAGROŻONY

O Iraku, U.S.A. i podłych terrorystach

Wczoraj po obejrzeniu wieczornego wydania Wiadomości zadałem sobie pytanie 'Kto jest agresorem w konflikcie U.S.A. - Irak'. Doszedłem do zaskakujących wniosków, które przynajmniej dla mnie, a także jak mniemam dla niektórych czytelników AM nie są oczywiste. Postanowiłem się więc nimi podzielić. Jest to oczywiście tylko moje zdanie i macie święte prawo się z nim nie zgodzić. Czekam na ewentualne polemiki. Myślę, że powyższe słowa wystarczą tytułem wstępu. Przejdźmy do konkretów.

JAK SIĘ TO WSZYSTKO ZACZĘŁO

Aby się tego dowiedzieć cofnijmy się do końca drugiej wojny światowej. Okresu kiedy świetnie wyszkolone oddziały amerykańskich Airborn wskakiwały na swych latających szmatkach w sam środek bazy wroga i wykańczały całe bataliony zaskoczonych szkopów, do okresu gdy wielkie masy Armii Czerwonej maszerowały na zachód dzierżąc przestarzałe karabiny. Do okresu kiedy Polska została sprzedana Z.S.R.R., a Żydzi odzyskali własne państwo... Wszystko ładnie pięknie, ale jak dobrze wiemy diabeł kryje się w szczegółach i tak było i tym razem. Szkopuł był w tym, że Palestyńczycy nie za bardzo chcieli oddać swój kraj we władanie Żydom. Niezbyt się im dziwie, w końcu ja też bym nie oddał ziemi, na której mój naród mieszka od 15 wieków. Żydzi jednak uparli się i wspomagani przez U.S.A. stworzyli Izrael. Palestyńczykom pozostawiając jakieś pustynne tereny licząc, że pomrą z głodu i będzie spokój.

JEŚLI NAWARZYSZ PIWA WYPIJ JE SZYBKO, NIKT NIE LUBI ZWIETRZAŁEGO

Amerykanie nie wzięli sobie tego do serca i przeczekali pół wieku, podczas którego narastała nienawiść po obu stronach. Było kilka wojenek kilka bitew, ale nic się nie zmieniało. Żydzi rekrutowali coraz więcej policjantów, których porównać można do połączenia PRL-owskich Bezpieki i ZOMO, a Palestyńczycy coraz częściej podkładali bomby. Koło się zamykało i nikt nie miał ochoty go przerwać. Doskonale wiadomo, dlaczego. Jeśli mamy wojnę to czymś walczyć trzeba. Teraz już nie te czasy, gdy rycerz bez oręża bronił się zębami. Teraz 'komandosi' bez broni mogą się najwyżej schować w krzakach i błagać Allacha lub Jachwe, żeby oszczędził im bólu przy śmierci. Dlatego właśnie U.S.A. postanowiło, że jeśli Izraelici i Palestyńczycy dalej będą drzeć koty to mogą na tym zbić niezłą kasę. Państwa na Bliskim Wschodzie też nie są w ciemię bite i zaczęły sprzedawać a to miny, a to C4, a to kilka karabinów jak zbywało... Teraz przerywanie tej wojny nikomu się już nie opłaca.

JAK TO KIEDYŚ W POLSCE BYŁO...

Większość osób słysząc o kolejnym zamachu samobójczym oburza się myśląc 'Jak można zrobić coś tak potwornego?'. Ja zupełnie tego nie rozumiem, szczególnie, że takie słowa padają głównie z ust osób starszych, które zapewne pamiętają okres okupacji niemieckiej. A wtedy też się działo na terenie Generalnej Guberni. Jak trzeba było zabić oficera to wrzucało się bombę do kina. Jasne, ginęli niewinni, ale przecież MY walczyliśmy o wyższe cele, mieliśmy ideały. Piękne słowa, szkoda tylko, że Polacy, jeśli chodzi o 'MY' to potrafią usprawiedliwić wszystko, ale jeśli chodzi trzeba powiedzieć 'ONI' to już nie jest tak różowo. Tak więc większość obecnych partyzantów to nikt inny jak parszywi terroryści zabijający niewinnych. I nie było zmiłuj, były zamachy aż do momentu kiedy nie było już Niemców. Miejmy nadzieję, że konflikt na Bliskim Wschodzie kiedyś się skończy. I że jeszcze będzie kto miał tam mieszkać.

GRA NA CZAS?

Okupacja Niemiecka nie należała do najdłuższych dzięki (trzeba to niestety przyznać) U.S.A., ale podczas zaborów Polacy nie mieli swojego kraju przez ponad 100 lat. I mimo prób rusyfikacji i germanizacji, mimo represji, po pierwszej wojnie światowej na mapach pojawiła się Rzeczpospolita. I myślę sobie, że jeśli nic się nie zmieni, to tak samo będzie w Izraelu - nigdy nie uda się zarzegnać konfliktu bez mediacji. Partyzanci będą nękać okupanta aż albo sami zginą od kuli albo z głodu, albo odzyskają WŁASNY kraj. Bo trzeba to powiedzieć głośno - Żydzi nie mogą sobie rościć żadnych praw do Palestyny. I myślę, że kiedyś im się uda, tak jak Polakom.

JAK W ŻYCIU - WSZĘDZIE MIESZAJĄ SIĘ SĄSIEDZI

A sąsiedzi jak nietrudno się było domyślić, ze względu na wspólne dziedzictwo kulturowe stanęli po stronie Palestyny. I tak jak dzisiaj gdy G.W. Bush mówi 'Jesteście z nami, albo przeciwko nam.' tak i wtedy U.S.A. uznało, że spokojnie mogą zepsuć sobie stosunki z zacofanymi Muzułmanami. Po pewnym czasie okazało się jednak, że nie są oni wcale tacy tępi, ale niestety było już troszeczkę zbyt późno, aby cokolwiek naprawić. Dzięki temu świat podzielił się na dwa fronty. Ameryka i Bliski Wschód. Jest jeszcze Rosja która stara się zachować jako-taką neutralność, ale prędzej czy później musi dołączyć do frakcji pro-amerykańskiej.

KOLEJNA WOJNA

I teraz cały pokój wisi na ostrzu noża. O ile Irak rzeczywiście nie chce wojny, bo i po co, to U.S.A. chcąc zdobyć ropę szuka powodu żeby móc wreszcie załatwić do końca to co zaczęli 'PUSTYNNĄ BURZĄ'. Amerykanie w swojej propagandzie utwierdzają swoich naiwnych obywateli o miałkich rozumkach w przekonaniu, że akcja militarna przeprowadzona przez Amerykańską Armię będzie humanitarna i żadnemu z cywilów nie stanie się krzywda. 80% obywateli tego pięknego kraju wierzy w winę Iraku nie wiedząc nawet dokładnie gdzie ten kraj jest położony. Prawda jest taka, że każda wojna jest brudna, w każdej wojnie giną niewinni i po każdej wojnie ktoś musi posprzątać. I założę się, że nie będą chcieli tego robić Amerykanie. Spójrzmy na Bośnię - najpierw U.S.A. zaprowadza 'pokój', a potem Polscy saperzy ryzykują życie na polach minowych. Afganistan - szybka, bardzo brawurowa akcja, ale pomoc humanitarna to już nie nasza działka! I w przypadku Iraku nie będzie inaczej.

A MOŻE NIE?

Czy jest szansa na pokój? Chyba nie. U.S.A. chce ropę a Irak może być doskonałym celem. Poza tym U.S.A. może mieć w głębokim poszanwaniu ONZ, bo Wielka Brytania, Polska i kilka innych państw owczym pędem wskoczą za Ameryką nawet w ogień. Amerykanie chcą wojny i kochają swojego niezbyt inteligentnego prezydenta, który powinien paść krowy, a nie rządzić państwem. Jednym słowem nie mamy na nic wpływu. I pewnie do wojny prędzej czy później dojdzie. My pomożemy Amerykanom, oni będą mieć ropę, a my problem, kogo wysłać do rozminowywania.

Silverspoon
silverspoon@poczta.fm