=-=-= CZY MAŁYSZ PRZEZ NASTĘPNE KILKA LAT DA EMOCJE? =-=-=
To właśnie
pytanie dręczy wielu wiernych kibiców Adama Małysza, nie tylko
w Polsce, ale i na całym świecie. PRzez całe dwa sezony
pokazał wszystkim, gdzie jest ich miejsce w szyku, jeśli nasz
as aktualnie jest w formie. Ten czas, te niezapomniane przeżycia
i każdorazowo oglądane turnieje, w których Mistrz
bezapelacyjnie wygrywał różnicą rzędu kilkudziesięciu
punktów. Każda rodzina, każdy człowiek, nawet zwierzęta
domowe musiały wpatrywać się w przepiękne loty człowieka z
Wisły. Takich emocji, jakie zawsze towarzyszyły skokom
narciarskim z udziałem naszego skoczka, nie było od dawna i
tzeba to przyznać. Niczym nasza reprezentacja z roku 1974, Adam
daje ludziom nadzieję w sukces, kiedy problemy kogoś kurczowo
się trzymają, on pozwalał, aby odeszły. Zjednoczył
wszystkich Polaków, jednakże i ci pokazali, że w chwilach
wielkich dla polskiego sportu, zawsze niosą potrzebny doping i
kulturalnie pomagają w zawodach. Takiego szału i późniejszej
Małyszomanii nikt się nei spodziewał, a przynajmniej nie na
pewno na taką skalę. Ja nie potrafię opisać tej euforii i
raczej nikt tego nie zrobi, gdyż nie posiada takich
umiejętności... Sly
Ale początki nie
były najlepsze. Kilka lat temu słabe starty, praktycznie żadne
zainteresowanie skokami w naszym kraju. Spowodowane może i
brakiem promocji w mediach, ale bezsprzecznie beznadziejną
formą naszych skoczków. I tak idylla trwałą jakiś czas, ale
przyszły lata wielkie, niczym Trzecia Era w historii
Śródziemia opisanego przez Tolkiena. NAdchodził dzień
rozbłyskającej gwiazdy Małysza i jego dalszej drodze ku
sukcesom, zwycięstwom... Przyznam, ta monotonia i nagminna
"walka o wszystko, czyli o nic" lekko mnie
denerwowała, a każde następne zawody nawet można było sobie
odpuścić, chociaż prawdziwy kibic takiej chaniebnej rzeczy
nigdy nie zrobił. Pamiętam jeszcze poranną środę, kiedy na
polsatowskiej telegazecie przeczytałem, że Adam oddał dwa
wspaniałe skoki, które dały by mu triumf w turnieju, ale
został zdyskwalifikowany. Mało mi oczy nie wyszły spod
spojówej nie wierząc, że nagle nasi skoczkowie wzięli się do
roboty i zaczęli skakać tak, jak oczekiwano. I przyszedł
moment zainteresowania i zaciekawienia, chęć zobaczenia
wszystkiego na żywo, jakiejś relacji bezpośredniej z zawodów.
I zobaczyłem, oniemiałem... Kilkanaście konkursów pod rząd,
wpaniała forma i fantastycznie fenomenalne skoki na
odległości, o które niejedni mogliby sobie pomarzyć, nowe
rekordy prawie wszystkich skoczni Pucharu Świata, a do tego
wrodzona skromność... Takich wspaniałych momentów jak
wiktoria w turnieju Czterech Skocznie się nie zapomina i zapewne
tak będzie, przez następne kilkadziesiąt lat my - Polacy,
będziemy mieli się czym chwalić i wspominać, jak to kiedyś
ciągnęło się do telewizora, aby tylko obejrzeć kolejne
popisy naszego asa.
(Rok 2021)
Józek: Ale nasi beznadziejnie skaczą, ale patałachy...
Stefan: Fakt, ale pamiętasz...
Józek: (wtrącając się)... wiem wiem, chodzi ci o lata
2000-2003, kiedy w przestworzach brylował nasz Adam. Tak,
pamiętam, to był wspaniałe czasy, aż chciało się oglądać,
nie to co dziś...
PRzykładowo
założę się z kimkolwiek, że w tymże właśnie roku lub
okolice tego, ludzie będą wspominać i odbywać takowe rozmowy,
a wspomnienia i pasma sukcesów zagoszczą w ich sercach na nowo.
Wracając do obecnego sezonu. Czy Adam pokaże jeszcze klasę i
przez dwa, może trzy sezony, nadal wygra prestiżową nagrodę i
osiągnie najcenniejsze tytuły? Tekst ten piszę po kilkunastu już konkursach i trzeba powiedzieć, że jest nienajgorzej, choć naturalnie mogłoby być dużo lepiej. To nie ten sam skoncentrowany człowiek, jakby inna istota, zagubiona i zaszumiona wobec całej nagonki, jaka koło niej panuje. Każdy następny sezon będzie charakteryzował coraz większe problemy Adama, niemożność realizacji celów, jakim jest zwycięstwo. A te, przynajmniej patrząc na dziś dzień, nie przychodzą. Niby tu szósty, tam piąty, niemniej już chyba nikt nie huczy taką falą optymizmu jak kiedyś, co jest zauważalne i odczuwalne. Po tych dwóch przepięknych latach dla polskiego
narciarstwa, niejedni z was już myśleli, czy aby w następnych
sezonach Adam da sobie radę i nie zejdzie z tronu - tronu,
który należy do niego. Pojawiały się wątpliwości, ale i
oczekiwania znacznie wzrastały, trzeba przyznać. Wiadomo, jakim
jesteśmy krajem: kiedy wszystko gra i odnosimy znaczące sukcesy
- nikt złego słowa nie powie, jednak w chwilach złych i
kryzysowych, kiedy wyraźnie nie idze, kibice odrwacają się i
natychmiast rozpoczyna się ogólnokrajowa dyskusja, krytyka w
radiu, internecie, telewizji... Najważniejsze jednak jest to,
że nasza największa gwiazda - człowiek, najbardziej znana
osobistość kraju i szanowana, gdzie się nie pojawi, ma formę
i nadal może zadowalać i dawać emocje milionom Polaków,
którzy tylko czekają na następne pasma zwyciestw w wykonaniu
naszego mistrza. I ja tego życzę wam i sobie... Na zakończenie może jeszcze
tylko powiem: chciałbym, aby w tym toku w narciarskim pucharze
świata Adam znowu przenosił na nas całą dramaturgię i
radość, jaka płynie od każdego jego skoku oraz to, żeby
poziom zdecydowanie się wyrównał, ponieważ ja nie lubię
spektaklu jednego aktora... Ale zwycięzca jesy chyba znany i nie
trzeba go przedstawiać, prawda? Małysz i tak już wygrał, wykorzystał swoją przepustkę i mimo niepowodzeń, będzie wielki i niepowtarzalny, na czas długi zapamiętany. Profesjonalista w każdym calu, skromny, nieśmiała człowieczyna dała ludziom coś, czego potrzebowali w trudnych sytuacjach. Jest również zwycięzcą psychicznym i moralnym, kłębiącym się w naszych umysłach, a które to nie odrzucą już raczej persony skoczka z Wisły, nie po tym, czego dokonał. Nie powinni...