Jack Chandler - Septimus
W roku 1957 w małym miasteczku nieopodal Nowego Jorku wydarzyło się coś dziwnego. Rząd zatuszował wszystko. Jack Chandler, młody pisarczyk pogrążony w specyficznej , intensywnej depresji, w labiryncie własnych fobii był tam w jednym z większych domów dla świrów. Wyszedł stamtąd, o ironio- jako całkiem inna osoba. W gazetach pisano o pożarze, a do usuwania śladów bardzo przyczynili się księża z pobliskiego kościoła. Później większość z nich przystąpiła do czegoś zwanego Stowarzyszeniem Leopolda. Jack pochodził z rodziny złożonej z ludzi o bardzo ciężkich charakterach, w dodatku od zerówki odczuwał dotkliwie swoje 'nieprzystosowanie do życia'. 3 lata przed pamiętnymi zdarzeniami, o których zaraz opowiem. spędził przenoszony ze szpitala do szpitala, traktowany na śniadanie elektrowstrząsami, ciągnąc za sobą dwa tobołki- książek i zapisków oraz znękanej duszy.
Tak więc pewnej pięknej, ciemnej nocy na białe korytarze i pośród pomieszczenia z drzwiami raz zaopatrzonymi w klamki, a raz nie zawitała wesoła grupka... Malkavianów. I zgodnie ze swą naturą nieco się rozszaleli. Jeżeli z nielicznego w nocy personelu ktoś przeżył- jego życie już na zawsze musiało pozostać chorym siedliskiem maniakalnego strachu. Białe ściany oddziałów, sal terapeutycznych zostały zbryzgane krwią. Dla Jacka byli całkiem dobrzy. Dziś już nie przeklina tej dobroci. W każdym razie zwrócił ich uwagę. Rzucili się na niego by wysuszyć z życia, potem jeden/jedna z nich natchnęła go przekleństwem nieśmiertelności. Nie wie kto jest jego stworzycielem. Uczyli go, traktowali jak dziecko karmiąc się jego szaleństwem i podsycając je. Jakiś czas- nigdy nie będzie w stanie stwierdzić jak długi, trzymali się razem. Był wtedy na swój sposób szczęśliwy. Szczęśliwy, gdy wgryzał się w szyje osób, które go kiedyś wykorzystały, oszukały i skrzywdziły. to szczęście było tylko iluzją, jak wyczarowane jedzenie nie napełniające żołądka. A tych dziewięciu potomków Malkava nigdy nie zapomni. Bracia świry pewnej pięknej, ciemnej nocy zostawili go samemu sobie, prawdopodobnie sami powracając do samotniczego tryby życia. Bo takie jest życie wampira.
Gdy trzeba potrafi zachowywać się 'normalnie'. Potrafi wpaść w kompletny szał, gdy nie trzeba. Ze względu na swe zamiłowanie tajemnic został detektywem. Niewielu ma klientów, zresztą podejmuje się jedynie jego zdaniem spaw CIEKAWYCH, nie jakiś tam, prawda, rozwodów.
Co jest źródłem jego szaleństwa? Bycia Malkavianem niczego nie wyjaśnia. Skąd wypływa nieustannie ten nieskończony, dręczący go smutek? Aby tego się dowiedzieć, trzeba by było poczuć się tak jak on i zobaczyć (uroić?) to co widział. A tego nikomu nie życzę.
W świecie kropek-propozycje:
Natura: świr, melancholik; Postawa: samotnik; klan: Malkavian; pokolenie: 10; schronienie: opuszczona fabryka na przedmieściach; rola: śledczy- detektyw
Atrybuty:
fizyczne-
siła 2,
zręczność 4,
wytrzymałość 2,
społeczne-
charyzma 2,
oddziaływanie 3,
wygląd 1,
umysłowe-
percepcja 3,
inteligencja 4,
spryt 4.
Zdolności:
Talenty: bójka 2, czujność 2, ekspresja 2, empatia 2, przebiegłość 2, zastraszanie 2
Umiejętności: broń palna 3, krycie się, prowadzenie i walka wręcz po 1
Wiedza: informatyka 1, nauka 1, okultyzm 4, śledztwo 4, wykształcenie 3
Atuty:
pozycja-
pokolenie 3 (chyba trzeba?)
mienie 1
kontakty 1 (np. klanowy znajomy, włóczęga obeznany co się dzieje na ulicach)
dyscypliny-
nadwrażliwość i niewidoczność 1,
demencja 2
Człowieczeństwo i Siła Woli 6, punktów krwi maxymalnie 13, wady: brak odbicia
Gromph