|
Drzewo
Robiło się zimno. Bardzo zimno. Młoda dziewczyna o długich
jasnych włosach mówiła coś zamaszyście gestykulując. Stojący
obok niej chłopak rozglądał się nerwowo w poszukiwaniu
ucieczki. W końcu nie wytrzymał, zrobił krok do tyłu i wrzasnął.
- Wcale nie jestem nieudacznikiem! Potrafię przestać!
- Oni ci pomogą!
- Nic im nie mów. Nie chcę!
Odbiegł nie oglądając się za siebie. Dziewczyna zawołała go.
Nie zareagował. Ona stała jeszcze przez chwilę, po czym też
odeszła szybkim krokiem.
Ściskał w spoconej dłoni tabletki. Nie mógł inaczej nic cofnąć.
Sekunda, sekunda za sekundą stawały się coraz dłuższe.
Robiło się zimno. Bardzo zimno. Młoda dziewczyna o długich
jasnych włosach mówi coś zamaszyście gestykulując. Widzi
stojącego obok niej chłopaka. Widzi jego nerwowe ruchy. Chce
podejść i nagle zaplątuje się w złotych włosach dziewczyny.
Potem spada jak liść, wśród złotych, lub bursztynowych nitek.
Ludzie.Jacy ludzie. Nie ma ludzi. Drzewo się pochyla. Pochyla
się nad nim i uśmiecha się. Nie, nie uśmiecha się. Śmieje
się z niego!
-Czego się cieszysz, skurwysynu. Czego się, kurwa cieszysz !
Patrz jeden ruch palcem i cię nie ma!
Drzewo rozbiło się na tysiąc kawałków. Tysiąc bursztynowych
kropelek rozbiło mu się o twarz. Odskoczył do tyłu śmiejąc
się wariacko. Ludzie? Jacy ludzie. Tylko złote, złote włosy.
Utopię się w tych włosach.
Niszczysz się.
- Nieprawda. Nie kłam mnie.
Kochany
-Nie mów tak do mnie. Jesteś tylko drzewem starym popękanym
drzewem. Kłamiesz
Kochany.
-Nie podchodź bliżej. Nic nie wiesz.
Kochany
- Wystarczy mi tylko ruch palcem i .
Kochany
Zniknij. Zniknij. Zniknij!!!!
- Patrz skurwiela, ale się najebał. Nieźle odjechał.
- Czego się kurwa tym interesujesz. Zwijaj co ma i spierdalamy.
- Kurwa, poruszył się. Pewnie się budzi.
- Jak go kopnę, to się nie obudzi, pedał jeden.
-Zostaw. Masz?
-Sprawdzę kurtkę.
-Kurwa, czego on wrzeszczy!
-Spierdalamy!
-Nie kop go! Zaraz tu jeszcze ktoś przyleci. Pieprzony ćpun.
-Kurwa, ktoś idzie!
-Choć już idioto.
Ciemno tu. Strasznie ciemno. Zimno mi. Nie mam siły wstać. Nie
chce mi się. Anka. Anka! Anka!!! Gdzie jesteś? Czuję się taki
ciężki, tak strasznie ciężki. Powietrze przygniata mnie. To
boli, każdy oddech boli.
Kochany
Milcz. Nie ma cię. Chciałaś mnie zostawić.
Złoty błysk, błysk kropli bursztynu. Jedyny mały blask. Anka!!!
Tysiące jednakowych twarzy zaczęło krążyć mu przed oczyma.
Wszystkie poruszały ustami, powtarzając w kółko to samo.
Nieudacznik
Anka!!!
Kochany
Anka, tu jest tak strasznie ciemno. Anka, nie chcę być sam. Nie
chcę. Jesteś moją kobietą. Nie możesz tak...
Anka!!! Tysiące brązowych oczu śmieje się z niego.
Prawda, że piękna jesień?
Anka!!!
-Zostaw go. To ćpun. Jeszcze się czymś od niego zarazisz.
Anka!!! Morze złotych włosów. Ocean. Moja kobieta.
Utopię się, jeśli mnie tu zostawisz.
- On jest strasznie blady. Patrz jak oddycha. Lepiej wezwij
pogotowie.
- Nie mam komórki.
- To skocz, zawołaj kogoś.
- Cicho! On coś mruczy.
- Ćpun i tyle. Rozsiadł się tu w parku. Teraz to ludzie wstydu
nie mają.
- A tak porządnie ubrany...
Złoto brązowe drzewo pochyla się nad nim. Kropelki
bursztynowej wody spadają mu na twarz, powoli kapią z liści.
Wystarczy jeden ruch palca i znikniesz. Jeden ruch. Jestem silny.
Mam władzę. Mam pieniądze. Anka. Mam wszystko. Anka? Drzewo
nie płacze? Nie może. Nie może, Anka.
Novinha
theprisoner@wp.pl
<<< poprzednie ::::
^^ do góry ^^ ::::
następne >>>
|