=-=-= ELIMINACJA... =-=-=

Podanie od bramkarza, przejmuje ją środkowy pomocnik. Czym prędzej nie zastanawiając się mknie ku bramce rywala w jednym tylko celu: by strzelić, by wygrać, dopiąć celu. To jego hobby... Pięknie prowadzi piłkę, mija po kolei kilku rywali niczym slalomowe tyczki, po czym w jednej chwili pada ścięty na murawę, półprzytomny z bólu, cierpienia... Pyta się tylko: co jest?! Czy nic mi nie jest?!

...................

Złamana noga w kilku miejscach, rozbrat z futbolem na kilkanaście miesięcy, zero perspektyw na rozwój dalszej kariery, w jednym momencie zniszczonej, praktycznie można powiedzieć, że skończonej. Jedna z najgroźniejszych kontuzji. Wcale tak nie musiało być, niemniej nikt przecież nie odpowiada za poziom umysłowy i ogólny stan psychiczny niektórych zawodników. A faulujący tylko z ironicznym uśmieszkiem na ustach podnosi się z murawy i kieruje na swoją pozycję dalej kontynuując grę. Bezpardonowy faul spowodował, iż ktoś poniósł porażkę kosztem kogoś. W tej chwili jest wygrany, a jego sposób patrzenia na innych można krótko streścić: nie podchodź mi nigdy pod nogi, frajerze. Dla lal nie ma miejsca, liczy się tylko triumf - ostateczny, a dążenie do niego jest nieistotne. Podczas meczu trwa eliminacja...

Już tak się dzieje w futbolu, że nikt nie szanuje swych nóg. Przykład faulu na Beckamie w meczu z Deportivo i niezrozumiałe dla mnie wejście w nogi obrońcy pokazuje tylko jedno: byle by nie doszedł do bramki, nie dośrodkował. Wiadomo, pod jaką presją grają dziś najlepsi kopacze świata. Jeden błąd może kosztować wiele, dlatego sytuacji fatalnych w skutkach jest coraz więcej. Kilkanaście lat trwa niewątpliwa ewolucja. Piłka nabrała już nowego znaczenia. Gra się zdecydowanie szybciej, dynamiczniej, na granicy faulu. Tu już nie ma miejsca na zastanowienie, pierwszy zamysł powinien być najlepszy. Jeśli nie oddasz piłki w przeciągu sekundy odkąd ją uzyskałeś mając przy okazji na plecach obrońcę, szykuj się na pewne komplikacje. Doszło bowiem, moi mili, do stanu niemożności przebiegnięcia z piłką przez całe boisko. Oczywiście zdarzają się wypadki geniuszy, (są to jednak tylko jednostki typu Zidane) których nie zatrzyma nawet faul, ponieważ umiejętne prowadzenie piłki i ogólny dynamizm pozwala na ominięcie tej "procedury".

Każdy inteligentny człowiek wie zapewne, co znaczy siła "instancji wyższej" tudzież nakazy i przydzielenie odpowiednich działań na boisku. Dzisiejsza gra nie jest sportem dla lalusiów, lecz dla prawdziwych profesjonalistów nie bojących się stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem okrutnym, zdecydowanym na wszystko. Ile to już razy specjalnie eliminowano zawodników przy początkowych fazach meczu, gdyż bano się potencjalnego zagrożenia z jego strony. Tutaj jest właśnie mowa o koszachtach między działaczami i piłkarzami. Następstwa nie wykonania polecenia są zazwyczaj przykre - kara pieniężna (wysoka) Jeśli do tej pory uważasz, że cały ten artykuł to sterta bzdur i wyolbrzymień, może daj sobie spokój i nie czytaj dalej.

Media niejednokrotnie przytaczały rozmowy, z których wywnioskować można było, iż kombinowano przed meczem, jak i kiedy dokonać boiskowego "mordu" na rywalu. Ile z tych informacji tak naprawdę zainteresowało związki? Sam znam osbiście przypadki, kiedy trener podchodzi do swego zawodnika i stwierdza: Widzisz tego? Masz piętnaście minut, aby zrobić z niego papkę w kilku częściach, inaczej twoja przyszłość w tym klubie jest zagrożona... Następuja wojna psychiczna, nie tyle z otoczeniem, co z własnymi myślami zależnymi w tej chwili od kogoś ważniejszego niż ja. "Eliminować, czy nie..." To oczywiste borykanie się z własnym sumieniem. Wtedy dopiero człowiek może na własnym przykładzie zobaczyć, czy zdrowa rywalizacja naprawdę znaczy tak dużo, czy pieniądze znaczą więcej niż moje zdanie, teraz właściwie pomiatane i zdane na los. Stoisz przed wyborem własnej dalszej drogi życiowej: rozwijać się dalej w tym klubie czy przejść do innego. Ta dwuznaczna moralnie propozycja może powodować i uaktywnić pewne dotąd niespotykane cechy. Zawodnik sam sobie chce choćby pokazać, że potrafi być największą bestią, diabłem, kilerem boiskowego placu i wykona polecenie łamiąc wyznaczonego w kilku miejscach. Później są tylko dwa uczucia: radość lub smutek. Każdy sobie wybiera... Teraz dopiero następuja prawdziwa wojna myśli nawzajem się kolidujących. "Czy słusznie postąpiłem?" Nie ma wytłumaczenia. Można powiedzieć tylko jedno: chamstwo, ale i pewne realne zasady uniemożliwiają piłkarzom myśleć trzeźwo. Wandali na boiskach mamy wielu. Oni nie są od grania. Liczy się tylko jedno... "Tysiąc nowych pytań przywiał wiatr..." - śpiewa Lipnicka. Pytań, na które piłkarz musi sobie odpowiedzieć sam po zaisnitiałym fakcie, incydencie. Coś na wzór psychicznego sądu nad sumieniem. I tylko tyle... I wtedy dopiero cała otoczka staje się mniej ważna, a przylatuje myśl o zaniechanych wartościach, takich jak poszanowanie w stosunku do innego zawodnika, kimkolwiek on by nie był...

Bezpardonowych fauli możemy naoglądać się w każdej kolejce praktycznie każdej ligi świata. Jeśli nie wierzycie w żadne słowo powyższego arta, pooglądajcie sobie Ligę Grecką i stwierdzicie, że mam rację. Tamże nie ma praw obowiązujących na boisku, a wszelkie zasady łamie się kilkakrotnie w meczu. Bójki i nieporozumienia między piłkarzami są stałą częścią każdego widowiska sportowego. Czy to dla nich jakaś rozrywka? Nie wiem, acz moim zdaniem co niektórym kopaczom powinno się deponować mózgi. Żal niemiłosiernie serce ściska, kiedy widzisz biegnącego piłkarza, a tutaj znienacka na wyprostowanej nodze nakładką inny trafia mu w piszczel. Po czym odchodzi nawet nie klepiąc go po plecach czy przepraszając za swój czyn - bądź co bądź - niegodny. Specyfiką dzisiejszego futbolu jest tylko jedna dewiza: wygrać nie patrząc na regulamin. Zrealizować cel bez żadnych przeszkód, a jeśli się te już pojawią, skrzętnie niwelować najprostszymi środkami.

Już nie wspomnę, że szczytem bezguścia jest utworzenie we Włoszech specjalnej szkółki piłkarskiej mającej na celu TYLKO I WYŁĄCZNIE metody faulowania, do tego w taki sposób, ażeby ostateczne i kategorycznie usunąć przeciwnika z placu. Co do mniejszych "przestępstw" - robić tak, by tylko sędzia nie zauważył. I jeśli Wam jeszcze szczęka z szoku nie opadła (w sensie tym, iż takiej tandety i barbarzyństwa nie powinno być) to znaczy, że powinniście się udać do lekarza. Psychiatry. Za kilka dni. Właściwie już teraz.

A co by było Drogi Piłkarzu, jeśli twoje nogi w jednej chwili zostały bezczelnie zaatakowane przez przeciwnika? Co wtedy powiesz? Nic, nie będziesz w stanie. Powinieneś zrozumieć... Ktoś przegrać musi, aby wygrać mógł ktoś. W tej chwili przegrałeś - duszą, ciałem i sumieniem. Szwankuje ci każdy element, wymaga naprawy. Długiej. Wystarczy zrozumieć tylko jedno: szanuj nogi przeciwnika!!! Czy to takie trudne?! Ba, dla niektórych nawet za bardzo... Nic bardziej "przyjemnego" jak później pojechać do jakiegoś miasta i zostać doszczętnie wygwizdanym przez kibiców za ówczesną eliminację zawodnika drużyny, z którą aktualnie grasz, w dodatku na ich terenie. Jeśli wtedy nie poczujesz swego błędu, znaczy to, iż jesteś wariatem. Amen panowie. Wiem, że ciężko ten tekst zrozumieć i niektóre frazy są niby niezrozumiałe, jednakże oczywiste jest to, iż przesłanie tego bardzo krótkiego tekstu jest banalne. I ja się kieruje słowem bezpośrednim - do piłkarza, czasem do Was, do siebie...

Sly

See you later guys, I'm going home... to next meeting...