ZA NOWY ŚWIAT! (2)


Starymi, ceglanymi murami wstrząsa dreszcz. Niczym w febrze dygoczą, gdy odbijają się od nich ciche modlitwy, błagania i przekleństwa. Nie rozumieją.
Nie mogą rozumieć. To tylko stare, nadgryzione zębem czasu mury. Ślepe i nieme.

Boże, jak bardzo chcemy żyć!

Wyszedł jakiś czas temu. Po wodę, dla dzieci. Czekały z nadzieją. Czekały pół godziny, czekały godzinę. Tak ciężko mu się przecież poruszać! Wróci, ileż to już razy zamieniał nadzieję w cud...
Nie wróci. On jeden dobrze o tym wie, on siedzi przy drzwiach. On jeden słyszał słaby krzyk padających na ziemię czterdziestu kilku lat radości, bólu, doświadczeń.
On wie.
A troje par oczu czeka.

Nie mamy co jeść. Nie mamy co pić.

Stareńka kobieta kiwa się, siedząc oparta o ścianę. Na jej kolanach leży kanarek... Kanarek śmierdzi, od dawna jest martwy.
Był taki dobry, wszystko rozumiał!
Kobieta umiera. Wie o tym.
Jeszcze raz odruchowo kuli się, słysząc przetaczający się nad nią basowy pomruk odległej eksplozji. Nie boi się. Skostaniałymi palcami przesuwa drobne paciorki różańca. Po jej policzku spływa łza.
To już jej nie dotyczy. To już nie jej sprawa.

Za co to? Za co?

Płacz niemowlęcia cichnie, w końcu ustaje całkowicie. Płakało dwa dni. Młoda matka uciekła dwa dni temu.
Malutka duszyczka rozwija motyle skrzydła.

Za nowy świat!

Miasto dogorywa, przykryte zwiewnym całunem czarnego dymu.
Martwy pomnik ludzkiej nienawiści.
Z nieba spada deszcz.
Ileż to łez!
Jest chmurne, jesienne popołudnie.

Takie, jakich wiele.

Axel Prubaj Hoolaynoga