=-=-= Piłka nożna podwórkowa =-=-=

Plac. Różny, piaszczysty, asfaltowy, tartan. Rozkrzyczana młodzież, dzieci kopiące piłkę. Mimo, iż praktycznie jest większa od nich, doskonale się bawią, biegają i razem z kolegami mają z tego nie małą satysfakcję. Po strzelonej bramce przybijają "klepki", nawzajem dopingują, zmuszają do dalszej walki, liczy się przecież zwycięstwo... Tak najprościej można streścić obrazek kilkulatków grających w futbol na podwórku w pobliżu domu. Każdy zapewne z Was w takich rozgrywkach uczestniczył, mecze ulicy na ulicę cieszyły się wielką niepopularnością a zwycięza zdobywał powszechby szacunek i bano się go. Wygrywali najlepsi, jednakże przegrani z czasem stawali się coraz bardziej nastawieni bojowo. I tak trwało - choćby moje - kilka lat życia, kiedy kilka godzin dziennie w całości oddawałem się tej pasji.

Dziś, jako już nastolatek, kiedy przechadzam się koło parku lub wracam ze szkoły patrząc na rozbrykane małolaty świetnie bawiące się przy graniu w piłkę, cieszę się niezmiernie, a ich uśmiech na ustach jest wyrazem zadowolenia, które i mnie raduje. Te wspomnienia, te przepiękne gole i walka na śniegu, na korcie czy na pseudotrawie, gdzie srały wcześniej psy... TEgo się nie zapomina i to na długo pozostanie w pamięci. Oglądając uważnie boiskowe zmagania dzieci można wysnuć jeden wniosek. Liczy się chęć pokazania siebie z dobrej pozytywnej strony, aby przyjaciele ocenili cię jak najlepiej, również twoje umiejętności. Powiedzmy wprost - w latach dzieciństwa nie było miejsce na crossowe podania czy jakąkolwiek grę zespołową, najważniejsze to potrafienie kilku zwodów i strzelanie bramek, którae tak wiele dostarcza satysfakcji. Mi osobiście taka piłka rodem z podwórka podoba mi się praktycznie tak samo jak poziom prezentowany przez zawodowców, choć jak wiadomo obie "frakcje" dzieli wielka przepaść. Tu zawsze jest dobra zabawa, można się pośmiać z błędów innych, zaprezentować siebie. O to przecież chodzi. Czasami staje się to pretekstem do poważniejszej piłki. I tak było w moim przypadku. Ale przyznam, że kilka lat temu, kiedy jeszcze dziennik pierwszoklasistów nakreślony był moim nazwiskiem, wcale nie myślałem, że ta własnie podwórkowa zabawa pozwoli mi w przyszłości na dalsze rozwinięcie skrzydeł. Jeśli jesteś dobry na takich meczach między osiedlami itp, szanuje cię większa grupa ludzi róna tobie wiekowi, a to jest wspaniałe uczucie, gdy masz świadomość, że ktoś budzi do ciebie respekt i w twojej obecności mówią, jaki to jesteś dobry...

Słowem kończącym jest jeden mały wniosek. Na pewno początkowe zabawy z piłką są o wiele bardziej satysfakcjonujące niż późniejsza ewentualna gra. Wiem, co mówię... :) Ja, w imię nieprzymuszonej a istniejącej tradycji raz na jakiś czas zakładam dresy, halówki, biorę piłkę i idę pograć z małolatami o kilka lat ode mnie młodszymi. I sprawia mi to przyjemność. Pokazuje im ciekawe zwody, a widok ich jako uczniowie bacznie przyglądających się mnie a następnie ćwiczących z pełną determinacją, cieszy. Nie czuję żadnego wstydu, to po prostu z czystego sentymentu do lat dzieciństwa, kiedy byłem identycznym gnojem i świat bez futbolu mnie nie interesował. A takie spotkanie i przypatrywanie dzieciaków to zawsze okazja do śmiechu i poprawienia humoru. Ja z tej opcji nie zrezygnuję...

Sly