=-=-= AGASSI PRZEŻYWĄJCY DRUGĄ MŁODOśĆ ZWYCIĘŻA W AUSTRALIAN OPEN!!! =-=-=
Sly
Sytuacja w tenisie mężczyzn jest na
pewno ciekawsze aniżeli u kobiet i to nie powinno podlegać
dyskusji. Kilku(nastu) wyrównanych zawodników toczy ze sobą
batalię, często pięciosetowe, dostarczając kibicom nie lada
radości. Trzeba zaznaczyć, iż prezentują oni tenis bardzo
widowiskowy i urozmaicony, jedni techniczny, inni zgoła siłowy,
acz nieobliczalny tudzież często sprawiający, iż właśnie ci
schodzą z kortu jako zwycięzcy.
Tegoroczny turniej Australian Open
został naprawdę silnie obsadzony. Praktycznie wszyscy najlepsi
(czołowa 30) uczestniczyła w zmaganiach pierwszych
wielkoszlemowych zawodów. Mieliśmy więc Rosjana Safina,
Amerykanów Agassiego czy Roddicka, miejscowego asa i bożyszcza
publiczności - Hewitta oraz kilkunastu innych od Federera
począwszy na sędziwym już Piolinie kończąc. Śmietanka ta
natomiast nie została umocniona przez fenomena tenisa rodem z
USA - Samprasa, który na wskutek kontuzji odniesionej ledwie
kilka dni przed inauuguracją, nie uczestniczył w walce o triumf
i sławę. (choć ta - naturalnie - nie potrzebna mu do
szczęścia) Stawka jednak mogła zadowolić każdego i ludzie,
któzy przyszli na komfort tenisowy w Sydney, raczej się nie
zawiedli. Trzeba przyznać, iż organizacja stała na
najwyższym, fantastycznym poziomie. Fanatycy odbijania piłeczki
przy kilkudziesięciostopniowym upale podziwiali zagrania swoich
pupili. Pogoda zresztą nie bardzo dopisała, a Słońce dawało
znać o sobie niemiłosiernie będąc największym wrogiem jak i
grających, tak publiczności.
Rozstrzygnięcia to czysta sensacja - nic
więcej nie można powiedzieć. Przegrana Safina na samym
początku (aczkolwiek podobno bolał go nadgarstek) wprawiła
wszystkich w osłupienie. Następnie pożegnał się z imprezą
Hewitt, czym spowodował fatalne odbicie na psychice rodaków
marzących i liczących tylko na wygraną. Dominacja Agassiego
jednak nie podlegała dyskusji. Mistrz brnął przez kolejne
rundy z zapałem, wiarą w sukces, miotąc przeciwników w pył a
widowni umilał czas swoimi nieprzeciętnymi możliwościami.
Kapitalnie grał młody osiemnastoletni Roddick. Poległszy
dopiero w półfinale z Schuettlerem stwierdził, iż stać go na
więcej. Czekamy więc niecierpliwie, czekamy... Na pewno więcej
spodziewaliśmy się po Federerze, imponującym dotychczas
formą. Grał dobrze, odpadł przy końcu, niemniej pozostaje
pewien niedosyt. Nie powiem, ale gdyby pokazali mi na kartce
zawodników występujących w finale przed rozpoczęciem
turnieju, zaśmiałym się głośno, po czym zasugerował tej
osobie niechybny pobyt w szpitalu. Plus kubeł zimnej wody. I
kaszanka. Z wodą. Dodając dwa uderzenia pięciokilowym młotem.
Na orzeźwienie. Może pomoże? Ale nie można faktów ukrywać.
Schuettler, aktualnie postać medialna numer jeden bodajże,
sprawił neisamowitą niespodziankę. Może to i dobrze, że
zawodnik z drugiej światowej półki, "czarny koń"
jak to się rzeka - dowiódł i umocnił zasadę, że
niespodzianki zdarzać się muszą, nawet jeśli nie są mile
widziane. Chwała chłopakowi za walkę i serce. Więcej takich
rozstrzygnięć!
Agassi, rozstawiony z numerem 2, wygrał
turniej singlowy tenisowego Australian Open pokonując w finale
Niemca Rainera Schuettlera (nr 31) 6:2, 6:2, 6:1. Mecz trwał
godzinę i 16 minut.Jest to czwarty triumf Agassiego w
mistrzostwach Australii. Poprzednio zwyciężał w Melbourne w
1995, 2000 i 2001 roku.W niedzielnym pojedynku z rewelacją
turnieju - Schuettlerem, Amerykanin miał wyraźną a momentami
miażdżącą przewagę. Agassi ośmiokrotnie przełamywał
serwis rywala, a tylko raz przegrał swoje podanie - w czwartym
gemie pierwszego seta.
Andre Agassi odniósł w
Melbourne ósme zwycięstwo w turniejach z cyklu Wielkiego
Szlema. Sześciokrotnie natomiast przegrywał finałowe
pojedynki. Triumfator Australian Open odebrał czek na 1 127 850
dolarów australijskich, pokonany finalista połowę tej sumy.