|
Smutna historia pewnego Hackera.. cz. 1
Uważnie patrzył czy ktoś nie idzie. Stanął pod drzwiami,
gotowy w każdej chwili zwiać. Gdy uznał, że nastąpiła
odpowiednia chwila, pociągnął za klamkę i wszedł do środka.
W ciemności widział migające różnokolorowe diody komputerów.
Zapalił światło i zmrużył oczy, porażony jasnym światłem
jarzeniówek. Założył rękawiczki i zasiadł do terminala i włączył
monitor. Wyciągnął karteczkę, którą dostał od Andrzeja.
Miał na niej wszystko, co trzeba. Prosta robota. Zalogował się
na server jako zwykły user. Zajrzał do syslog.conf - logi szły
też na drugi server www1.mrd.com.pl. Połączył się ze swoim
komputerem poprzez terminal i ściągnął odpowiedni skrypt za
pomocą, którego wyczyścił logi i z jednego i z drugiego
servera. Zdobył root'a i zaczął szperać na hda. Było tam dużo
ciekawych rzeczy, w tym ich strona WWW, lecz Marcin nie miał na
to czasu, musiał działać szybko. Znalazł pliki, które miał
przegrać. Wysłał je na konto założone godzinę temu na wp.pl
- na wszelki wypadek oraz skopiował pliki na dyskietkę,
uruchomił jeszcze raz Killoga i zniknął z logów, wylogował
się zostawiając system w takim stanie, w jakim był poprzednio
i wyłączył monitor. Ściągnął rękawiczki i schował je
wraz z dyskietką do kieszeni. Zgasił światło i sprawdził czy
wszystko zostawił tak jak było. Zauważył swoją karteczkę z
loginem i hasłem user'a pod krzesłem. Zdenerwowany podniósł ją,
zmiętolił i schował do kieszeni.
Wychodził z pokoju, gdy potknął się o próg i wylądował na
ziemi Jakaś młoda dziewczyna, przechodząca koło niego zauważywszy
jego mały wypadek, głośno roześmiała się, ale szybko się
opanowała i pomogła mu wstać z podłogi. Dziewczyna była młoda
i atrakcyjna, miała najwyżej z 25 lat, czarne kręcone włosy,
zielone oczy, zadarty do góry nosek i długie nogi. Marcinowi od
razu wpadła w oko.
- Ojej, nie wiedziałam, że mój widok zwala mężczyzn z nóg -
śmiejąc się zagadnęła do Marcina - Cześć, jestem
Aleksandra, dla znajomych Ola.
- Miło mi, Marcin. Dzięki za pomoc.
- Och, nie ma za co, szczerze mówiąc to straszny z ciebie
niezdara - powiedziała śmiejąc się - Jak można nie zauważyć
progu i wywalić się w tak widowiskowy sposób?
- Eee... To z nerwów pierwszy dzień w pracy.
- Istotnie, widzę cię po raz pierwszy... - zamyśliła się na
chwilę - Na którym piętrze pracujesz i jako kto?
- Ja? No, w gruncie rzeczy to pracuję na każdym piętrze. Wiesz
jestem sprzątaczem - uśmiechnął się Marcin
- Serio? No tak, domyśliłabym się. Ale gdzie zgubiłeś
przybory do sprzątania, no wiesz miotłę i takie tam? - zapytała
dziewczyna - a może nie korzystasz z takich archaicznych
przedmiotów i korzystasz z mocy?
- Wiesz mimo oglądania 123 razy ''Gwiezdnych wojen'' mocy nie
uzyskałem - śmieje się Marcin - No i jeszcze nie za bardzo się
orientuje gdzie co jest i właśnie szukałem schowka z środkami
czyszczącymi.
- W serwerowni? - pyta zdziwiona
- W ser co? A wlazłem tak tu, bo myślałem że to jakieś biuro
i że ktoś może mi pomoże.
- To tego pomieszczenia nie ma nikt dostępu. Jest zamknięte cały
czas, a klucz ma tylko pan Marecki. Jak weszłeś
przystojniaczku? Mam wezwać policję? To jest włamanie, wiesz?
- pyta się Olka udając powagę
- Było już otwarte - odpowiada - ja tylko otworzyłem drwi i
zajrzałem do środka.
- Olka nie molestuj pana, ten zamek ciągle się psuje, i pan
Marecki kazał nie zamykać drzwi bo później są problemy z
otwarciem, zresztą takiego ciężkiego i wielkiego komputera to
nikt nie wyniesie pod płaszczem - do rozmowy włącza się jakiś
facet, stojący obok ze stosem papierzysk w ręku.
- Och, nie psuj wszystkiego, ja to przecież wiem, zauważyłam
jakiegoś przystojniaka, to muszę mieć jakiś pretekst żeby go
wypytać i dowiedzieć się czegoś o nim. - odpowiada Olka,
zalotnie patrząc w stronę Marcina.
- Eee... Jaki tam przystojniak ze mnie - skromnie odpowiada.
- A ja to nie jestem przystojny? - pyta się facet z
papierzyskami w ręku.
- Też jesteś, ale ciebie już znam i to nawet za lepiej niż
bym chciała.
- Nie bądź taka pewna że mnie dobrze znasz !!!
- A znam, tylko że ty o tym nie wiesz !!!
- Niech ci będzie. Baby się nie przekłóci. Do jutra, ja
znikam. Ola, pamiętaj o fakturach !!! - przypomina jeszcze facet
- A o fakturach na pewno nie zapomnę! Na razie !!!
- Na razie !!! A ty uważaj na nią, bywa złośliwa! - krzyczy
jeszcze na odchodnym facet z papierami
- Sam jesteś złośliwy ! To nieprawda ! - odkrzykuje dziewczyna
- Widzisz z kim muszę pracować?
- Eee... Gościu nie wydaje się zły...
- Ty z nim nie musisz wytrzymywać od 5 lat po 8 godzin w
tygodniu. Znam już wszystkie jego odzywki na pamięć, i
szczerze mówiąc nudzi mnie już to.
- Przesadzasz, gościu cię lubi, nie przejmuj się głupimi
docinkami.
- Masz rację, ale... O raju, nie masz przypadkiem zegarka?
- Przypadkiem mam - śmieje się Marcin
- No i?
- No i co?
- No i która godzina?
- A godzina !!! Dwadzieścia po trzeciej.
- Jezu, Marcin, muszę już lecieć bo szef się wkurzy, miło było
cię poznać.
- Mi także, może jeszcze kiedyś się spotkamy? Znam tu jedną
dobrą restaurację...
- Czy to była propozycja wspólnej kolacji? - pyta dziewczyna
- Tak jeżeli się zgadzasz... O której dzisiaj kończysz?
- Będę wolna o szóstej. - odpowiada - Gdzie się spotkamy?
- Tu, naprzeciwko, w tym parku.
- O szóstej? Muszę już lecieć!
- O szóstej. Do zobaczenia.
Dziewczyna odchodzi, a on nerwowo sprawdza czy ma wszystko i czy
czegoś nie zostawił. Grzebie w kieszeni i wyczuwa ręką po
kolei dyskietkę, papiery i kartę. "Ok, wszystko mamy to
zwijamy się" - myśli - "Prawie bym wpadł. Miałem
szczęście że trafiłem na taką miłą dziewczynę, a nie
jakiegoś ochroniarza !" Jest nieźle zdenerwowany. Odwraca
się i idzie śpiesznym krokiem przez korytarz w kierunku wyjścia.
Gdy jest już 30 metrów przed wyjściem zauważa policjanta, którego
wcześniej nie było ''Cholera'' - myśli sobie - ''Co robić? A
jak ona zawiadomiła policję? Nie, to absurd, ona się tylko tak
droczyła, zresztą chyba się jej podobam, Boże, chyba oszaleję
! Co robić? '' - zastanawia się i zwalnia kroku - ''Dobra, nie
potrzebnie się denerwuję, idę dalej, tylko spokojnie'' - lecz
po przejściu następnych 10 metrów nie wytrzymuje i skręca do
toalety. Lekko naciska i przekręca klamkę, jakby się
zastanawiając czy aby na pewno wejść. Wchodzi jednak i
zatrzymuje się na środku ubikacji rozglądając się dookoła.
Podchodzi do lustra wiszącego nad zlewem i uważnie przypatruje
się sobie. "Nieźle wyglądam, nie ma co." - myśli
sobie - "Uśmiechnij się, masz wyglądać na szczęśliwego
i miłego gościa, poznałeś właśnie super laskę i się
jeszcze z nią umówiłeś i wszystko jest Ok. ". Chwilę
stoi tak przed zwierciadłem, zapatrzony w siebie. Wykrzywia usta
do lustra i strzela głupie miny.
Nie jest pewien czy słusznie postąpił. Nie chodzi o to że
popełnił przestępstwo. Ma swoje zasady, których przestrzega i
właśnie złamał jedną z nich. To jest dla niego ważniejsze
niż jakieś zasrane prawo. Robił już różne rzeczy i włamywał
się na różne serwery, napotykał różnych ludzi, widział
dziwne rzeczy, ale jeszcze ani razu nie włamał się w celach
pozyskania jakiejś korzyści. Nawet gdy go tepsa rachunkami za
telefon gnębiła, ze spokojem to znosił, mimo iż jako jeden z
nielicznych kiedyś już się włamał na ich serwer, ale tylko
po to aby zobaczyć ile już przegadał. Włamywał się tylko
dla swojej satysfakcji, nie uznawał tego za zły czyn, dla niego
była to zabawa. Prawdziwy hacker włamuję się tylko po to aby
się zmierzyć z zabezpieczeniami, po to aby sobie samemu
udowodnić że się potrafi to zrobić. Prawdziwy hacker nie
niszczy, nie kradnie i nie modyfikuje danych. A on złamał tą
zasadę. To był jego pierwszy włam na zlecenie. Ale pokusa była
zbyt kusząca. 5400 dolarów za 7 pliczków z jednego serwera
firmy MRD SA. Nawet nie wie co to są za pliki. Zgłosił się do
niego jakiś facet, każący się nazywać Andrzej, i zaproponował
mu szybką i przyjemną robótkę. Marcin z początku myślał że
to jakiś tajniak z Policji/FBI/CIA czy NASK-u. Przez dwa miesiące
próbował wysondować i sprawdzić faceta. W końcu zdecydował
się zaryzykować. Facet wiedział bardzo dużo o jego włamach i
gdyby gościu na serio był z NASK-u, to Marcin już dawno by
siedział za kratkami.
Marcin jest młodym, dosyć inteligentnym i zdolnym grafikiem
komputerowym. Pracował dla różnych firm, nie był może sławny
z nazwiska, nikt oglądając TVN nie wiedział że to właśnie
on co 2 lata za 17 tysiące złotych projektuje nowy wygląd,
imeage i styl dla nich. Oprócz tego uczestniczył też w
projektowaniu tekstur dla paręnastu głośnych gier, oraz tworzył
nawet ikonki dla Windowsa Me. Zna się na tym cholernie dobrze,
lecz jego wiedza bynajmniej się nie ograniczała tylko do talentów
malarskich. Już w wieku 14 lat był znany pod ksywką "Lazy
Hanns" jako zdolny hacker w środowisku włamywaczy
komputerowych i crackerów.
Odkręca kran i nabiera wodę w ręce, po czym przemywa sobie
twarz. Wyciera się papierowym ręcznikiem i już bardziej
uspokojony wysuwa się na korytarz. Rozgląda się uważnie, lecz
nie dostrzega nigdzie gliniarza. ''No i bo co się denerwowałeś
głupi?'' - myśli sobie - ''Wszystko OK''. Pewnym krokiem
zmierza ku wyjściu, rękę trzyma w kieszeni kurczowo zaciśniętą
na dyskietce. Mija recepcję i mówiąc ''Do widzenia'' opuszcza
budynek. Wychodzi na ulicę, i rozgląda się w poszukiwaniu
najbliższego przystanku. Pod firmę podrzucił go sam Andrzej,
ale wracać musi sam. Idzie na przystanek autobusowy, po drodze
kupuje w kiosku bilet, uważnie rozgląda się, sprawdzając czy
ktoś go nie śledzi. Czekając na autobus wyciąga dyskietkę z
kieszeni i ze skupieniem jakby mógł odczytać wzrokiem co na
niej jest przygląda się jej. Autobus wreszcie podjeżdża.
Marcin chowa dyskietkę do kieszeni i pakuję się do środka. W
autobusie nie ma jak zwykle tłoku i może sobie usiąść przy
oknie. ''Ale laska'' - myśli Marcin - ''Ja mam jednak szczęście.
Jadę do domu, wykąpie się, dobrze ubiorę, dyskietkę schowam
i jakoś te dwie godziny do szóstej miną.'' Autobus zwalnia i
zatrzymuje się, Marcin wysiada i idzie w stronę blokowisk. To
jest jego osiedle, tu się wychował, tu zawsze mieszkał i
mieszka nadal, rodzice przeprowadzili się do Zielonej Góry
zostawiając mu mieszkanie na własność. Nie chciał z nimi
jechać, w końcu ma już 23 lata, czas być samodzielnym, no i
jest przywiązany tu do tego miejsca. Ze swoich pieniędzy płaci
czynsz i inne opłaty.
Wchodzi do klatki, spotyka sąsiada, mówi mu ''Dzień dobry'',
nie czeka aż winda przyjedzie, tylko zasuwa po schodach na górę,
3 piętro to nie tak wysoko, zresztą musi jakoś utrzymywać
kondycję, bo tak to ciągle siedzi przed kompem i w ogóle nie
ćwiczy, nie jeździ na rowerze, nie uprawia żadnego sportu, bo
jak twierdzi nie ma czasu. Siedzi i siedzi tylko ciągle przed
monitorem.
Staje na trzecim piętrze przed swoimi drzwiami, szuka kluczy po
kieszeniach, znajduje je w dżinsach, otwiera zamek, napycha
ramieniem na drzwi, znowu się przyklinowały, nagle puszczają,
a on z impetem wpada do mieszkania. Zamyka drzwi za sobą i
zapala światło. Rusza do swojego pokoju gdzie ma komputer, lecz
sobie przypomina o dyskietce. Postanawia ją gdzieś schować. W
swoim pokoju ma za szafą, ruchomą deskę w boazerii. Tam zawsze
chował trawkę przed starymi. Uznał to za dobre miejsce, odsunął
szafkę i odgiął deskę, włożył dyskietkę, puścił deskę
i wsunął na miejsce szafę. Złapał za komórkę i wysłał
Andrzejowi sms'a że ma już tą grę dla niego - tak jak się
umawiali. Andrzej odpisał że zrozumiał i żeby ukrył dobrze
dyskietkę z grą i że skontaktuje się z nim później. Zasiadł
do komputera i chciał sprawdzić pocztę, lecz przypomniał
sobie o dzisiejszej randce. Rozbiera się i wskakuje pod prysznic.
Po prysznicu, wyciera się i psika dezodorantem w takich ilościach
że aż go w nosie zakręciło. Nago idzie i kicha do dużego
pokoju, aby się ubrać w czyste i świeże ciuchy. Gdy naciąga
już spodnie słyszy jakiś hałas ze swojego pokoju. ''Co do
cholery'' - myśli zaniepokojony -''Ktoś tam chyba jest !''
Idzie do swojego pokoju i powoli otwiera drzwi. W środku nikogo
nie ma, ale dostrzega że szafa jest bardziej przesunięta w lewo
i że mu jumnął ktoś drukarkę. Patrzy zdziwiony, kompa nie
ruszyli, portfela też, komórka leży na kanapie, robi krok
naprzód i dostaję porządny cios w tył głowy. Upada na
kolana, chwilę się chwieję, i pada na dywan tracąc przytomność.
Budzi się z ogromnym bólem głowy, leżąc nadal na dywanie.
''Cholera !'' - myśli sobie - ''Że też ja zawsze mam pecha !!!'',
z trudem wstaję i rozgląda się po pokoju. Drukarka leży obok
niego na podłodze. ''Cholera, drukarka?! Boże mój łeb !'',
Wszystko porozrzucane, bałaganu mu narobili, lecz chyba nic nie
zabrali. Lecz jego wzrok pada na szafę. Nagle tchniony złym
przeczuciem rzuca się do niej. Odsuwa ją na bok i zagląda do
skrytki. Dyskietki nie ma. Siada zrezygnowany na podłodze i myśli
co robić. ''No to jestem załatwiony. Co mam robić? Skąd
wiedzieli że mam dyskietkę? Skąd, wiedzieli gdzie mam swoją
skrytkę? Andrzej chyba mnie nie wrobił? Może powinienem
zadzwonić do niego? Co jest do cholery grane?'' - zadaje w myślach
tysiące pytań, lecz nie znajduje na nie odpowiedzi. Bierze komórkę
do ręki i zamierza zadzwonić do Andrzeja, lecz nagle tchnięty
dziwnym przeczuciem zdejmuję obudowę z tyłu, chroniącą
baterię i kartę SIM. Nic podejrzanego jednak nie znajduję.
Wyjmuje baterię, pod baterią do układów telefonu, jest
przyczepiona jakaś cieniutka płytka z układem scalonym. ''Kur***
! Podsłuch. Ale jeszcze mnie nie mają ! To chyba NASK.'' - myśli
przerażony. Nagle jego wzrok pada na zegar wiszący nad biurkiem.
''Kur**** ! To już szósta !!! Jestem spóźniony !!!'' Kończy
się ubierać, zabiera portfel z biurka, chwilę szuka kluczy,
znajduję je i w pośpiechu wybiega z mieszkania.
Biegnie po chodniku w stronę przystanku autobusowego. Czarne BMW
rusza powoli za nim ...
CDN.
Gordon Freeman
Gordon_Freeman@poczta.onet.pl
<<< poprzednie ::::
^^ do góry ^^ ::::
następne >>>
|