=-=-= CCC Aquapark Polkowice:Lotos Gdynia =-=-=
Co bystrzejsi
czytelnicy i maniaki Irca wiedzą, że mieszkam w Polkowicach.
He, pewnie nie wiecie, gdzie to coś się mieści. :) TO ja wam
to wytłumaczę. 80 kilometrów na północny-zachód od wioski,
co się zwie Wrocław. :) Sorry, może z tą wioską lekko
przesadziłem. :) A więc w moim kochanym
kilkudziesięciotysięcznym miasteczku jest ekstraklasowy
zespół koszykówki kobiet. Początkowo zbyt nie interesowałem
się rozgrywkami pań, ale za namową kolegi jednak wybrałem na
mecz i nie żałuje swojej decyzji. CCC to obecnie trzecia
drużyna PLLK, która musi przejść do historii jako pogromca
Lotosu Gdynia. Byłem na tym meczu, w naszej przepięknej hali na
tysiąc i więcej nawet osób. Wszystkie miejsca zajęte,
organizatorzy jeszcze dokładali kilka rzędów na kółkach za
koszami. Podchodziłem do tego spotkania z takim nastawieniem,
że zespół gości pokaże nam nasze miejsce w szyku i aktualną
pozycję w lidze, czyli że przegramy sromotnie kilkunastoma
punktami. Ale nic, robiłem dobrą minę do złej gry, co akurat
mi się prawie zawsze udaje. Nie zdążyłem przeczytać jeszcze
gazety, kiedy zgasły wszystkie światła i spiker zaczął swoje
przemówienie... Magister Sly
Najpierw pierwsza
piątka gości. Dydek, Smith - olimpijka, jedna z najlepszych
koszykarek świata, Bibrzycka, Cupryś (wszystkie
reprezentantki), Ferdinand i na końcu Ose-Hlebowicka, grająca
rok wcześniej w polkowickim zespole, przywitana przez nas
wspaniałymi i burzliwymi oklaskami. Ale to był tylko zalążek
emocji, jakie zaraz się wydarzyły. Prezentacja naszego
zespołu. Po kolei wychodzą Kłosińska, Marczewska, Koryzna
itd. Na sali rozbrzmiewały reflektory, światła, wszystko
budowalo elegancki nastrój przed meczem. Kibice na stojąco
oklaskiwali rozgrzewkę kobiet, a klub kibica mało nie zepsuł
bębnów, bijąc w nie chyba tak mocno, jak można. Zostało
pięć minut, krótkie dokończenie rozgrzewki i mecz...
Dydek oczywiście
wygrywa rzut sędziowski i piłka dla gości. Nie trafiają, a
przez nastepne kilka minut trwa niewyobrażalna passa CCC. Aż
17:2 było w pewnym momencie dla dziewczyn z mojego miasta.
Szczerze mówiąc, szczena mi opadła po pierwszej kwarcie i nie
wiedziałem, co powiedzieć. Nawet nie mogłem klaskać, bo mnei
wewnętrzenie jakoś zatkało. Poczułem jak to jest, kiedy niby
szaraczek podejmuje wyrównaną walka z potęgą europejskiej
koszykówki i do tego jeszcze wygrywają znaczną różnicą
punktową. Druga kwarta była praktycznie identyczna. Lotos nie
mógł trafić do kosza, a nasze konstruowały diabelskie i
skuteczne kontry regularnie punktując. Trener gości nie
wiedział co robić, nawet nie krzyczał, chyba dotknął go
szok. Po każdym zdobytym koszu przez zawodniczki CCC
publiczność wręcz wybuchała, klaskała i przez kilkanaście
sekund biła brawo na stojąco. Poczuło się atmosferę
światowej koszykówki. :) Po połowie przewaga piętnastu
punktów i istny szał widowni. Udałem się na dwór troszkę
odetchnąć. Tak podniecałem się tym meczem i wynikiem... nigdy
w życiu chyba tak się nie czułem. Zjadłem coś w przerwie,
wypiłem herbatę w pobliskim sklepiku i wróciłem na trybuny, a
tam ciągle trwała sielanka naszych kibiców.
W sercu pojawiła
się iskierka nadziei na przełamanie hegemonii Lotosu, ale
jakoś z frugiej strony ta myśl do mnie nie dochodziła. Jednak
zaczął się mecz i stało się to, czego oczekiwałem. Lotos
ruszył do ataku i dużej punktowej przewagi zrobiła się
różnica ledwie jednego kosza. Ale nasze jakoś przełamały
chwilową słabość i więcej nie pozwoliły sobie na
dekoncentrację. PRzsegraliśmy jednak kwartę 10 punktami i na
ostatnią fazę meczu wychodziliśmy z pięcioma punktami
zaliczki. To co się działo, jest naprawdę nie do opisania w
dosłownym tego znaczeniu. Całą kwartę wszyscy stali, bili
brawo po udanej akcji, dopingowali i nitk nie oszczędzał swego
gardła. Ta część meczu była zdecydowanie wyrównana i szala
raz po raz wahała się między dwoma drużynami. Wspomnę tylko,
że Lotos ani razu nie prowadził w całym spotkaniu! Ostatnie
sekundy to koszmar... dla zespołu gości. Tak sfrustrowane, bez
nadziei, a do tego zeszła za faule Dydek... TRIUMF NASZYCH!!! Po
meczu klepki, chóralne śpiewy przez kilkanaście minut,
podziękowania. A same zawodniczki szczęśliwe, udzielające
wywiadów...
Na takie widowiska
sportowe chce się chodzić, naprawdę...