Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

POWRÓT DO
AM




 
  <<< poprzednie :::: następne >>>
 

:::: nabuchodonoZorka ::::

Wzgórze Czarów


W tej samej chwili ostrze strzały ugodziło napastnika. Głuchy jęk bólu wydarł się z piersi ranionego i ogromne cielsko padło na ziemię. Mellanor ostatkiem sił podniosła swój miecz i tarczę z herbem rodu Elfów Puszczańskich. Cienka strużka krwi płynęła jej po policzku z rany na skroni.

Dziewczyna rozejrzała się dokoła. Było to posępne miejsce, obdarte gałęzie drzew i spalona ziemia tworzyły cały rozległy krajobraz. Powoli na niebie zaczęły się zbierać chmury, tworząc nieprzepuszczalną dla promieni słonecznych barierę. Niespodziewanie ciszę panującą dokoła przerwał krzyk zbliżających się orków. Oto nadbiegał z północy hufiec czarnych żołnierzy Saurona. Dziewczyna dosiadła konia, lecz ten po chwili ugiął kolana i padł martwy od strzały wroga. Śmierć zbliżała się nieuchronnie z każdą chwilą. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na ziemię. Mellanor wiedziała, że przyjdzie jej umrzeć tu w tym dzikim kraju. Z dumnie podniesionym czołem stanęła do walki, dzierżąc w ręku Elengila.

Nagle z południowego gościńca dało się słyszeć tętent kopyt. Oddział konnych zmierzał w jej stronę.
- Ulairi - przemknęło jej przez głowę - To już koniec.
Niebezpieczeństwo przybliżało się z każdą chwilą. Jeździec w czarnym płaszczu pędził prosto na nią. Fala zimna ogarnęła ją całą. Czuła jak oczy zachodzą jej mgłą, a myśli powoli odpływają. Ktoś z siłą poderwał ją z ziemi. Ostrze miecza błysnęło tuż przy jej twarzy i mimowolny krzyk wydarł się z piersi dziewczyny. Z oddali dochodziły jeszcze do niej krzyki orków i szczęk mieczy. Powoli czuła jak zanurza się w ciemność . . . odgłosy bitwy oddalały się . . . zamknęła oczy i poczuła jak jej ciało spada w otchłań . . .

Obudziła się; krzyk zamarł jej w piersi, a strach przed nieznanym paraliżował ciało. Otarła wierzchem dłoni mokre czoło i szczelniej przykryła się kocem.

***

- Wczoraj - zaczął mówić Taredhel.
- Nie mówmy o tym - przerwała mu kobieta. Po chwili zaś dodała : - Dziękuję.
Elf więcej się nie odezwał. Jechali wzdłuż bystrego nurtu rzeki Anduiny, posuwając się teraz na północ. Była to posępna okolica, pełna zdziczałych drzew i suchych krzaków. Odkąd Czarownik osiadł w Dol Guldur cały las zatopił się w sieci mroku i niepokoju. Wieczorem tego dnia minęli pierwsze osady Leśnych Ludzi, niegdyś tętniąca życiem, teraz zaś opuszczone z powodu gromadzącego się cienia. Około północy rozbili obóz. Księżyc zdołał już wzejść wysoko, lecz Mellanor nie mogła zasnąć. Wstała i udała się nad brzeg Wielkiej Rzeki. Wydarzenia dnia wczorajszego jeszcze teraz napawały ją strachem. Jakże była nieostrożna wybierając się sama na obszary bezpośrednio leżące w okolicach Wzgórza Czarów. Gdyby nie nadjechał Taredhel z zastępem Elfów Puszczańskich, najpewniej by zginęła.

Pochyliła lekko głowę i zanurzyła dłonie w chłodnawej wodzie.
W pewnej chwili usłyszała cichy szept strzały, gdzieś za swoimi plecami. Powoli obróciła się i zilustrowała sytuację. Niedaleko przed nią, na stromym wzgórzu stało wojsko wroga. "Nieprzyjaciel na wzgórzu !!!"

***

Gwałtownie sparowała cios zaciskając dłonie na rękojeści srebrnego miecza. Czuła, że opuszcza ją resztka sił. Pozwoliła przeciwnikowi uderzyć drugi raz, a następnie wykonała zwodniczy piruet i zaatakowała od góry. Bestia padła na ziemię brocząc krwią jej królewskie szaty. Kobieta rozejrzała się dookoła ze strachem. Szybko zilustrowała sytuację.
- Kellen - krzyknęła - Gdzie jest mój mąż ?!
- Nie wiem Pani - odparł elf.
Mellanor ostatkiem sił chwyciła swoją tarczę, wytarła miecz zbroczony krwią i ruszyła na poszukiwanie Taredhela. Powoli obchodziła trupy wrogów i przyjaciół. Walka była skończona, tylko z daleka jeszcze słychać było głuche odgłosy uderzania żelaza o żelazo. Bała się; strachem napawała ją myśl, że zaraz zobaczy ciało małżonka. Nagle usłyszał strzałę świszczącą, zmierzającą w jej stronę.
Odwróciła się gwałtownie i złapała ją w locie. Z prawej strony doszedł ją głuchy tętent końskich kopyt. Oto nadciągał ku niej spory oddział orków i ludzi z północy. Okrzyk przerażenia zamarł jej na ustach.
- Kellen ! - krzyknęła. - Uciekaj !
Kolejna strzała i kolejny unik. Pierwsza fala runęła na nią już po chwili. Zwinnie parowała ciosy i uciekała od ostrzy mieczy. Jednak, gdy konnica wyjęła łuki i zaczęła mierzyć w nią ostrzem strzał, zwątpiła w tą iskierkę nadziei, która jeszcze w niej się tliła. Wiatr z południa przyniósł mdlącą woń posoki. Nie zauważyła zbliżającego się od tyłu orka. Nagle poczuła, że nie jest w stanie utrzymać miecza w dłoni. Niewidzialna obręcz ścisnęła jej serce, a niedosłyszalny krzyk uwiązł w gardle. . .
Osunęła się z jękiem na ziemię . . . . . . . . .



nabuchodonoZorka

nzorka@poczta.onet.pl


<<< poprzednie :::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>