Urodziłem się w bardzo wysoko postawionej i bogatej rodzinie szlacheckiej. Posyłano mnie do najlepszych szkół w nadziei, że gdy dorosnę odziedziczę po rodzicach cały interes. Rola bogatego synalka szybko przestała mnie jednak bawić i doszedłem do wniosku, że chce w życiu robić coś innego. Ale rodzina nie chciała nawet o tym słyszeć, a nasza rezydencja pilnowana była przez wynajętych strażników, także i uciec nie było jak. Dałem sobie więc chwilowo spokój z mymi marzeniami i dalej nudziłem się potwornie
zarówno na wykładach jak i w domu: "To nie ostoi! To nie wypada! Zachowujesz się jak jakieś dziecko z niższej sfery..." Matka ciągle raczyła mnie takimi właśnie uwagami dotyczącymi różnic między zachowanie stosownym dla chłopca z dobrego, bogatego domu a jakiegoś "Biednego, obdartego szczeniaka". Miałem już tego serdecznie dość! Chciałem uciec, lub zrobić cokolwiek by znaleźć się z dala od tej luksusowej dzielnicy od tego bogactwa, którym już dosłownie rzygałem! Nie spodziewałem się, ze moje marzenia spełnią się w taki sposób...
Otóż pewnego razu, eskortowany przez strażnika w drodze do szkoły, zostałem napadnięty przez jakąś zakapturzoną postać. Mój "konwój" , natychmiast rzucił się na przeciwnika, ale jak się można było spodziewać padł martwy zanim uniósł miecz. Zakapturzony ogłuszył mnie i ...
Obudziłem się w jakimś ciemnym magazynie, pełnym starych przeżartych drewnianych skrzyń. Przede mną stał zakapturzony porywacz i przyglądał mi się bacznie.
Odwrócił się odszedł parę kroków po czym podszedł do mnie odrzucił kaptur i przyłożył mi sztylet do gardła pytając o to gdzie mieszka moja rodzina, jak jest bogata etc.
Wstyd się przyznać ale trząsłem się jak osika i tak w ogóle bałem się strasznie, toteż nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. Nie pamiętam jakim cudem zdołał zmusić mnie do mówienia, lecz skończyło się na tym, że mu wszystko ładnie i elegancko wyśpiewałem.
Parę dni po tym wędrowałem sobie uśmiechnięty ze sztyletem przy pasie, czekając na jakiegoś bogatego frajera, mogącego tędy przechodzić. Gdy takowy nadszedł,
niestety zmuszony był pożegnać się z akuratną zawartością sakiewki nawet się o tym nie dowiadując, znaczy się dowiadywał się z pewnością, ale na tyle późno, że nie był w stanie nic już zrobić. Ów zakapturzony który mnie porwał, został moim nauczycielem złodziejskiego fachu. Niestety we wczesnych okresach owego kształcenia mój mentor padł na ziemię od zatrutej strzałki, a co najgorsze już się z niej nie podniósł. Pozbawiony więc nauczyciela zacząłem sam się kształcić i rozwijać umiejętności, co jak można się było domyśleć nie szło mi gładko - przez pewien okres czasu pracowałem nawet w cyrku, żeby zarobić na chleb. Po pewnym czasie, gdy zrobił się już ze mnie całkiem dobry złodziej i niezły szermierz dowiedziałem się
o planowanym napadzie na pewien dom z bogatej dzielnicy, tej gdzie jeszcze parę lat temu mieszkałem. Wyczuwając niezły zarobek zgłosiłem się chętnie do pomocy i tak razem z grupą
złodziei nocą zakradliśmy się w pobliże rezydencji, będącej naszym celem, po czym cicho i czysto pozabijaliśmy straż zewnętrzną i weszliśmy do środka. Wnętrze wydawało mi się dziwnie znajome...
Niestety zmuszony byłem przerwać me rozważania a to na wskutek resztki strażników, próbujących nas powstrzymać. Ów straż również została wycięta w pień, więc wkroczyliśmy do sali głównej i...
Przy stole siedzieli wystraszeni MOI RODZICE! Nie zdążyłem powstrzymać moich rozochoconych towarzyszy
i wymknąłem się oknem nie mogąc patrzeć na śmierć mojego ojca i mojej matki.
Parę lat później przebywając z daleka od mego rodzinnego miasta dowiedziałem się, że mordercy mych rodziców, zostali pozabijani przez straż miejską i ponoć poszukuje się ostatniego
z bandy, który według zeznań pewnego żebraka, będącego akuratnie w tamtym czasie w pobliżu, wyskoczył jak szalony przez okno rezydencji, po czym skierował się do bram miasta...
Cóż w takim razie jestem poszukiwany... i co z tego nie z takimi problemami dawałem już sobie radę...
Oto historia Seihela, a pełniej Seihela Yawgazza, syna jednej z najbogatszych rodzin w Nuln. Postać ta została przygotowana by wpleść ją w jakąś sensowną przygodę, lub ułożyć osobną na jego temat. Dobrym przykładem byłaby sytuacja, gdy ktoś wynajmuje graczy by go złapali... a reszta zależy od inwencji twórczej;) Seihel ubiera się zawsze na czarno, zdaje się być małomówny i zamknięty w sobie, niezwykle tajemniczy i przystojny. Jest niepoprawnym optymistą, dawno już gwizdnął na śmierć rodziców, jednym słowem jest to człowiek nie przejmujący się przeszłością, jeno przyszłością. Seihel z chęcią dopuści się i najgorszych zabójstw, bez zmrużenia oka potrafi wyciąć w pień bezbronna rodzinę... całą prócz dzieci. Taki już jego pokichany
charakterek;)
Seihel Yawgazz Zabójca (dawniej kieszonkowiec, włamywacz etc.) - Człowiek
Cechy:
Seihel jest bardzo silną postacią, posiadającą wszystkie przedmioty i umiejętności zabójcy oraz kieszonkowca. Jego technika walki polega na osłabieniu przeciwnika zatrutymi strzałkami czy sztyletami, po czym dobiciu w walce bezpośredniej, prócz tego zna się na "technice zabójców" (patrz art. pt." Techniki walki").
| Sz | WW | US | S | Wt | Żw | I | A | Zr | CP | Int | Op | SW | Ogd |
| 5 | 70 | 67 | 5 | 5 | 15 | 60 | 5 | 70 | 62 | 70 | 56 | 69 | 70 |
Przedmioty:
Takie jak zabójca (patrz podręcznik do WFRP)
Umiejętności:
Wszystkie umiejętności zabójcy oraz złodzieja - kieszonkowca
Sorhed