|
Arhorn rozdział 1
"Impreza była całkiem znośna" przypomniał sobie
Arhorn Whiteguy, ukrywając się w cieniu zaułka przed nadbiegającymi
mężczyznami, o zamiarach bynajmniej nie przyjacielskich.
Ukrywający się osobnik był dość wysoki, o wzroście w
okolicach 185 centymetrów. Blond włosy, niezbyt długie, ale
także nie za krótkie, łagodnie opadały na czoło. Mocno
niebieskie oczy ze spokojem obserwowały przebiegających obok mężczyzn.
Sylwetka wyglądała na wysportowaną. Jego wiek można szacować
na 25 - 27 lat. Jednym słowem Arhorn był przystojny.
Ukrywał się natomiast z dwóch powodów. Po pierwsze: ci ludzie
ścigali go. Po drugie: nie chciał pokazywać się w bardzo skąpej
odzieży w mieście.
Przebiegający osobnicy nawet nie spojrzeli na ukrywającego się
w cieniu faceta. "Patałachy!", przebiegło mu przez głowę,
"Nawet nie pomyśleli goniąc mnie, że mogę tu się skrywać!
Zero inteligencji z ich strony! Zero!". Ucichły kroki
ostatniego z goniących, leniwego i wyraźnie otyłego, który
nawet nie próbował udawać, że pościg jest jego głównym, w
tej chwili, zajęciem. Idąc obgryzał udko kurczaka, nie spieszył
się, bo jeszcze mógłby dostać niestrawności...
Gdy i jego kroki ucichły Arhorn wyszedł ze swej kryjówki.
Spojrzał jeszcze z pogardą w kierunku gdzie oddalił się pościg.
Po czym spokojnym krokiem udał się do mieszkania swego
przyjaciela, który to wyjechał z miasta, pozwalając mu do woli
korzystać ze swej gościny.
Wędrując wąskimi uliczkami, uważając na to by nikt go nie
zauważył, przypomniał sobie jak rozpoczął się ten pościg...
***
Do drzwi gospody zapukał pewien człowiek. Po chwili otworzyła
mu je jedna z posługaczek.
Wchodząc do izby przybysz, spostrzegając znajomego, zawołał z
radością:
- W końcu przybyłem Marksie!
- Arhi! Stary druhu! - odkrzyknął Marks - Nareszcie jesteś, już
się bałem, że Ciebie zabraknie!
- Mnie?! - zaśmiał się nazwany Arhim - Jak mógłbym opuścić
wesele mego starego przyjaciela?!
Marks podszedł do dopiero co przybyłego przyjaciela.
- Dobrze, że jesteś Arhornie! Niech me szczęście raduje i
Ciebie! - powiedział oficjalnie Pan Młody. Ściszając głos -
mam do Ciebie także pewną sprawę...
- O co chodzi - wszedł mu w słowo Whiteguy - czy to coś poważnego?
- Spokojnie! Nie podniecaj się tak! - odrzekł Marks - Jak na
razie masz się dobrze bawić. I nie zwracać na siebie uwagi
innych.
- Ale...
- Porozmawiamy później. - uciął.
***
"Tak też zrobiłem", pomyślał ze złością Arhorn,
przemykając się pomiędzy kamieniczkami. "Normalnie bawiłem
się, tak jak inni. Ale to nie moja wina, że taka zabawa mi nie
wystarcza! Ja potrzebuję czegoś mocniejszego i tyle! Bez tego
trudno jest mi wytrzymać..."
***
Arhorn siedział przy stole biesiadnym i od niechcenia popijał
wino. Nie był to jakiś wspaniały trunek. Po prostu wino
tolerowane na weselach, jednak w węższym gronie podanie go mogłoby
być uznane za nietakt, przejaw skąpstwa. Biorąc niewielki łyk
Arhorn zauważył po drugiej stronie sali pewną kobietę. Bardzo
piękną kobietę. "Nie ma na co czekać, trzeba korzystać
z okazji." Przeszło mu przez myśl.
Powolnym krokiem podszedł do niej, po drodze zamieniając kilka
słów ze znajomymi.
- Witam panią, czy można się przysiąść?
- Oczywiście. - odpowiedziała słodko - nie widzę przeszkód!
- W takim razie będę zaszczycony, że tak cudownie piękna
kobieta zechce tolerować mą obecność. Och wybacz, nie
przedstawiłem się, mam nadzieję, że nie weźmiesz tego za
afront? Więc mówią na mnie Arhorn. Dla przyjaciół Arhi. A
czy mógłbym spytać się o twe imię? - zapytał się. Po czym
pospiesznie dodał - O ile nie jest ono tajemnicą...
- Ależ czemu miałoby być tajemnicą?! - zaśmiała się
niewiasta - Ealia.
- Powiedz mi więc Ealio co sprawiło, że twa osoba upiększa tą
uroczystość?
- Jestem przyjaciółką Olerii...
- Ach, tak. Panny Młodej...
- Zgadza się. A ty?
***
"Ta niewinna rozmowa wkraczała na coraz to bardziej
osobiste tematy. W końcu zaczęliśmy się sobie nawzajem
zwierzać... Ale skąd miałem wiedzieć, że to tak się skończy?
Ja tego nie kontroluje. Ta propozycje przyszła tak jakoś sama...
A ona się zgodziła! Skąd mogłem wiedzieć jak to się skończy?"
usprawiedliwiał sam siebie Arhorn. "Wszystko byłoby dobrze
gdyby nie to zdarzenie..."
***
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wparował jakiś
mężczyzna. Był duży gruby i wściekły. Spojrzał z gniewem
na Arhorna i Ealię będących teraz w pozycji, można powiedzieć
dość krępującej. Po chwili niemego wpatrywania się w oboje,
krzyknął:
- Ty... Ty... Ty Zdziro! Jak mogłaś?
Ealia czym prędzej zakryła swe wdzięki kołdrą i cofnęła się
do ściany. Tymczasem Arhorn zaczął się najzwyczajniej w świecie
ubierać. To zachowanie trochę speszyło mężczyznę, który
wtargnął do pokoju. Szybko jednak oprzytomniał. Tym razem swe
słowa skierował ku ubierającemu się:
- Zabiję Cię! Zabiję! Zabiję! Zabiję! - powtarzając to
rzucił się w kierunku Arhorna. Jednak jego tusza znacząco
przeszkadzała mu w jakichkolwiek manewrach, więc chybił celu.
To nie odebrało mu jednak zapału, wręcz przeciwnie! Raz
jeszcze rzucił się. Jednak wysportowany młodzieniec bez trudu
unikał szarż lekko podstarzałego i, już nie lekko, otyłego
faceta.
Zabawa ta trwała dobre kilka minut, w końcu jednak Arhornowi
znudziła się, a nie mógł jej zwyczajnie przerwać, gdyż to
oznaczałoby, że deklarujący zamordowanie go mężczyzna mógłby
rzeczywiście dokonać tego czynu. By uniknąć takiego obrotu
wypadków Arhorn, nie trudząc się zbytnio, zwyczajnie podłożył
nogę rozpędzonemu człowiekowi. Widząc, że nie może się on
podnieść, zwany przez przyjaciół Arhim spytał się go:
- Czy mógłby mi pan wytłumaczyć dlaczego tak pan pragnie mej
śmierci, kim dla pana jest - tu wskazał w kierunku Ealii - ta
niewiasta?
Odpowiedź była mało zrozumiała. O ile to w ogóle była
odpowiedź. W bełkocie leżącego, Arhorn zrozumiał tylko słowo
brzmiące podobnie do: "...urwa...". Nie wiedząc co może
to znaczyć, Arhi spytał się Ealii.
- Może więc ty kochanie powiesz mi kim jest ten facet?
Wyglądała na przestraszoną. Niemo wpatrywała się w oblicze
spoczywającego na ziemi mężczyzny. Jej blada twarz informowała,
że rozegrane tu zdarzenie napawa ją jedynie strachem. W końcu
przemówiła. Jej głos był drżący:
- To... mój... mąż...
***
"Sprawa absolutnie nie wyglądała na różową. Powiedziałbym,
że wręcz przeciwnie! Jedynym wyjściem była szybka ucieczka.
Nic innego nie pozostawało. Tak więc też zrobiłem..."
***
Wszystkie oczy skierowały się w kierunku Arhorna, gdy ten
przebiegał przez główną salę. Zachowanie gości wcale nie było
dziwne, zważywszy, że nie miał on na sobie niczego oprócz
majtek, skarpetek i niedbale założonych butów. Nikt nawet nie
zareagował gdy wybiegł na dwór, wszystkich zbytnio to zdziwiło.
Po chwili od jego osobliwego wyjścia do sali wbiegł inny mężczyzna,
cały czerwony na twarzy. Głośno krzyknął:
- Gdzie on jest? Łapać go?
- Spokojnie, spokojnie! - powiedział jakiś człowiek - Nie
denerwuj się tak Toliusie, na początku powiedz co takiego się
stało.
- Cicho! - zagrzmiał Tolius - Nie mam teraz czasu? Trzeba go złapać,
wyjaśnienia będą później!
- Kogo złapać? - rozległy się głosy w gospodzie - Za co mamy
go złapać?
- Prawie nagiego faceta! - krzyknął Tolius, który już wyraźnie
tracił panowanie nad sobą - Zapłacę złotem dla tego kto to
uczyni!
Momentalnie w karczmie zrobiło się pusto. Pozostały tylko
kobiety, kilka osób już tak spitych, że nie mogli nawet wstać
oraz służba. Na środku sali płakała Oleria, panna młoda.
- Mój ślub!? - wrzeszczała rozhisteryzowanie, co chwilę pociągając
nosem - Mój ślub! Zniszczony... taki piękny... ślub... Jak to
możliwe... Mój ślub...
Marks pocieszając ją upomniał się w duchu: "Wiedziałem,
wiedziałem, żeby nie zapraszać Arhorna! Z nim zawsze tak jest!
Ech, co ja teraz zrobię?"
***
Oglądając się na wszystkie strony czy ktoś go nie obserwuje
zbliżył się do drzwi. Wyciągnął z kieszeni klucz i wsadził
go do zamka, przekręcił. Lekko uchylając drzwi wszedł do środka.
"Nareszcie bezpieczny", pomyślał rozsiadając się w
fotelu, "Tutaj nikt mnie nie znajdzie. Powszechnie wiadomo,
że ja i Ulfen jesteśmy wrogami, kto by mnie szukał w jego
domu? A zresztą i tak nikt nie wie jak wygląda prawda..."
Faramir
faramir_13@poczta.onet.pl
<<< poprzednie ::::
^^ do góry ^^ ::::
następne >>>
|