|
Droga do Nieba
Pozwoliła mu na piekący policzek. Powoli przyłożyła dłoń
do rozpalonej twarzy. Już po chwili w jej oczach zaszkliły się
łzy i jedna po drugiej zaczęły wolno spływać po policzkach.
Lekko pochyliła głowę, aby nie widział jak płacze. Odwróciła
się i wolnym krokiem zaczęła iść w stronę zamku. Stał
jeszcze chwile na tle zielonej ściany drzew, po czym również
odszedł w swoją stronę. I znowu została sama . . .
Nadszedł wieczór pełen żywicznych zapachów i ptasich śpiewów.
Ostatnie promienie zachodzącego słońca wpadały do Złotej
Sali tworząc w jej zakątkach niezwykłą grę barw i cieni. Gdy
cała natura powoli zatapiała się w krystalicznej sieci półsnu
zamku Salogel rozpoczynała się wielka uczta, w wigilię zwycięstwa
nad czarnymi plemionami Chaosu. Sala powoli zapełniała się gośćmi.
Królowa Salogel odziana w biel i fiolet, ze złotym medalionem
na piersi, siedziała na mosiężnym tronie odpowiadając
skinieniem głowy na liczne pozdrowienia. Po jej prawicy w białej
szacie siedziała Kapłanka Księżyca - Maaya z jaśniejącym
obliczem, a tuż obok niej miejsce zajmował strażnik królewskiej
armii, Maedren. Gdy srebrzysty sierp księżyca zdążył już
osiągnąć kopułę Złotego Zamku królowa powstała, a wraz z
nią z miejsc poderwali się i inni.
- Oto dziesiąta rocznica zwycięstwa nad siłami Chaosu - przemówiła
- Cieszmy się i radujmy, albowiem dane nam jest żyć w szczęściu
i zgodzie. Bal, symbol wolności i radości uważam za otwarty.
Burza oklasków przetoczyła się przez salę. Zabrzmiała muzyka
i już po chwili pierwsze pary poczęły wirować na parkiecie.
- Zatańczymy ? - szepnął Maedren, pochylając się w stronę
dziewczyny. Maaya opanowała drżenie głosu, po czym skinęła
lekko głową na znak zgody.
Wkroczyli na parkiet. Przy cichych dźwiękach cytr, harf i lutni
wirowali wśród innych par. Maaya z niepokojem wpatrywała się
w twarz mężczyzny. Dlaczego zaprosił ją do tańca? Czy tylko
z tego powodu, że służy jej matce jako królowej ? A może . .
. Bała się go. Nigdy nie wiedziała, co może
zrobić, a do wszystkiego był zdolny. I za to go nienawidziła.
Jak nikt z żyjących pragnęła jego śmierci.
- Gorąco tu - szepnął jej mężczyzna do ucha - Może
wyjdziemy do ogrodu?
Kapłanka skinęła głową na znak zgody. Ogród tonął w
bladej poświacie księżyca. Żywiczne zapachy unosiły się w
powietrzu, a cykady tworzyły nastrojową muzykę. Spacerowali
alejami, wzdłuż których rosły malwy i róże.
- Wspaniały wieczór - szepnęła dziewczyna. Maedren nie
odpowiedział, złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
Po czym delikatnie przywarł do jej różanych warg, a ona
odwzajemniła jego pocałunek. Powoli całował jej policzki,
oczy , szyję i bursztynowe włosy.
- Zabierz mnie do nieba - szepnął, na chwilę odrywając wargi
od karminu jej policzków. Maaya
niedostrzegalnie uśmiechnęła się. Złapała jego dłoń i
poprowadziła na tyły zamku. Objął ją w pasie, lecz ona
wyswobodziła się z jego uścisku i prowadziła go dalej.
- Maaya - wyszeptał mężczyzna - Dokąd mnie prowadzisz ?
- Do nieba - odparła cicho dziewczyna.
Rozległe bladoniebieskie morze rozbijało swą duszę o wysokie
wybrzeże. Maedren stanął w miejscu gdzie pionowa ściana
skalna prowadziła prosto w dół, ku spienionym odmętom. Nie
zauważył jak dziewczyna delikatnie się uśmiechając zbliża
się do niego i spycha. Ostatnie, co usłyszał to szmer
wody i krzyk mew: "Niebo"
nabuchodonoZorka
nzorka@poczta.onet.pl
<<< poprzednie ::::
^^ do góry ^^ ::::
następne >>>
|