Ateista

Tekst skierowany m. in. do mnie - taka chwila refleksji. Nad czym ? Nad Bogiem, którego dla mnie nie ma. To dość dziwna sprawa, ale cóż wysłuchawszy prośby Jacka Stojańskiego przeczytałem jego tekst. I ... nic. Słowa człowieka, który jest ( co stwierdzam na podstawie tekstu ) prawdziwym katolikiem ( a może raczej chrześcijaninem ). Chciałbym wyjaśnić mu parę spraw, których nie ujął zbyt dobrze. Posłużę się sobą jako przykładem, by pokazać mu oraz innym czytelnikom różnice między opisanymi ateistami przez pana Jacka a np. mną.

Jak bardzo jesteś w błędzie twierdząć, że gdy mówię “Boga nie ma” jestem zwycięzcą. Że jestem dumny z tego. Źle. Żałuję, że w Niego nie wierzę (no może aż tak bardzo to nie ). Masz rację, że negacja Boga jest trudna – skreślenie życia po śmierci (choć nie zawsze tak jest ). Stracenie jego sensu. Tylko, że wtedy znajduje się jakiś inny tak samo trywialny dla Ciebie jak dla mnie wiara w Boga. Ateista zwykle nie myśli o tym co po śmierci.

Co mnie odrzuca od Boga – nienawiść, bieda, wojny, wszystkie okropności tego świata. To, że cierpią niewinni a źli się cieszą – dla Ciebie spotka ich kara po śmierci dla mnie to dowód, że jeśli Bóg istnieje to wcale nie jest doskonały. Gdyby był to nie mógłby pozwolić na takie okrucieństwa – przecież wie wszystko wszystko potrafi. Albo druga możliwość: rzeczywiście wie i potrafi wszystko tylko, że ma nas ludzi gdzieś. A wtedy lepiej, żeby Go nie było. Trzecią moją teorią jest tak zwany deizm (mam nadzieję, że to tak się nazywa). Jestem najbardziej skłonny właśnie ku tej teorii. Mówi ona, że rzeczywiście Bóg istnieje – zaczął wszystko, tylko teraz już nie ma wpływu na to co się dzieje. Bóg = wielki wybuch. Ciekawa teoria no nie ?

Cuda. Cudem nazywamy to o czym niczym nie wiemy. Coś co jest dla nas zagadką. Jeszcze kilka wieków temu pioruny były znakiem bożym teraz to tylko wyładowania elektryczne powstałe przez różnice potencjałów między dwoma biegunami. To taka duża iskra. Twoje cudowne ozdrowienia mogą być po prostu jakimś uwarunkowaniem genetycznym, na którego temat jeszcze nic nie wiemy.

Idąc zgodnie za Tobą istnienie Boga mogę nazwać pięcioma hipotezami na krzyż. Przecież dowody na istnienie Boga na pewno nie przewyższają tych ewoluocyjnych. ( Tak dla zgody – mają taki sam poziom. ) Skoro jesteśmy wytworem Boga to po co nam takie czynności (życiowe) jak oddychanie, jedzenie czy wreszcie wydalanie. Przecież doskonały konstruktor jakim jest Bóg nie powinien poskładać nas z komórek. Są one przecież bardzo podobne dla zwierząt. Czemu jesteśmy podobni do nich z tak niskiego poziomu jakim jest komórka. Stworzył nas innego dnia. Powinniśmy być inni. Nawet na takim poziomie.

Specjalnie dla Ciebie poszedłem pokropić się święconą wodą. I wiesz co poczułem? Chłód. Taki sam jaki poczyłbym kropiąc się wodą np. mineralną. Nie parzy. Nie czuję bólu sumienia.

Nawet jako ateista nie staram się łączyć spraw Boga i kościoła. Dla mnie to zupełnie inne tematy, więc nie zamierzam na ten temat wypowiadać. Co do dewocji – wszędzie znajdzie się jakaś czarna owca.

Chcę byś wiedział idę we własnym kierunku a że akurat inni idą w tą stronę to już ich sprawa. Może jesteśmy SILNI, bo odważyliśmy się zanegować Boga i żyć z tym. Ty żyjesz i zawsze możesz powiedzieć po śmierci będzie lepiej. Mnie brak wiary zmusza do walki. Nie boję się wiecznego potępienia – dla mnie nie ma również go.

hirel