BOHEMIAN RHAPSODY
by Mumin
Bohemian Rhapsody w tytule Was wita. Co to oznacza dla Was? Ano znowu będzie czytać o tym utworze, lecz od strony wizualnej. A co oznacza dla mnie? Trudne zadanie, bo napisać o największym przeboju wszechczasów do prostych zadań nie należy (co poniżej udowodnię:)). No ale skoro Chrapek karze, podwładni wykonać muszą:) Więc do dzieła!
Za podstawę mojej recki będzie fakt, że ten kto to czyta zna utwór, gdyż bez tego będzie ciężko. No więc jak wiecie wszystko zaczyna się od chórku męskiego pod postacią naszych czterech wspaniałych. Ale jak to wygląda na teledysku - zapytacie się z pewnością. Ano tak jak na screenie:))
Tzn. ciemno wszędzie (ale nie głucho:)) i cztery sylwetki (zgadnijcie kogo:)) podświetlone w tle reflektorami. Później mamy zbliżenie twarzy i ... dalej chórkują że aż miło. W tej części (choć także w całym teledysku) jest użyty efekt nakładania się obrazów, tzn. Freddie w częściach w których się wybija ponad chór, pojawia się powoli i znowuż zanika. W momencie wejścia basu, cały obraz przenosi się na salę koncertową, gdzie towarzystwo poubierane jest w białe stroje, które właściwie ciężko do czegokolwiek porównać (może screeny co nieco ułatwią) - o ile dobrze się orientuję są projektu Freddiego (BTW często były wykorzystywane jego projekty, nie tylko w teledyskach, ale także na koncertach). Przez pewien czasookres widać jedynie Freddiego i Johna, ale do czasu. Na ten czas Roger chwycił swe pałeczki i robi się od razu weselej:)
Acz nie do końca, bo na razie minęło tyle czasu a tu ani widu ani słychu po Brianie. Acz i ten moment nadchodzi i jazda na całego, utwór nabiera rozpędu jak pociąg z Breakthru:) Spokojna do tej chwili atmosfera, zyskuje na mocy. Stonowane światła stają się dużo mocniejsze, dochodzą czerwone, zielone, żółte, fioletowe... I już się wydaje, że nadejdzie kulminacja, a tu figa. Zaczyna być znowu spokojnie. Wkracza tutaj element znany z początku - zarysy postaci, zbliżenia twarzy i wspaniała wręcz operowa część utworu, opowiadająca o walce dobra ze złem o duszę chłopca. Zastosowano tu troszkę efektów komputerowych. Ciężko je opisać, najlepiej sami je obejżcie. Zbliża się finał chórków i robi się ostro, kolorowo i dymnie (no dym puścili:)).
Freddie zaczyna zachowywać się drapieżnie, Brian wymiata na wiosełku, Rogerowi o mało centrala nie wyskoczy, a John jak zwykle stonowany. Po ostrej wymiatance ze światłami i całą ich charakterystyczną oprawą, która na mnie zrobiła całkiem spore wrażenie, następuje znowu wyciszenie i finał, w który Freddie zasiada do fortepianu (wcześniej też zasiadał, właściwie w momentach spokojnych grał na "klawiszach") i powolne wyciszanie się piosenki... Twarze na czarnym tle... Trzy powoli się opuszczają niknąc w mroku... A Freddie śpiewa: Anyway the wind blows... słychać dźwięk gongu...
No końcówka chyba strasznie klimatyczna, nie wiem czy udał się to przekazać poprzez literki, ale się starałem. No i to jest właśnie najlepsza strona całego teledysku, klimat. Dla mnie ważniejszy od wszelkich efektów, grafiki 3D czy też tam inszych inszości:) Utwór też przecież nie należy do pierwszego z brzegu, lecz jest to wspaniałe dzieło naszego kwartetu, które znakomicie jest zobrazowane przez teledysk. Ocena może być w takim wypadku tylko jedna: 10. Gorąco polecam do obejrzenia!!!