Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

POWRÓT DO
AM




 
  <<< poprzednie :::: następne >>>
 

:::: nabuchodonoZorka ::::

Droga do Nieba


Pozwoliła mu na piekący policzek. Powoli przyłożyła dłoń do rozpalonej twarzy. Już po chwili w jej oczach zaszkliły się łzy i jedna po drugiej zaczęły wolno spływać po policzkach. Lekko pochyliła głowę, aby nie widział jak płacze. Odwróciła się i wolnym krokiem zaczęła iść w stronę zamku. Stał jeszcze chwile na tle zielonej ściany drzew, po czym również odszedł w swoją stronę. I znowu została sama . . .



Nadszedł wieczór pełen żywicznych zapachów i ptasich śpiewów. Ostatnie promienie zachodzącego słońca wpadały do Złotej Sali tworząc w jej zakątkach niezwykłą grę barw i cieni. Gdy cała natura powoli zatapiała się w krystalicznej sieci półsnu zamku Salogel rozpoczynała się wielka uczta, w wigilię zwycięstwa nad czarnymi plemionami Chaosu. Sala powoli zapełniała się gośćmi. Królowa Salogel odziana w biel i fiolet, ze złotym medalionem na piersi, siedziała na mosiężnym tronie odpowiadając skinieniem głowy na liczne pozdrowienia. Po jej prawicy w białej szacie siedziała Kapłanka Księżyca - Maaya z jaśniejącym obliczem, a tuż obok niej miejsce zajmował strażnik królewskiej armii, Maedren. Gdy srebrzysty sierp księżyca zdążył już osiągnąć kopułę Złotego Zamku królowa powstała, a wraz z nią z miejsc poderwali się i inni.
- Oto dziesiąta rocznica zwycięstwa nad siłami Chaosu - przemówiła - Cieszmy się i radujmy, albowiem dane nam jest żyć w szczęściu i zgodzie. Bal, symbol wolności i radości uważam za otwarty.

Burza oklasków przetoczyła się przez salę. Zabrzmiała muzyka i już po chwili pierwsze pary poczęły wirować na parkiecie.
- Zatańczymy ? - szepnął Maedren, pochylając się w stronę dziewczyny. Maaya opanowała drżenie głosu, po czym skinęła lekko głową na znak zgody.
Wkroczyli na parkiet. Przy cichych dźwiękach cytr, harf i lutni wirowali wśród innych par. Maaya z niepokojem wpatrywała się w twarz mężczyzny. Dlaczego zaprosił ją do tańca? Czy tylko z tego powodu, że służy jej matce jako królowej ? A może . . . Bała się go. Nigdy nie wiedziała, co może
zrobić, a do wszystkiego był zdolny. I za to go nienawidziła. Jak nikt z żyjących pragnęła jego śmierci.
- Gorąco tu - szepnął jej mężczyzna do ucha - Może wyjdziemy do ogrodu?
Kapłanka skinęła głową na znak zgody. Ogród tonął w bladej poświacie księżyca. Żywiczne zapachy unosiły się w powietrzu, a cykady tworzyły nastrojową muzykę. Spacerowali alejami, wzdłuż których rosły malwy i róże.

- Wspaniały wieczór - szepnęła dziewczyna. Maedren nie odpowiedział, złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Po czym delikatnie przywarł do jej różanych warg, a ona odwzajemniła jego pocałunek. Powoli całował jej policzki, oczy , szyję i bursztynowe włosy.
- Zabierz mnie do nieba - szepnął, na chwilę odrywając wargi od karminu jej policzków. Maaya
niedostrzegalnie uśmiechnęła się. Złapała jego dłoń i poprowadziła na tyły zamku. Objął ją w pasie, lecz ona wyswobodziła się z jego uścisku i prowadziła go dalej.
- Maaya - wyszeptał mężczyzna - Dokąd mnie prowadzisz ?
- Do nieba - odparła cicho dziewczyna.



Rozległe bladoniebieskie morze rozbijało swą duszę o wysokie wybrzeże. Maedren stanął w miejscu gdzie pionowa ściana skalna prowadziła prosto w dół, ku spienionym odmętom. Nie zauważył jak dziewczyna delikatnie się uśmiechając zbliża się do niego i spycha. Ostatnie, co usłyszał to szmer
wody i krzyk mew: "Niebo"




nabuchodonoZorka

nzorka@poczta.onet.pl


<<< poprzednie :::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>