Moja dyskusja z Faramirem na łamach AM, że raczej nie warto walczyć z drechami, poddać się ciągnie się dalej. Trochę zboczyliśmy z tematu, ale jest to interesująca wymiana zdań. Na mail od Faramira odpowiada Piccolo, czyli ja.
Rozejrzyj się wokół. Czy ludzie, którzy chodzą normalnie
do pracy należą do NICH (do tych złych - przyp. Piccolo)?
Znaczy do tych wszystkich skurwysynów? Nie, nie
należą do NICH. Ale nie należą też do nas. Może teraz zaprzeczę sam sobie, ale
mimo wszystko trzeba wziąć jakąś stronę, a nie żyć sobie obok świata i patrzeć,
jak kolejnego kolesia okradają lub leją. No wiem, zrobiłem coś, co w każdej
dyskusji kończy się przegraną jednej ze stron. Zaprzeczyłem sobie samemu.
Wszyscy ci ludzie chodzą sobie, pracują, zarabiają na chleb. Czy ich życie
dostarcza im satysfakcji? To już jest pytanie do nich. W końcu nie znamy tych
wszystkich szarych obywateli, którzy jeżdżą z nami autobusami. Jednak mogą być
wśród nich osoby, które osiągnęły w życiu wiele, wiele mogą zrobić. Dorośli
chyba nie powinni bać się kilku gnojków sięgających im do pasa, prawda? Gdybym
był dorosły, powiedzmy - ustabilizowany - zareagowałbym na takie coś. Większość
z takich ludzi nie wierzy, że mogą coś zrobić i zwalają wszystko na prezydenta,
policję i Leppera. Zaprzeczyłem samemu sobie, sorki.
Teraz jest pytanie jakie będzie pokolenie, które teraz
dorasta.
Nie wiem, czy chodzi Ci o nas, czy 10, 12, 14 latków, więc
postaram się trochę szerzej odpowiedzieć. Więc, może Cię zaskoczę, ale uważam
nasze pokolenie (lata 1984-1988)za najlepsze. Paradoks, bo w środku wybuchł nam
Czarnobyl i takie tam dyrdymały. Spójrz na tych wszystkich 10 latków. Gdzie oni
się wychowują? Jakie odbierają przykłady? Oczywista rzecz, że my też nie dajemy
im najlepszych. ALE najważniejszą rolą w pierwszych 6 latach życia jest rola
rodziców. To oni powinni postarać się, żeby uczynić dziecko dostatecznie silnym
i odpornym na wpływy, żeby móc bezpiecznie posłać go do szkoły. Dzieci słabe,
zakompleksione, głupie, którym nie udało się nic wynieść z domu, patrząc na
innych, lepszych, zaczną odczuwać zazdrość, dziecięcą nienawiść. W końcu
powstają różne uprzedzenia. Byłem na fajnej domówce na Sylwestra. Jeden burak
przyprowadził tam swego brata - 14 lat. Koleś był nawalony już o 22. Potem
chciał chlać wódkę (nawalił się dwoma piwami), skoczyć do monopola, chciał lać
jakichś typków, co sobie puszczali petardy na podwórku. Może gadam teraz jak
tatusiek w wieku 16 lat, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy wychlać tyle w
tak krótkim czasie i zachowywać się wśród starszych osób i dziewczyn w taki
sposób. Wiesz z czego wynika zachowanie dzieci, które piją w trupa, biją
mniejszych, ciągną kasę w szkołach? Gdyby w domu czekała na tego młodego matka
nie doszłoby do tego. A tak wróci sobie taki gówniarz, pójdzie spać i koniec. A
mama jeszcze się uśmiechnie, jaki to jej syn mężczyzna. I będzie coraz gorzej.
Każdy ma dostęp do prochów. Wszysko zależy od człowieka. Gdy tylko opuszczamy
mury domu jesteśmy wystawiani na próby. Te dzieci są za słabe, żeby przetrwać.
Ich rodzice za dużo myśleli o pieniądzach. Przestraszeni być może tym, że
dziecko będzie żyło w warunkach jakie oni mieli, zapomnieli o wartościach o
wiele ważniejszych od pełnego portfela. Pieniądze są każdemu potrzebne, jak
tlen, ale nie są najważniejsze. Mogą dać szczęście, ale istnieją wartości o
niebo ważniejsze. Podobnie jak w sprawie piractwa, zabierania bogatszym, żeby
dać sobie - biednemu, wykształcenie pewnych cech i modeli postępowań zależy
tylko od człowieka. Czy będziesz bezmyślnie bił, kradł i deptał, czy raczej
obierzesz drogę diametralnie inną? Niektóre rzeczy zależą od wartości, jakie
reprezentuje dany człowiek. Od tego, czy będzie w stanie czasami dać pieniądze
komuś, kto zasłużył, czy będzie umiał po prostu wspomóc przyjaciela, a nie
nakładać na niego kredyt, czy będzie potrafił kupić coś komuś bez okazji będzie
zależało jego życie. Jednak dobrze wiemy, że dzisiaj nawet starsi ludzie są
często zbyt głupi by dawać przykład. Wielu z nich jest po prostu pełna
narodowych kompleksów, które nie pozwalają im na lubienie Niemców, Żydów i na
bycie uczciwym człowiekiem, który będzie powoli budował lepszą przyszłość.
Fałszywa duma narodowa nie pozwala im na tolerancję, schylenie czoła przed
faktycznie lepszym. Idą w zaparte kształcąc tak samo co słabsze dzieci.
Ale wracając do tych normalnych. Jest tutaj jeden
problem, przez ciebie wspomniany. Tacy jak my nie potrafią być takimi jak oni. I
tu właśnie dochodzimy do sedna tej sprawy. My nie potrafimy tak po prostu, gdy
widzimy któregoś z nich walczyć. Dla nas potrzebny jest jakiś czynnik zapalny.
Nie mamy w sobie wrodzonej agresji. I bardzo dobrze! Gdybyśmy ją mieli to
bylibyśmy nimi! Ja tego nie chcę. Oni żyją w grupach, atakują w grupach. Tu tkwi
ich siła. Absurdalna jedność. A my tylko przypatrujemy się samotnie. Jesteśmy
słabi, to prawda. Chronią nas ogólnie przyjęte prawa, w zasadzie tylko one. To
jest... trudne. Trudne dla mnie, dla ciebie, dla wszystkich. Gdyby nie różne
instancje władzy i porządku oni tym bardziej by się na nas wyżywali.
Prawo teraz chroni tego, kto ma więcej kasy i taka jest prawda. Znów
wróciliśmy do czasów demokracji ateńskiej. Poza tym gliny boją się bandy drechów
i nawet jeżeli mają gnaty, pały, cały ekwipunek to nie robią często nic.
Legitymowanie mogą sobie wsadzić. A kiedy jakiś bandzior, którego nie daj Boże
zakablowałeś pójdzie do pudła, to za 48 godzin wyjdzie i masz przesrane, jak
jasna cholera. I nas chroni prawo? Czy w ogóle ludzi chroni prawo? Chyba
cywilne, ale do karnego mam poważne zastrzeżenia. Żadne drechy nie zaatakują
grupy kolesi, ale gdy jakiś idzie sam to już mają wąty. Pojedynczy dureń nigdy
nie rzuci się do Ciebie w otoczeniu kolegów i raczej będzie skomlał, albo się
chwalił, że zna tego i tego. Nie potrafimy walczyć. Nawet w dziesięciu nie
potrafiłbym skopać jednego, choćby nie wiem jakiego skurwiela. Nie wiem,
dlaczego tak jest. Tak niesprawiedliwie. Chyba sam wybrałem sobie takie życie
wybierając jasną stronę. Fajnie, ale czasami chciałbym sprawić im cierpienie.
Tylko, że wtedy byłbym tak jak oni. A tego też nie chcę.
Bo oni się na nas wyżywają.
Słuchaj, nie wiem
co chcesz przez to powiedzieć, ale się domyślam. Widzisz, mi nie chodzi o to, że
ktoś mnie bije w szkole, że nie mam gdzie pójść przez nich. Cholera, przez ten
art "Człowiek - słoń" wielu ludzi żle mnie odebrało. Nie jestem kimś, kto daje
sobie nadmuchać w kaszę. Mnie nikt nie dręczył. Nikt mnie nie napada, nie
wymusza. Nienawidzę ich, bo jest wielu ludzi, którzy dadzą sobie głowę uciąć, że
taki drech jest lepszy ode mnie. Że nie miałbym szans, że on ma przyszłość, a
nie ja. Za to, że są głupi do cna, bezlitośni i dla nich nie ma ładnych rzeczy.
Więcej o tym w argumentacji do porzucenia walki.
Oni w głębi duszy wiedzą, że ich życie jest bezsensowne -
sami je sobie zniszczyli. I teraz tą swoją złośc wyładowują na nas. Tak właśnie
jest. To ich, jakby trochę uspokaja, daje ukojenie. Ale to jest tylko iluzja, bo
tak naprawdę to nic się nie zmienia. Może to ci się wydawać dziwne, ale tak
naprawdę to oni są bezsilni. I nam zazdroszczą. Tak, zazdroszczą, bo wiedzą, że
sami nie osiągną tego co my. Oni stracili swą szansę i teraz próbują się jakoś
udobruchać, zrekompensować to sobie. Z pozoru są twardzi. Ale wewnątrz siebie
płaczą rzewnymi łzami za tym co stracili, a czego już nie odzyskają. Trzeba im
współczuć? Nie! To BYŁO ich życie i oni sami tak je rozwiązali. Że źle? To już
ich problem.
I tu zgodzę się w stu procentach. Nie wiem, czy słuchasz
Myslovitz, ale na płytce Korova masz taką piosenkę "Kilka błędów popełnionych
przez dobrych rodziców". Przy odrobinie dobrej, a może złej, woli możesz nagiąć
słowa piosenki do drechów.
"Chciałbym stać się tak jak oni, wszyscy młodzi,
piękni, zdolni" itd. Posłuchaj sobie. Tak przy okazji, zachęcam Cię do Myslovitz
- genialny zespół. Wiem, że nam zazdroszczą. Przeczytaj tekst z AM 33: Duży.
Wspaniale oddaje wszystkie moje zapatrywania na powstawanie nowych drechów.
Pewnego dnia każdy z nich zaczyna myśleć, że zrobił żle wybierając tą drogę, ale
nie ma już odwrotu. Nie wróci do szkoły, gdzie go nienawidzą, nie wróci do
swoich kumpli, którzy na słowa "już nie chcę taki być" go zajebią. Nie ma we
mnie współczucia do nich. Wybrali. Naprawdę słabym trzeba być, żeby wybrać taką
drogę. Nie ma we mnie współczucia dla nich, takich jakimi są teraz i jakimi
będą. Czasem tylko myślę, kim on przedtem był. Jak życie go zmusiło do bycia
takim pieprzonym dresem? Dlaczego się złamał? Czy tylko przez wpływ środowisk? A
jeśli tak, to co ukształtowało to środowisko? Ale nie mam litości ani
współczucia.
Może to dziwne, ale cieszę gdy widzę jak któryś z nich
okazuje swą "wyższość".
Ooo! Nareszcie jakiś zdrowy człowiek. Tak
jest. To największa moja radość z ich istnienia. Im wyżej wzlecisz tym
boleśniejszy będzie upadek. Im mocniej będziesz się czuł, tym bardziej dobitne
okażą się słabości. O tak.
Wiara jest potrzebna, nawet najbardziej dziwna i
nierealna, to jednak bez niej człowiek się załamuje.
Masz rację.
Wiara jest czymś bardzo dziwnym. Czasami starasz się od niej uciec. Mówisz, że
nie wierzysz, ale kłamiesz. Każdy chce wierzyć. Nie wiem, dlaczego? Może
jesteśmy tak zaprogramowani? Ale wiara jest potrzebna. Możemy tylko wierzyć.
Człowiek nie ma szans bez wiary. Ona daje nadzieję. Matkę głupich.
Napisałem to co widzisz wyżej i mam wrażenie, że nie
udało mi się przekazać tego co chciałem. Ale może ktoś to kiedyś zrozumie. Może
to będziesz ty...
Może nie to co chciałeś, ale trochę mądrości tym
przekazałeś. Dziękuję. Okazałeś się bardzo pomocny Faramirze. Może rzeczywiście
ktoś Cię kiedyś zrozumie. Tymczasem uszczknę sobie trochę Twojego doświadczenia
i słów. Dzięki.
Więc wyszło na to, że to już nie żadna dyskusja tylko raczej poparcie. Może trochę zboczyliśmy z pierwotnego tematu, ale okazało się to bardzo owocne. To, co napisałeś było bardzo mądre i w pełni się z tym zgadzam. Musimy tylko pamiętać, kim jesteśmy. Że trzymamy w rękach naszą przyszłość i nie możemy pozwolić sobie na jej wypuszczenie. Każdy z nich ma przegrane życie. Jednak... Przegrane będzie miał kiedyś. Za kilkanaście lat. A tymczasem? Chciałbym, żeby cierpiał na moich oczach. Wiem, zwierzęce i okrutne, ale jednak. Chciałbym ukarać, chciałbym walczyć, choćby za jeden, połamany wyraz: dziękuję. Ale nie mam szans, walki nie podejmę już nigdy. Jest bezsensowna. Mogę tylko wierzyć. Może jeszcze kiedyś, raz... Może znowu stanę przeciw nim, ale tymczasem będę sobie żył, będę budował swoją przyszłość i będę pokazywał, będę próbował uczyć ludzi, kim jesteśmy i kto tak naprawdę jest słaby. Ty czytelniku raczej nie jesteś jestem jednym z nich. Raczej nie wychodzisz sobie z kumplami wieczorem żeby obić kilka mord. Chociaż kilka osób się zdarzyło nawet w takim magu... Ale tak czy owak, pamiętajcie o sobie. Nawet kiedy życie daje wam w kość, kiedy czujecie się słabi nie pozwólcie się zdominować. Mówię to do wszystkich, którzy mają w szafie nieużywany dres i mało wiary we własne człowieczeństwo - nie zakładajcie tej szmaty i przejrzyjcie się w lustrze, proszę. Każdy z nas ma coś w sobie. Kiedy myślisz, że nie masz szans jeśli nie staniesz się, jak oni dajesz pożywkę swojej słabości. Jeżeli wciąż czytasz te słowa, ten magazyn, masz szansę. Jeżeli nadal oglądasz jakieś filmy, czytasz książki to masz szansę być kiedyś kimś. Wiem, że kiedyś to cholernie długo, ale zaczekaj do cholery. Opłaca się.