Muzyka Klasyczna
Dzień dobry, chciałbym poruszyć temat jakim jest muzyka klasyczna. Założę się, że po tym zdaniu kilku łebków od razu wyskoczyło. Tak, chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat tejże kategorii muzyki. A dlaczego piszę kategorii, a nie gatunku lub rodzaju? Bo mówiąc szczerze powinienem napisać "szufladki"!

But why? Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, czym właściwie jest ta "muzyka klasyczna"? Bo zwykle przed oczami, gdy się słyszy te dwa wyrazy, staje obraz orkiestry i faceta wściekle wywijającego batutą. Słusznie zresztą, bo przecież wielu (starszych) ludzi gdy słyszy, czego ta dzisiejsza młodzież nie słucha, to od razu wspomina o swoim kochanym Szostakowiczu, Wagnerze, bądź Mahlerze, mówiąc o "muzyce klasycznej".
Ale dlaczego akurat ich? Dlaczego akurat tych wielkich kompozytorów? Na to pytanie odpowiem później.
Przypomnijmy sobie jak powstała muzyka... chociaż nie, przeskoczmy do wczesnego średniowiecza. I co widzimy? Zwykle duuuuuuże kościoły i różne fajne chóry (czasem nawet polifoniczne - łał). To cywilizowany zachód, ale co na pogańskiej północy i wschodzie? Tam mianowicie skaldowie i inni trubadurzy grają muzykę, którą nazwalibyśmy teraz etniczną. Oczywiście stare baby przy praniu też sobie podśpiewywują jakieś ludowe melodyjki, które mogły w końcu wyewoluować w pieśni religijne (wśród nich możnaby nawet znaleźć zaczątki "Bogurodzicy").
Kilkaset lat później ktoś wpada na pomysł, aby na większą skalę rozpowszechnić utwory grane na wielu różnych instrumentach. I tak powstała muzyka symfoniczna (z greckiego lengłydża którego nigdyś trochę liznąłem: "sym" - razem "phonia" - brzmieć). Wraz z początkiem renesansu zaczęła się też poniekąd era orkiestr symfonicznych. I tak przeminęło kolejnych kilkaset lat. W końcu w roku 1752 Johann Joachim Quantz stwierdził, że (cytat z Encarty '97): "… A music that is accepted and recognized as good not by one country only … but by many peoples … must, provided it is based as well on reason and sound feeling, be beyond all dispute the best". Już niedługo potem, pod koniec XVIII wieku wyrażenie "muzyka klasyczna" wymyślono aby określić muzykę Mozarta i Haydna jako niezwykle wartościową, i niemęczącą po nawet długim przesłuchiwaniu.
Więc już jest jasne skąd się właściwie wzięła ta wspaniaaaaała muzyka klasyczna. Jasne też powinno być, że kontrabasy i wiolonczele klasyki nie czynią!!!

Ale w takim razie co można teraz uznać za klasykę? No zastanówmy się - jaka muzyka jest wartościowa, ciekawa i ogólnie lubiana? Odpowiedź brzmi: evergreeny! Czyż nie wszyscy znają takie wspaniałe utwory jak "We are the champions", "Another brick in the wall", lub Kashmir"? A te utwory to evergreeny, klasyka XX wieku! Tak, ja uważam (słusznie zresztą), że Pink Floyd, Queen, Burzum (tu się chyba zagalopowałem ze szczerością) mogą śmiało stanąć razem z Wagnerem i Griegiem w muzycznym "Hall of Fame".

Dlatego też stanowczo żądam, by nie stawiać znaku równości między muzyką symfoniczną a klasyczną, bo wiek XXI może się okazać jedną wielką dziurą w historii muzyki!

Xvar