DLACZEGO QUEEN TO NAJLEPSZY ZESPÓŁ WSZECH CZASÓW :-)
by Pewien Gość


Tytuł mówi sam za siebie. Tekstem tym mam zamiar unaocznić wam, jak wielki błąd popełniacie, słuchając innych zespołów :-). Jeśli ktoś mimo wszystko się nie zgadza z powyższym twierdzeniem, jestem głuchy na wszelkie argumenty. To się nazywa fanatyzm :-).

Zacznijmy od tego, że Queen oznacza muzykę niepowtarzalną. Kiedy Freddie wstępował w szeregi zespołu, już na samym początku powiedział Brianowi i Rogerowi, że powinni grać w bardziej oryginalny sposób. Tak właśnie narodziły się takie dziwolągi, jak Bohemian Rhapsody :-). Wśród repertuaru Queen trudno jest znaleźć kawałki nudne. Każdy coś w sobie ma, każdy się czymś wyróżnia. Oto coś, czego bardzo brakuje ogromnej większości innych kapel. Nawet grupy kultowe, dajmy na to Metallica, mają zaledwie po kilka większych hitów, resztę miejsca na płytach zapełniając badziewiem, spośród którego żaden utwór nie wybija się nad pozostałe. W takim przypadku można się zastanawiać, czy ludzie ci tworzą muzykę dlatego, że lubią to robić, czy dlatego, że lubią zarabiać na niej pieniądze.

Bardzo ważne dla każdego zespołu jest to, aby nigdy nie spoczywać na laurach. Niezależnie od tego, jak wielkie sukcesy zespół odnosi, powinien ciągle ewoluować, zmieniać stopniowo styl granej muzyki. Jeśli będzie stać w miejscu, choćby ciągle grał fantastycznie, prędzej czy później znudzi się fanom. Queen nie stał w miejscu ani przez moment w swej karierze. Każdy album jest wielkim krokiem naprzód. Wystarczy porównać ten pierwszy, zatytułowany "Queen", z ostatnim, "Made In Heaven". Pomińmy fakt, że "Made In Heaven" jest wyraźnie lepszy od swojego "praprzodka" i porównajmy styl obu płyt. Nawet głuchy wychwyci różnicę. Prawie tak, jakby grały dwa różne zespoły. Oczywiście zawsze znajdą się malkontenci, którzy będą stękać: "Łojojoj, co to się porobiło, kiedyś ten Queen grał fajną muzę, a teraz zeszli na psy". Co można o takich osobnikach powiedzieć? Hmm, dużo, ale nie w tym miejscu - patrz punkt 6. regulaminu o tekstach w AM.

Innym istotnym czynnikiem, który decyduje o sukcesie zespołu jest zgranie jego członków. Jako ciekawy anty-wzorzec mogę podać legendarną grupę Black Sabbath, która zmieniała skład dziesiątki razy, a fani i tak największym uwielbieniem darzyli ten pierwotny. Do Queen nie można się na tym polu przyczepić ani trochę. Zawsze była to ta sama genialna czwórka, przez całe dwadzieścia lat istnienia. Owszem, były takie momenty, kiedy działalność zespołu była zawieszana i każdy próbował kariery solowej, ale generalnie wszyscy członkowie Queen doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że największy sukces mogą odnieść razem. To mnie właśnie najbardziej wkurza w dzisiejszych muzykach. Są to cholerni egoiści, zapatrzeni w siebie jak w obraz, niezdolni do pracy zespołowej, dzielenia z innymi swojej sławy. Każdy musi koniecznie próbować swych skromnych sił samodzielnie.

Kiedy słucha się jednocześnie Queen i jakiegoś podrzędnego zespołu, jeden szczegół uderza nas po uszach. W tym drugim przypadku na pierwszy plan wysuwa się śpiew, instrumenty natomiast grają cicho i anemicznie, jakby zespół wstydził się swojej własnej muzyki. U Queen ścieżka instrumentalna i wokal są równorzędne. Tylko w takiej sytuacji mamy do czynienia z prawdziwą muzyką - reszta brzmi jak jęki zdychającej krowy i nudzi się po pięciu sekundach słuchania.

Queen był zespołem, który zawsze dawał z siebie wszystko. Dzisiejsze "gwiazdy" swą działalność ograniczają do nagrania raz na jakiś czas marniutkiej płyty, składającej się z dwóch "hitów" (wylansowanych przez media) i kilku zapchajdziur, przy czym oczywiście "gwiazda" nie hańbi swojej osoby jakąkolwiek inwencją, zatem tekst i muzyka są autorstwa kogoś innego. Czasami "gwiazda" wysili się nawet na jakiś denny wywiad lub nawet koncert z playbacku. Czy widzieliście kiedyś, żeby Freddie śpiewał z playbacku? Domyślam się, że nie, po części dlatego, że ostatni koncert Queen miał miejsce prawie 20 lat temu (a wtedy to nawet szanowny autor tego tekstu robił jeszcze siusiu w pieluszki), a po części - ponieważ faktycznie nigdy tego nie robił. No dobra, może w ekstremalnych przypadkach, w końcu każdemu może od czasu do czasu gardło nawalić, ale wówczas "oszustwo" było wcześniej zapowiadane, więc fanów nie robiono w balona.

Jak powszechnie wiadomo, Freddie był chory na AIDS. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, jakie to złośliwe cholerstwo. Wirus bezpośrednio nie jest odpowiedzialny za żadne poważniejsze objawy, ale niszczy system odpornościowy człowieka, przez co organizm staje się podatny na każde możliwe choróbsko. Jeśli jednak ktoś myśli, że Freddie przez ostatnie miesiące swojego życia tylko leżał w łóżku, to grubo się myli. Wokalista Queen do samego końca pracował nad nowym albumem, choć wiedział, że już nie doczeka jego wydania. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby którakolwiek z dzisiejszych "gwiazd" była zdolna do takiego poświęcenia. Skoro nawet nie chce im się zaśpiewać na koncercie... Jasne jest, że liczy się dla nich tylko kasa i fanów mają, za przeproszeniem, w dupie.

Większość zespołów bardzo ogranicza swoje pole działania. Swoją muzykę kierują do określonych, hermetycznych subkultur. I tak Enrike i Britnej słuchani są przez głupie podlotki, hiphopowcy - przez gówniarzy i szmaciarzy, muzycy poważni - przez sztywniaków i starych grzybów (~Mumin~ sorki, że się wtrącę, ale z muzyką poważną przesadziłeś, ja na ten przykład strasznie uwielbiam czasem posłuchać takowej a na sztywniaka, a tym bardziej grzyba nie wyglądam:) polecam do przesłuchania np: Carla Orffa "Fortuna Imperatix" albo Symfonię nr. 40 g-moll Mozarta - wtedy pogadamy:)) {Jeszcze ja się tu wtrące - nie wiem czy pamiętasz, Gościu ale Freddie też bardzo lubił klasykę i słuchał jej baardzo dużo :)- Chrapek}, metalowcy - przez satanistów ;-). Queen zawsze był ponad wszelkie podziały, koncertował we wszystkich możliwych stronach świata, słuchali ich starzy i młodzi, biedni i bogaci, zwolennicy i przeciwnicy aktualnego rządu ;-). Dlatego zawsze mogli liczyć na tłumy wielbicieli i ogólną sympatię. Tak więc nie wierzcie, jeśli ktoś mówi, że nie lubi Queen, bo kłamie drań w żywe oczy, tego zespołu po prostu nie można nie lubić :-).

Wiele osób na wzmiankę o Queen woła od razu: komercha. Trzeba być naprawdę poważnie ograniczonym umysłowo, żeby tak sądzić. Komercyjni to mogą być Backstreet Boys (i są, nawiasem mówiąc). Ostatnio panuję moda na oskarżanie o komercję wszystkich, którzy zarabiają duże pieniądze, bez względu na to, czy im się te pieniądze należą, czy nie. Ciemniakom wyjaśniam: Queen grał świetną muzykę, więc i robił niezłą kasę. A przecież startowali od zera, swego czasu nie było ich nawet stać na wynajęcie studia, żeby mogli nagrać dema. A Freddie z Rogerem prowadzili ciucholand :-). Queen stał się sławny po nagraniu paru hitów na miarę 'Bohemian Rhapsody', a nie kiedy ktoś powiedział w radiu, że trza tego zespołu słuchać, jeśli się chce być cool. Zresztą media nie tylko nie promowały zbytnio Queen, ale wręcz były negatywnie do nich nastawione.

Dobra, wystarczy. Mógłbym długo jeszcze wymieniać powody, dla których Queen jest zespołem kultowym, ale po pierwsze: jest sesja (a jutro egzamin), po drugie: kącik Queen ma cholernie klaustrofobiczny przydział kilobajtów, po trzecie: jeśli już zaglądasz do tego kącika, to pewnie znasz te wszystkie powody, no chyba że ktoś cię zmusił do tego siłą :-). W tym ostatnim przypadku prawdopodobnie jesteś kimś z moich znajomych :-). Jeśli jednak zajrzałeś tu z własnej woli, to w twoim obowiązku leży teraz puszczenie sobie 'God Save The Queen'. Co, nie masz? No to pędem do sklepu po płytę 'A Night At The Opera'!