|
][Część I: Radosna
Urodził się na Mazurach,
nie nad morzem ani w górach,
nie w spiekocie, ale w błocie,
wśród rozległych mokradeł,
dźwięcznie brzęczących radeł.
Tak historia się zaczyna
nie emitowana w kinach.
Historia komara - podróżnika,
który co dzień starym zmykał,
by poznawać piękno świata,
wiatr mieć wszędzie za pan brata.
Hasał toteż lasem, polem,
nie raz ciął ludzi nad molem,
przyjaźnił się z molem Bolem,
nie był obcy mu też golem.
Taki to nasz komar mały,
spragniony przygód i chwały.
Raz będąc, gdzie się rzeka wije,
ujrzał z góry szarą żmiję.
Poleciał się więc przywitać,
może także o coś spytać?
Wszczął z nią miłą konwersację,
by potem przyznać jej rację.
Ale o tym za chwilę...
][Część II: Bolesna
Powiedziała komarowi żmija,
że kąsanie ludzi w Polsce
z prawdziwym celem się mija.
"Leć, mój drogi, hen, za morze,
tam Murzyni w ciepłej porze
bez ubrania paradują,
bo komarów nie widują!".
Toteż komar do Afryki
pędem leci, nie ma łatwo!
Lecz jedzenia jest tam nadto!
Leci tydzień, miesiąc, rok,
już nie słyszy skrzeku srok,
aż tu nagle w cieniu drzew
coś się wije, biegnie, pląsa,
Myśli: "Hmm, to na pewno nie jest gąska!
Popikuję trochę w dół,
może to mój kumpel muł?".
Leci komar całą parą,
a tu nagle wiatr się wzmaga,
niosąc przedziwną esencję,
wskutek czego wątły komar
wpadł, bezradny, w turbulencje.
Krąży w koło, czujnie słucha,
jak jakaś Bogu winna mucha
brzęcząc głośno gdzieś w oddali
prosto w słup telefoniczny wali!
Potem tylko cichy jęk,
chitynowy pancerz pękł...
Komar strasznie przerażony
wolałby być zamrożony,
niż rozwalić się na drzewie
lub na jakimś dużym krzewie.
Toteż woła wniebogłosy
choć o jedną kroplę rosy,
by się skąpać przed śmiercią niechybną,
aż tu nagle w trawę rypnął.
Wstaje, patrzy, głową kręci,
"Czy to niebo, wszyscy święci?",
lecz tuż obok niego stoi
jakaś straszna mara w zbroi.
Nie lgnie do niej komar
ani ona do komara,
bo nie byłaby to zbyt dobrana para.
Ona wielka jak Karpaty,
toteż komar bez namysłu
rozpędza się, chce ciąć ostro!
Ależ on ma w głowie pstro!
Wdał się z pancernikiem w bójkę,
złamał sobie przy tym kłujkę,
postrzępił skrzydełka całe,
połamał odnóża małe.
Teraz w trawie dogorywa,
lecz nie dziwcie się, tak bywa,
gdy się zamiast ojca, matki,
żmii słucha - złej kamratki!!
|
][Część III: Chwalebna
Jego dusza się uniosła,
gdyż do nieba droga prosta.
Ach, jakiż widok wzruszający!
Komar na Ziemi ostro tnący
teraz wznosi się wspaniale
ku wiecznemu szczęściu, chwale.
"Drogi ojcze, droga matko,
jak ja tęsknię za swą chatką,
jak ja tęsknię za Ojczyzną,
drogą szarą, brudną, błotnistą!
Jak ja tęsknię za rzekami,
lasem, polem, konarami,
jak ja tęsknię za LEŚNĄ POLANĄ
w srebrnej rosie z rana skąpaną!
Już się ze mną nie spotkacie,
żalu do mnie nie chowajcie
za młodzieńcze me zapały,
że mnie w grobie pochowały...
Będę tęsknił, nie przestanę
póki dusza ma istnieje,
czas się żegnać, czas odchodzić,
tylko dla mnie kogut pieje!".
Moje wyspy szczęśliwe::..
Na moich wyspach szczęśliwych
życie bez trosk się toczy.
Raz motyl nad głową przefrunie,
raz chrabąszcz przy nodze się toczy.
Wiatr z lekka czasem powieje,
poruszy gdzieś szumne knieje.
To znowu śniegiem poprószy,
usypie zaspy po uszy.
Lecz słońce też często zagląda,
po błękicie nieba się krząta.
Kwiaty swe ręce wyciągają ku niemu,
a ono, jak ogrodnik, dba o nie wszystkie,
bo na mej wyspie jest to oczywiste!
Tu wszyscy żyją ze sobą za pan brat,
więc warto było przebyć taki drogi szmat,
by na tych łąkach kwiecistych i polanach
zjawiać się co rana.
A ty mnie zabierz na me wyspy szczęśliwe,
do tej utopijnej krainy, gdzie wszystko jest możliwe!
Ramtin
|