REAL MADRYT vs. RESZTA ŚWIATA
Madryt. Real Madryt. To nie tylko wielkie
nazwiska: Zidane, Figo, Roberto Carlos, Raul czy ostatnio Ronaldo,
ale także wielka historia. Real bowiem jest jedynym klubem
piłkarskim, który zdobył Champions League aż dziewięć razy.
Oprócz tego zdobył także: mistrzostwo Hiszpani dwadzieścia
osiem razy i puchar tegoż siedemnaście. Najwspanialsze lata
Realu przypadają na lata 55-60, kiedy to piłkarze ze stolicy
zdobyli pięć razy pod rząd Ligę Mistrzów. Jest to z pewnością
rzecz niebywała i prawie niemożliwa do powtórzenia. Później
piłkarze z La liga mieli mniej powodów do zadowolenia, ponieważ
od lat siedemdziesiątych do dziewięćdziesiątych brylowały
przede wszystkim kluby z Włoch. Co ciekawe, jeszcze kilka lat
temu Real był uważany za "zaledwie" dobry klub
europejski. Znacznie lepiej od nich wypadała katalońska
Barcelona prowadzona wtedy (zdaje się) przez Louisa Van Gaala.
Ale już na początku lat dziewięćdziesiątych można było
spodziewać się, że przyszłością nowoczesnej piłki będzie
nikt inny, jak Real Madryt. Dowiódł tego Fabio Capello, który
w dziewięćdziesiątym ósmym roku dotarł z nią do finału, który
wygrał z Juventusem 2:1. Był to jeden z ostatnich lat sukcesów
włoskich klubów i zapowiedź powrotu hiszpańskiej piłki na
szczyt. Ti-mon "Superpippo" Słówko od wujka Sly'a: dlaczego przez wyrazem
"to" ciągle i nagminnie stawiasz przecinek? Popracuj
nad formą. I nad likwidacją błędów - jak i ortograficznych
tak stylistycznych. Mnóstwo tychże musiałem poprawiać. Co do
samego meczu to śmiem twierdzić, że powinno się
przetransportować niektórych zawodników Realu na ławkę
rezerwowych i dać szansę młodym, bardzo utalentowanym
zawodnikom, którzy do tego przykładają serce i zostawiają je
na boisku. Do dziś nie rozumiem, dlaczego w wyjściowej
jedenastce gra Figo. Tylko z tego powodu, że wyłożyli za niego
szmalu stosy?! AND SO WHAT?! Co do wyniku - komplemetarnie się
nie wypowiem. Źle stało się, że Real nie przegrał. Tym
cwaniakom nosa utrzeć trzeba, kimkolwiek by nie byli. Podobno
ten fenomelany osiemnastolatek Torres kosztuje więcej niż Raul.
Kto wie... świetny chłopak.
Gdy słyszę, że Real Madryt najbardziej
przyczynił się w historii piłki nożnej, to śmiać mi się
chce. Przecież ten klub w roku dziewięćdziesiątym ósmym
zdobył po raz pierwszy Puchar Mistrzów od trzydziestu dwóch
lat. A teraz taki "znawca" (który zwie się
komentatorem) twierdzi, jak bardzo Real zaznaczył się w
Champions League. Oczywiście klub z Madrytu brylował
wcześniej, ale... było to w latach sześdziesiątych, kiedy to
piłka była zupełnie inna (w dosłownym tego słowa znaczeniu
;). Ostatnio jednak trudno powiedzieć, że Real nie jest
najlepszy na świecie. Średnio co rok zdobywa jedno z dwóch
trofeów: Mistrzostwo La liga lub Puchar Mistrzów. Po drugie, co
sezon kupuje za grube pieniądze zawodników z najwyższej półki,
jak na przykład Figo w roku dwutysięcznym (za 56 milionów
dolarów), Zidane'a w roku dwutysięcznym pierwszym (za 65 milionów
dolarów) i Ronaldo w roku dwutysięcznym drugim (za około 45
milionów dolarów). Czy nie jest to oznaka wyższości nad
innymi klubami? Myślę, że to pierwsze z pewnością tak, ale
to drugie jest tylko gwoździem do grobowej deski, o czym
przekonały się drużyny z włoskiej Serie A.
Ostatnio, ponieważ Realowi nie bardzo
idzie w lidze Hiszpańskiej (zdaje się, że są na dziewiątym
miejscu), jak i w Lidze Mistrzów (gdyby nie sędzia przegraliby
z Lokomotiwem Moskwa na swoim stadionie). Dlatego jego prezydent-
Fiorentino Perez- doszedł do wniosku, że czas podwyższyć
morale drużynie. Pierwszym stopniem do przebudzenia miał być
Puchar Interkontynentalny. Dociekliwsi kibice na pewno słyszeli
co nieco o nim. Prawda jest taka, że ten Puchar jest tylko
farsą, bo i tak zawsze wygrywają kluby z Europy. ;) Drugim
stopniem miał być mecz z reprezentacją Reszty Świata (też
farsa i nawet brzmi idiotycznie). Każdy chyba, niezależnie czy
lubi Real czy nie, myślał że Raul i spółka wygrają mecz.
Okazało się, że stało się zupełnie inaczej. Aby wyjaśnić,
muszę przeprowadzić sprawozdanie z tego spotkania. {Skoro tak
ładnie chcesz, to czemuż by nie? :) - Sly)
Na samym początku trzeba powiedzieć,
że pogoda tym razem nie sprzyjała. Słoneczny Madryt zamienił
się w deszczowy i zimny. Może to niebiosa płakały nad formą
piłkarzy z Realu? W każdym razie, rozpoczął się mecz. Co
prawda, bez sztucznych ogni i występu wielkiego tenora (nazwiska
nie podam, bo nie chcę przekręcić), ale z wielkimi gwiazdami
na boisku. Co można powiedzieć o drużynie Reszty Świata? Jest
bardzo słaba, co udowodnił mecz z Francję kilka lat temu.
{Czyż drużyna ta rokrocznie nie jest inna? Ej, przekręcasz mi
tutaj, chleb mi odbierasz nikczemnie kłamiąc. :) - Sly) Swoją
drogą, jeśli jej największą gwiazdą jest
"staruszek" Roberto Baggio, to nie ma się co dziwić.
(Bzdura. To tylko Twoja subiektywna opinia. - Sly) Rozpoczął
się mecz. Kilka składnych akcji Realu, potem dwie, trzy, Reszty
Świata i gol! Gol dla kogo? Coś nieprawdopodobnego. Gol dla Reszty
Świata! Którego strzelił nie kto inny, jak "polski
Niemiec"- Mirosław Klose. Oczywiście strzelił go główką.
{Szczerze mówiąc, to nie chciałbym widzieć Klose w polskiej
reprezentacji z jednego tylko powodu. Nie, żebym był rasistą,
azaliż jednak piłkarz ten w moim mnimaniu niczym szczególnym
się nie wyróżnia i mówiąc językiem potocznym - słaby jest.
- Sly) W tym momencie zwracam honory dla Roberto Baggio, który
popisał się piękną asystą. Jak w tym momencie zagrał Real?
Zamiast przycisnąć rywala, to podawał przed własnym polem
karnym. W takim momencie, wspaniale grająca Reszta Świata
strzeliła następnego gola. Było już 2:0! Po przerwie obaj
trenerzy dokonali dużych roszad w składach. Drużyna gwiazd
Realu zmieniła się w drużynę młodzików. Natomiast świetnie
spisująca się Reszta Świata wymieniła mocny skład na bardzo
niedoświadczonych piłkarzy, którzy zupełnie się nie
rozumieli. W pewnym momencie wydawało mi się, że Scolari chce
przegrać ten mecz. Nie wiem, co im powiedział, ale grali
beznadziejnie. Gorzej niż Śląsk Wrocław. {Heh, porównanie Ci
wyszło niebotyczne i niespotykane. Zgoła nierealne tudzież
lekko przesadzone. - Sly) Po prostu drużyna Reszty Świata
grała tak, jakby chciała przegrać mecz. W zasadzie wystarczyło
jeszcze, by piłkarze strzelili sobie samobója. Jedynie dwóch
napastników: fenomenalny brazylijczyk Kaka i równie
utalentowany (co egoistyczny) Torres, robili to co do nich należało.
Kaka nawet strzelił na samym początku drugiej odsłony
spotkania gola dla reszty świata. Było wtedy już 3:0 i
szykowała się kompromitacja piłkarzy Realu. Wtedy, to niby
słabsi od madryckich gwiazd-juniorzy (bo byli tak młodzi)
zaczęli grać w prawdziwą piłkę. Szybkie podania, akcje
oskrzydlające, dynamiczne wejścia - musiały skończyć się
golem. I tak się stało. Sędzia podyktował rzut karny. Co
prawda faul był przed polem karnym i wcale nie był ewidentny,
ale to wystarczyło sędziemu. Padł pierwszy gol dla Realu. 1:3.
Było jeszcze sporo czasu, a młodzież Relau grała coraz
lepiej. W końcu padły jeszcze dwa gole i one ustanowiły wynik
spotkania na 3:3.
Jaki jest mój werdykt? Czy mecz był
ustawiony? Cóż, z pewnością Real przegrać nie mógł. I
chociaż wynik meczu był remisowy, dla mnie zwycięzcą była...
madrycka młodzież. Dlatego mój wynik, to: 1:0 dla juniorów z
Realu przeciwko jego gwiazdom.