A NIGHT AT THE OPERA
by Pewien Gość


'A Night At The Opera' to czwarty album w historii Queen i zarazem ten, który najbardziej przyczynił się do wielkiego sukcesu zespołu w początkach jego istnienia (głównie za sprawą słynnej Bohemian Rhapsody, oczywiście). Wielu ludzi uznaje go nawet za najlepszy - z tym akurat się nie zgadzam, niemniej dla mnie i tak pozostaje w pierwszej piątce.

Listę utworów otwiera 'Death On Two Legs...', moim zdaniem numer 1. "Nocy w operze". Podobno został on napisany przez Freddiego na złość Normanowi Sheffieldowi, byłemu menadżerowi grupy, który podobno oszukał Queen na sporo kasy. Wnioskując z tekstu - całkiem możliwe. W każdym razie utwór jest genialny, ze swoim świetnym wstępem, "agresywnym" wokalem i fajnym refrenem.

'Lazing On A Sunday Afternoon' to taka krótka i zabawna pioseneczka, w której mało kto zapewne rozpoznałby głos Freddiego, który bawi się w śpiewanie w "starym" stylu. Niemniej warto jej posłuchać, choćby dla tego 15-sekundowego zakończenia.

'I'm In Love With My Car' opowiada, jak sama nazwa wskazuje, o nietypowej miłości :-). Następnym nietypowym "elementem" jest osoba wokalisty - w tej roli Roger Taylor. Tego kawałka po prostu trudno nie lubić.

Czwarta pozycja - 'You're My Best Friend' - to pierwszy singiel autorstwa Johna Deacona i całkiem udany, trzeba przyznać.

Pod tajemniczym nieco tytułem '39 kryje się ballada, całkiem fajna, chociaż w wykonaniu Briana Maya. Tutaj ciekawostka: tytuł wziął się od roku 1939, ale przy okazji jest to trzydziesty dziewiąty utwór Queen, jeśli liczyć według kolejności na albumach.

Następnie przychodzi kolej na coś nieco bardziej rockowego - 'Sweet Lady'. Na tej płycie jest właściwie wszystko, a więc czemu miałoby zabraknąć czegoś nieco cięższego? Jak zwykle w przypadku Queen, wyszło doskonale.

'Seaside Rendezvous' wielu nazwałoby pewnie głupawym, ale ja tam lubię ten kawałek.

'The Prophet's Song' wywołuje we mnie dość mieszane uczucia. Z jednej strony utwór jest genialny, ale z drugiej niektóre fragmenty najchętniej bym po prostu ciachnął - szczególnie to "la la la". Poza tym, jak przed chwilą wspomniałem - jest to dzieło sztuki, w niczym nie ustępujące 'Bohemian Rhapsody', chociaż może nieco mniej melodyjne. A przy okazji Queen chyba nigdy więcej nie nagrał czegoś równie długiego (nie licząc utworów instrumentalnych, ale to już inna historia).

'Love Of My Life' to jeden z najbardziej znanych "love-songów" Królowej. Bardzo ładny kawałek.

Za 'Good Company' zdecydowanie nie przepadam, być może dlatego, że znowu śpiewa tutaj Brian, ale raczej jest to po prostu pozycja taka-tam-sobie.

'Bohemian Rhapsody' chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jedna rzecz szczególnie mi imponuje w tym utworze, a mianowicie ilość pracy, jaką grupa poświęciła na jego nagranie. Zajęło to, dobrze nie pamiętam, dwa czy nawet trzy tygodnie. Który z dzisiejszych zespołów zdobyłby się na coś takiego? Zakładając nawet, że odważyłby się na realizację równie szalonego pomysłu zamiast wyprodukować sobie kolejny nudny, wypróbowany kawałek. Jeśli tą recenzję czyta ktoś, kto do tej pory nie interesował się zbytnio Queen, to zapewne troszkę zdziwi go wiadomość, że do 'Bohemian Rhapsody' powstał pierwszy w świecie wideoklip (a przynajmniej nic mi o żadnych wcześniejszych nie wiadomo). Warto wiedzieć, oglądając na MTV ten zabawny aerobik, uprawiany przez różnych tam bekstrit bojsów i innych (jeśli ktoś już musi), że to wszystko zaczęło się od Queen (chociaż oczywiście badziewny z dzisiejszego punktu widzenia teledysk do 'Bohemian' nadal bije na głowę te wszelkie aerobiki).

No i na zakończenie - utwór bardzo przez Eryka rozsławiony w pewnych kręgach - 'God Save The Queen', czyli brytyjski hymn narodowy w wykonaniu Briana i jego gitary. Muszę przyznać, że w takiej właśnie formie podoba mi się najbardziej :-).

Podsumowując, 'A Night At The Opera' to album wyjątkowo godny polecenia. Tak wielkiego zróżnicowania utworów nie było na albumach wcześniejszych, a może nawet i na późniejszych i to jest właśnie ta cecha, za którą najbardziej lubię tą płytę (i w ogóle ten zespół). Trzy pierwsze płytki oczywiście też były świetne, ale dopiero na "operze" Queen naprawdę rozwinął skrzydła.

Pora na moją ulubioną część recenzji, czyli oceny:
Death On Two Legs - 9/10
Lazing On A Sunday Afternoon - 8/10
I'm In Love With My Car - 9/10
You're My Best Friend - 8+/10
'39 - 7+/10
Sweet Lady - 8/10
Seaside Rendezvous - 8/10
The Prophet's Song - 9/10
Love Of My Life - 8+/10
Good Company - 6/10
Bohemian Rhapsody - 9/10
God Save The Queen - 8/10
CAŁY ALBUM - 9/10