Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

POWRÓT DO
AM




 
  <<< poprzednie :::: następne >>>
 

:::: KataszA ::::

Ona


Światło to gasło, to się zapalało. Jakby naprawdę dużo od tego zależało.
Przebiegł szybko korytarzem, nie zwalniając zbiegł ze schodów i skierował do wyjścia. Dopadł drzwi i jednym silnym pchnięciem je otworzył. Biegł szybko nie oglądając się za siebie.

***

"To co? Zawsze jest jeszcze
niesamowite zdanie, którego nikt
nikt oprócz mnie
nie zrozumie.
Dzięki niemu trzymam się dziarsko."

***

Od wielu dni bał się na przemian, że to zrobi, lub, że tego nie zrobi. Teraz czuł podniecenie i strach. Wzdrygnął się słysząc przenikliwy dźwięk. Podniósł słuchawkę telefonu.
- Cześć. Dlaczego jeszcze cię nie ma?
- Miałem coś do załatwienia - wzdrygnął się lekko - właśnie wychodzę.
- To dobrze, pośpiesz się, chyba nie chcesz nic przegapić. No to czekam.
Ponownie drygnął, nie lubił odgłosu odkładanej słuchawki. Pośpiesznie chwycił kurtkę, klucze i wyszedł z mieszkania. Zamknął starannie drzwi i jeszcze dwa razy sprawdził czy wszystko gra. Nigdy nie lubił tego mieszkania. Teraz przynajmniej się na coś przyda. Nadal nie uspokojony zbiegł po schodach. Na dworze odetchnął głębiej i nie zatrzymując się ruszył szybkim krokiem. Po drodze kilkakrotnie upewniał się, że niczego nie zapomniał. Nerwowo zerkał na zegarek.

***

Obudził się. Wiedział, że jest jeszcze noc. Z wysiłkiem spojrzał na zegarek stojący obok łóżka. Było parę minut po trzeciej. Odwrócił się na drugi bok z zamiarem zaśnięcia. Męczył się jeszcze przez kilkadziesiąt minut, aż wreszcie wstał by się napić. Prosto z kranu nalał sobie szklankę zimnej, orzeźwiającej wody. Powoli łykając rozglądał się po pomieszczeniu, jakby był tam pierwszy raz w życiu. Mieszkał w tym podłym miejscu już pół roku, ale dalej nie mógł się do niego przyzwyczaić. Było to tylko wynajęte mieszkanie... Szczególnie nocą wyglądało obco. Odstawił szklankę. Siadł na krześle nie bardzo wiedząc, co ma zrobić. Nie mógł przecież, jak przez ostatnie dwa dni, siedzieć bezczynnie wlepiając wzrok w telefon w oczekiwaniu, aż wyda przenikliwy dźwięk... Dźwignął się na nogi i powlókł się do swojego komputera. Postanowił zapełnić czas pisaniem jakiegoś porządnego artykułu. Z czegoś żyć trzeba. W redakcji z pewnością czekali na jakiś znak życia od niego. Spojrzał z niechęcią na ogólny bałagan. Nienawidził go. Nie miał jednak siły na sprzątanie. Z westchnieniem wziął się do pracy.

***

Każdy dzień był męką. Każdy telefon budził nowe nadzieje... i przerażenie. Każde nadejście poczty przyprawiało go o dreszcze. Minął tydzień, drugi. Nic. Zaniepokojony i zniechęcony próbował zagłębiać się w pracy, ale ciągle wracał myślami do tej sprawy. Pewnego dnia nie wytrzymał i drżącą nieco ręką wystukał odpowiedni numer.
Szybko odłożył słuchawkę. Stał chwilę kręcąc głową, a następnie postanowił się przespać. Gdy nie wie się, co zrobić, jest tylko jedna rada: pójść spać, zamiast bez celu kręcić się w kółko. Zgodnie z tą radą, którą usłyszał dawno temu, położył się i zasnął.

***

"Suck me dry. My blood is bruised and borrowed. You thieving bastards.
You have turned my blood cold and bitter,
beat my compassion black and blue ..."

Nuciła sobie idąc ulicą. Ludzie mijali ją obojętnie. Całkiem obojętnie. Kiedy doszła na miejsce, spojrzała na zegarek. Widząc, że jest jeszcze za wcześnie, cofnęła się parę kroków i schowała za sklepikiem, który stał niedaleko. Obserwowała klatkę schodową. Po chwili wybiegł z niej jakiś chłopak, a raczej młody facet i szybkim krokiem ruszył w stronę centrum. Wyszła z ukrycia i spokojnie ruszyła przed siebie.

"...Hope this is what you wanted.
Hope this is what you had in mind.
Cuz this is what you're getting."

Weszła do tej samej klatki schodowej, z której on wyszedł i ciągle nucąc szybko pokonywała kolejne piętra.

***

Obudził się. Próbował zasnąć, ale dobrze wiedział, że nic z tego. W końcu spojrzał na zegarek: było po trzeciej. Westchnął ciężko i wstał z łóżka. Już od jakiegoś czasu czuł ogarniające go zobojętnienie. Pomyślał, że jest to naturalna reakcja obronna organizmu. Nie da się przebywać bez przerwy w takim stanie. W końcu trzeba dać sobie spokój. Miał już za sobą niecierpliwe oczekiwanie, ekscytację, strach, złość, zdumienie i rozpacz. Wiedział, że nie ma sposobu, by się od tego uwolnić. To znaczy był sposób... Często zastanawiał się, po co to wszystko? Chyba właśnie po to. By zmusić go do poddania się. No bo, po co tak żyć? Czuł, że znajomi przestali traktować go poważnie, liczyć się z jego zdaniem w dyskusji. Zresztą ostatnio nie miał zwyczajnie siły na nic. Postanowił jednak, że nie da się pokonać. Czyżby był aż tak słaby? Postanowienie to postanowienie. Doszedł do kuchni i ciężko usiadł. To mieszkanie zaczynało, ze zrozumiałych względów, napawać go odrazą. Rozejrzał się dookoła. Trzy pokoje, kuchnia, łazienka, przedpokój, balkon. Wszystko co miał. Gdyby można było tak po prostu odejść... Ale doskonale wiedział, że to by mu nic nie dało. Wiedział, że teraz torturuje go ciszą. Wiedział, a raczej był prawie pewny, że wszystko widzi. I słyszy. Wstał i podszedł do swojego komputera. Czekając aż się włączy pomyślał o nowej wiadomości. Zrobiło mu się niedobrze.

***

Na krawędzi stołu, tuż koło rozkładu jazdy pociągów leżała ta książka. Już dawno miała dać ją mu do przeczytania. Zastanawiała się chwilę.
Nie musiała już nic przygotowywać. Wszystko było gotowe. Paczki, listy, napisy, szkice, wykresy, wreszcie: czyste kartki. Właśnie odmierzała dokładnie czas, gdy przeszkodziło jej pukanie. Niechętnie wstała i uchyliła drzwi. Zrobiła to tylko na wszelki wypadek, wiedziała kto to. Wszedł rozglądając się jak zwykle. Drażniło ją to. Nie zdejmując kurtki i nie patrząc na nią podszedł do okna.
- Zimno dzisiaj - zaczął.
- Daruj sobie pogaduszki o pogodzie - odpowiedziała spokojnie, chociaż to ją też drażniło.
- Dobra, idziemy gdzieś czy zostajemy u ciebie?
- Ty idziesz, ja zostaję. Mam ważniejsze rzeczy na głowie.
- A więc tak? Jesteś pewna? Widzę, że jesteś. Przyjdę jeszcze. Pa.
- Poczekaj. - zatrzymała go. - Zresztą... nieważne. Idź już.
Zamknęła drzwi na wszystkie zamki i wróciła do pracy.
Znowu miała przed sobą białe kartki. Doszła do wniosku, że we wstępie będzie krótki opis charakteryzujący obiekt, wspomni coś o sobie, o swoim pomyśle... Potem... Potem będzie musiała opisać przebieg ekspery... nie, doświadczenia. W zakończeniu... po prostu wynik, wnioski i całą tą resztę.

***

Czuł się bardzo źle. To już nie było zwykłe przygnębienie, zwątpienie czy chwilowe załamanie. To była raczej ostra depresja. Ostatnimi czasy zaczął chorować. Zdawał sobie sprawę, że to wina złej kondycji psychicznej, która wpłynęła na stan jego zdrowia. Godzinami leżał w łóżku nic nie robiąc. Myślał. Co jakiś czas czytał. Nie były to jednak lektury, które cenił dawniej. W kolejnych listach przychodziły teksty, które wyrażały stan jego ducha lepiej, niż gdyby on sam je pisał. Zagłębiając się w ponury klimat zaspokajał swoje potrzeby, które dawniej były ukryte gdzieś głęboko wewnątrz niego. Szczególnie upodobał sobie jednego autora. Pierwszy z jego monologów znalazł już drugiego dnia choroby.

"Bicie serca przyspiesza tylko papierosy. One szybko się kończą. Nie mam siły nawet leżeć. Chce mi się spać nie wtedy, gdy tego potrzebuję. Cały czas ogarnia mnie nic. Chciałbym się z siebie wydostać. Możecie mnie kochać. Możecie mnie zabić. Wzruszam na to ramionami. Wszystko co piękne się nudzi. To, co jest hujowe takim pozostaje. Zdycham z głodu, bo nic mi nie smakuje. Zamarzam, ale nie chce mi się zapiąć kurtki, a ten, kto ma moich Melvinsów teraz smacznie śpi.
Wyrzygałem wielkanocne śniadanie. Gdybym był Bogiem, posłałbym się za to do piekła. Jestem tchórzem, bo boję się wyciągnąć wtyczkę z kontaktu. Zbyt dużo czasu spędzam z samym sobą. Jesienią przez cały jeden tydzień szukałem na płycie utworu i nie mogłem go znaleźć. To było zajebiście fajne. Ten raj chyba jednak jest piekłem."

miko-why?

W głębi duszy błagał o pomoc. Zaczynał rozumieć, że sam nie da sobie rady.

***

Przyszedł do niej znowu. Nie widział jej już kilka dni. Tak jak poprzednio siedziała nad jakimiś papierami. Wcześniej nie zwrócił na nie uwagi. Zresztą teraz też nie miał zamiaru.
- Idziemy jutro na koncert? Mam dwa bilety. - rzucił niedbale podchodząc do okna.
- Jutro wyjeżdżam.
- Znowu? - nie mógł opanować lekkiego zniecierpliwienia. - W końcu źle to się skończy, chyba wiesz, że nie jest bezpiecznie jeździć samotnie pociągami. A ty...
- Co? Jestem dziewczyną?
- Dobrze wiesz, że nie to miałem na myśli. Po prostu chcę z kimś... z tobą iść gdzieś jutro.
- Jestem zajęta pracą.
- Ciągle tylko pracujesz. Piszesz. Uczysz się tej swojej psychologii. Czego ty chcesz? Wyrwij się z tej nudy. Pomogę ci. Co cię tak śmieszy? - spytał wściekły, że dał się wytrącić z równowagi. Sam się przed sobą szczycił tym, że zawsze umiał zachować spokój. Nawet w najbardziej kompromitującej sytuacji. Ona jednak najwyraźniej nie zamierzała udzielić mu odpowiedzi. Uśmiechała się tylko tak... Nie mógł znaleźć odpowiedniego słowa.
- Myślałam sobie o tym, że powinnam cię rzucić. Przecież ty mnie w ogóle nie rozumiesz.
- I co zrobisz? - spytał ciekawy, do czego zmierza.
- Rzucę cię. Do widzenia.
Słowa te zrobiły na nim wielkie wrażenie. Gdyby to nie była ona, pomyślałby, że żartuje. Ale nie... W pierwszej chwili chciał zemścić się za taką zniewagę. W następnej prosić ją by tego nie robiła. Ostatecznie uniósł się dumą. Bardzo nie podobał mu się jej uśmiech, który mówił mu, że ona doskonale wie, nad czym się zastanawiał.
- Więc nic dla ciebie nie znaczę, choć ty dla mnie tak wiele? Zapamiętaj to sobie - wyrzucał z siebie słowa coraz głośniej - jestem pewien, że nigdy z nikim nie będzie mi tak jak z tobą. Nigdy już nie będzie tak wspaniale.
- Zapamiętam dobrze. Do następnego spotkania. Może wtedy wyjaśnię ci wszystko. Może już nigdy...
Odwrócił się i wyszedł. Rozważał, co się właściwie stało. Cóż, będzie musiał wrócić do siebie. Idąc ulicą złapał się na tym, że wmawia sobie, jak bardzo cierpi...
Miał nadzieję, że nigdy już jej nie spotka.

***

Znów był w pokoju. Leżał na łóżku. Jeszcze przed chwilą świadomość miał w pełni zaprzątniętą inną rzeczywistością - sennym koszmarem. Czuł, że jest noc. Leżał z zamkniętymi oczami próbując zatrzymać umykające obrazy, które jeszcze przed chwilą widział i których doświadczał. Nic z tego się nie udawało. Wszystko się rozmazywało, miał takie uczucie bezsilności jak wtedy, gdy człowiek poświęca coś bardzo cennego wiedząc, że nic mu już to nie pomoże. Sam nie wiedział, czemu akurat tak okropne porównanie przyszło mu do głowy. Otworzył oczy, było parę minut po trzeciej. Leżał zmagając się z ponurymi myślami, które już zaczynały sączyć się do jego umysłu. Cały świat był dla niego źle skonstruowany. Głód, przemoc, bieda, choroba, rasizm, ogólna nietolerancja... To wszystko istniało w jego myślach na kształt wielkich monumentów, których żadna siła nie może ruszyć, a co dopiero zniszczyć. W końcu, po kilkudziesięciu minutach zdecydował się wstać. Na stole w kuchni znalazł nową wiadomość.

"PRZYWIĄZANY DO SMUTKU JAK BITA
KOBIETA DO MĘŻCZYZNY

JUŻ ZA NIM TĘSKNIĘ

CODZIENNIE MI MÓWI - JESTEM STRASZNIEJSZY
NIŻ WCZORAJ - Z SATYSFAKCJĄ

PRZED ZAŚNIĘCIEM ŻYCZY UDANEGO
DNIA - NASTEPNEGO"

miko-why?

Kiwnął głową, jakby się tego spodziewał. Zresztą, dodał w myślach, tak właśnie było. Ostatnio pojawiało się więcej wiadomości jego ulubionego autora. Oczywiście. To zrozumiałe. Czy on nie pisał nic optymistycznego? Zastanawiał się, co go jeszcze spotka. Nie musiał długo czekać na odpowiedź. W łazience znalazł strzykawki i całą resztę sprzętu. Czy jest jakiś sens to wyrzucać? Nie było, a jednak to zrobił. Pozbywszy się wszystkiego nie poczuł się niestety ani odrobinę lepiej. Czekał go jeszcze cały dzień. Zauważył, że nie ma nic do jedzenia. Pieniędzy też nie było. Postanowił wrócić do łóżka. Bezskutecznie miotał się między snem a światem realnym przez kolejne kilkadziesiąt minut, po czym wstał. Na stole znalazł standardowy zestaw tabletek z dołączoną instrukcją napisaną na komputerze. Powrócił do rozważań sprzed paru dni, mianowicie, czy nie prościej byłoby oddać się dobrowolnie do szpitala psychiatrycznego i spędzić resztę życia jako manekin? Kusząca propozycja...

***

Spojrzała na zegarek. Była dziesiąta dwadzieścia, pociąg miała o jedenastej. Uporządkowała porozrzucane papiery, jeszcze raz przejrzała notatki i wyszła z mieszkania. Zamknęła drzwi i zbiegła po schodach. Idąc na przystanek rozważała ile jeszcze czasu będzie musiała zbierać dane. Wszystko zależało od tego, jak długo on wytrzyma. Gdy znajdzie się na krawędzi trzeba będzie go ciągle obserwować. Doszła do wniosku, że odpowiednim dniem na zadanie ostatecznego ciosu i całkowite zniszczenie jego osobowości będzie przyszły poniedziałek. Poniedziałki, jak wiadomo, nie nastrajają ludzi zbyt optymistycznie. Doszła na przystanek. Autobus miał być za cztery minuty. Wsiadła do niego i pojechała na dworzec. Siedząc już w pociągu, jak w każdą sobotę, rozważała, co będzie musiała powiedzieć. Cieszyła się, że zerwała z tamtym... Tak, była w pełni szczęśliwa... Pewnie nigdy go już nie zobaczy. Przypomniała sobie swoich poprzednich... wszyscy tak mało doskonali, ograniczenie i jak dzieci walczący o swoją pozycję lub przeciwnie: całkowicie jej ulegający. Pewnie on nie rozumie dlaczego to zrobiła. W ogóle jej nie rozumiał.
Co innego on. Znajomy znajomego. Zaraz... czy to nie tak zaczyna się opowiadać straszne historie? Słyszałam to od znajomego znajomego... Ciekawe, nie wiedziała jak on właściwie się nazywa. Wszyscy mówili na niego: on. Podobno ciekawa osobowość. To z pewnością będzie niesamowite spotkanie...
Pociąg jechał i jechał. Dla zabicia czasu jak zwykle zaczęła sobie nucić.

"Will you? Will you now?
Would you die for me?
Don't you fuckin lie.
Don't you step out of line.
Don't you fuckin lie!"

***

Pustka - nasza rzeczywistość. Pozyskiwanie przyjaciół stało się kwestią przypadku. Nie potrafiąc kochać niszczymy miłość innych. Myślimy, aby coś udowadniać. Zabijamy ambicję i prywatny bunt. Patrząc w przeszłość nie potrafimy być obiektywni. W ogóle nie potrafimy zdobyć się na odrobinę obiektywizmu. To wszystko iluzja.
Zrozumiał to w poniedziałek rano. Ludzie żyją tylko dlatego, że są przyzwyczajeni. On już nie był taki. Szukał prawdy: sensu istnienia. Tego dnia zrozumiał, że przegrał. Poddał się. Zrezygnował. Życie w takiej postaci, w jakiej je znał było przekleństwem, karą, beznadzieją, bólem, strachem. Miał za towarzysza smutek, a za towarzyszkę samotność. Nie mogąc zdefiniować żadnego z napotkanych ludzi, budząc się i czując jak po bardzo męczącym życiu, nie mogąc odpoczywać ani się cieszyć. Miał w pamięci czyny, których nie mógłby nigdy sobie wybaczyć. Nie potrafił ich wymazać z pamięci, prześladowały go w snach i na jawie... Od jakiegoś czasu miał wrażenie, że wszystko co widzi, istnieje wyłącznie po to by mu przypominać o tamtym. Zdarzenia, których był sprawcą. Niewybaczalne... Zastanawiał się czy jego nienormalność może być usprawiedliwieniem. Uznał, że nie.
Nie mógł. Nie mógł "normalnie" żyć. A jeśli chce się coś zmienić? Jeśli się udaje? Błąd. Nigdy się nie udaje. Przypomniał sobie nic nie znaczące szczegóły, sprzed wielu lat.
Czuł się strasznym egoistą. Przegranym. Nie potrafił przecież wygrać nawet tej najważniejszej walki. Miliony ludzi nie ma z tym żadnego problemu, a on przegrał. Zawsze przegrywał, nigdy nic nie osiągnął. Całe jego życie... Nie tylko pozbawione sensu, ale pozbawiające go innych ludzi. Wiedział, że jedyną formą osiągania szczęścia jest zapomnienie. Zrozumiał, że nawoływał do rzeczy, które ktoś mu podszeptywał. Całe życie dręczyły go całkowicie abstrakcyjne problemy. Był śmieszny skoro nie wiedział dlaczego, po co i z jakiego powodu on. Nigdy nie potrafił nic poświęcić.
Od długich tygodni myślał o jednym.
Do tej pory przeszkadzał mu rozsądek. Zbyt dużo myśli. Teraz nie będzie już musiał myśleć, analizować każdej sytuacji pod kątem siebie. Nie będzie nieustannie się oceniał i męczył.
Siedział na łóżku i był jak roślina. "Mam oczy jak ludzie, żyję jak roślina." Nie pamiętał już gdzie to słyszał. Z pewnością wymyślił to człowiek podobny do niego. Czy są tacy? Nie wierzył w to, że mógłby identyfikować się kiedykolwiek z jakąś grupą. Był on, reszta nie miała najmniejszego znaczenia. Był przecież nienormalny. Tak siebie definiował. Od wielu dni, chciał wreszcie zrzucić ten ciężar. Bał się tego, ale jednocześnie tego pragnął. Nie dlatego że chciał uciec, stchórzyć. Nie po to by zadać komuś ból lub sprawić radość. Nie dla wielkich idei czy przelotnego "kaprysu". Nie z miłości czy nienawiści. Po prostu uznał za najlepsze dla wszystkich, jeśli przestanie istnieć. Przestać istnieć...

Za oknami nie było widać nic. Tylko jeszcze nigdy nikt tego nie utracił.

***

Siedziała na schodach i dopalała papierosa. Gdy skończyła wstała, wyjęła klucz i otworzyła drzwi. Weszła do środka. Znała to miejsce, to było jego mieszkanie. A on leżał na podłodze w swojej sypialni. Zrobił dokładnie to, co przewidziała. Miał jeszcze piętnaście do dwudziestu minut życia. Oczywiście jeśli ona go nie odratuje. Bez oporów wkroczyła do pokoju. Rzuciła spojrzenie na półkę. Przekonała się, że wziął wszystkie tabletki. Instrukcja do nich leżała na podłodze. Nie tracąc więcej czasu zajęła się ratowaniem go.

Po dłuższej chwili otworzył oczy. Gdy tylko odzyskał świadomość spojrzał na nią.
- To ja. - odpowiedziała na pytanie zawarte w jego spojrzeniu. - To nie ty, to ja. - mówiła dalej dość spokojnie. - To ja jestem przyczyną, ty tylko narzędziem.
Leżał dalej wpatrzony w sufit. Powoli docierał do niego zagmatwany sens tych słów. Ale...
- Co teraz? - zapytał prawie szeptem.
- Co teraz? Powiem ci, co teraz. Przyślę tu paru...
- Co z tobą i mną?
- Zostaniemy znajomymi, przekonam cię do jego poglądów, w które wierzę. Nie będziesz musiał nic robić. Poza tym, będziesz tego chciał.
Nastąpiła długa przerwa. Patrzyła na niego ciekawie. Notowała w pamięci wszystko, co można było wykorzystać.
- Dlaczego...? - zadał kolejne pytanie.
- To nic osobistego, po prostu wiem, czego chcę. I zazwyczaj staram się to osiągnąć. Bardzo się staram. Częściowo ma to związek z nim.
- Kim on jest?
- Nie zrozumiesz. Musisz go poznać.
- Kiedy?
- Już czeka, On... - mimowolnie westchnęła.

***

Był u niej. Minęło już kilka tygodni od czasu, kiedy pierwszy raz znalazł się w tym miejscu. Rozejrzał się. Wiedział, że przy niej lepiej tego nie robić. Każdego denerwują inne rzeczy.
Jego uwagę przyciągnęła książka leżąca obok rozkładu jazdy pociągów. Sięgnął po nią z zaciekawieniem. Okładka nie zawierała jakichkolwiek wskazówek odnośnie zawartości. Przewrócił dwie strony. Przeczytał uważnie.
"ARCHE rozprawa na temat władzy, jaką może osiągnąć jednostka"

Wykorzystane źródła: Zwykła rozmowa w cztery oczy (jeśli nie liczyć trzech osób zgonujących na podłodze)
autor: On

***

"Szczerość zbyt wiele mnie kosztuje
Nieszczerość mnie zabija
Jeżeli powiem prawdę stracę wszystko
Kłamiąc stracę jeszcze więcej"

***

Przyszedł do niej. Tak jak zapowiedziała przez telefon czekała na niego. Rozejrzał się ciekawie po pokoju. Zatrzymał wzrok na niej. Ona patrzyła na niego, zaczęła rozmowę.
- Dobrze, że jesteś.
- ...Też się cieszę. Tu są klucze. - dodał po chwili dając je jej.
- Czy On mówił ci o swoich planach?
- Niezupełnie.
- Więc słuchaj. Następnym obiektem będzie młoda dziewczyna. Chodzi do mat-fizu w liceum obok twojego mieszkania. Tego, którego właśnie się pozbyłeś.
- Co z nią?
- Nie może o niczym wiedzieć. Niedługo...

***

"Inteligencja, która żyje po to, żeby rozbudowywać swoją inteligencję prędzej czy później wchłonie całą materię we wszechświecie. Albo..."
Wracała do domu z chaosem w głowie. Ciągle powtarzała sobie słowa, które usłyszała. W myślach składała obietnice i postanowienia. Nigdy go nie zdradzi, niemożliwe. Jego idee są słuszne... a co dla niej ważne, nie kłóciły się w żaden sposób z jej doświadczeniem. On... Patrzy na świat w zupełnie inny sposób. Trochę jak ona... Gdyby ludzie wiedzieli o jej doświadczeniu byliby prawdopodobnie oburzeni. Tak samo w jego przypadku. To ciekawe, że zainteresowały ich tak podobne zagadnienia. Właściwie to samo zagadnienie: czy i w jakim stopniu można kierować ludźmi bez ich wiedzy? Kontrolować ich myśli, przewidywać każdy ruch. Ułożyć plan, do którego oni się dostosują. W razie potrzeby będą umierać jedni po drugich, sami na siebie wydając wyrok. Jak daleka może być ich nieświadomość? Każdy ich ruch jest przewidywalny. Każda myśl.

Kto może być kontrolowanym obiektem, kukiełką na sznurkach, które trzyma w garści ktoś anonimowy? Wszyscy jak tu siedzicie. Obyście nigdy się o tym nie dowiedzieli, to znaczy nie uwierzyli. Wtedy będziecie mogli żyć i umrzeć.

Nieświadomość przepełniona mocą...



KataszA

asztaka@gazeta.pl


<<< poprzednie :::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>