>>>ROB ZOMBIE - THE SINISTER URGE<<<


Przy pisaniu tej recenzji słuchałem swoich beknięć. Zaznaczam też, że jestem pod wpływem recki autorstwa Aragorna traktującej o tym samym albumie, więc proszę mnie nie oskarżać o plagiat. Powiem też, że nie kupowałem tej płyty (dobrowolnie:)), jeno pożyczyłem od koleżanki (która pożyczyła od swojego kolegi, który pożyczył od innego kolegi; Iron Maiden rulez!!!).

Płytę rozpoczyna intro SINNERS INC., będący mieszanką "odgłosów z horroru klasy B" (mniej więcej tak Karol Jaszewski w Hornie pisał) i jakiegoś techniawopodobnego czegoś. Oryginalne, ale niezbyt wybitne.
Następne utwory: DEMON SPEEDING i DEAD GIRL SUPERSTAR to według mnie całkiem dynamiczne kawałki, pełne wrzasków Roba, mocnych gitar i kolejnych "odgłosów" (powiedziałbym, że klasy E- pozdrowienia :-)), lecz nie są one jakieś świetne, ot po prostu muzyka do headbangingu na przyjęciu.
NEVER GONNA STOP- co to kurwa jest? Vengabojz? Jakieś pedalskie klawisze, lesbijskie chórki, głos Roba też chujowy. Wszystko to znika w refrenie, który można sobie czasem podśpiewywać, gdyż wokal już jest lepszy (trochę), ale nie zmienia to mojego stosunku do tego szajsu.
IRON HEAD- wreszcie coś godnego uwagi! Efekty nie są mistrzowskie, ale refren niezły, szczególnie że gościnnie występuje w nim sam Ozzy Osbourne. Po wysłuchaniu tych utworów mam wrażenie, że z całej tej płyty najlepsze są refreny. Tak już jest jak się nie ma nic dobrego do zaoferowania.
GO TO CALIFORNIA- kiepski i wolny kawałek w którym występuje jakiś DJ z lIMP bIZKIT. Elektronika słaba, melodia jeszcze gorsza, a głos pana Zombiego też pozostawia wiele do życzenia. Poziomem swym dorównuje NGS.
FEEL SO NUMB- Piosenka podobna do DS i DGS (co z tymi eSami?). Szybki kawałek bez polotu i co gorsza- dobrego refrenu :).
TRANSYLVANIAN TRANSMISSIONS PT.1- to co w intrze.
BRING HER DOWN- nawet niezłe to jest. Słychać co jakiś czas melodyjkę podobną do tej ze Starcrafta, refren też może być, choć wiele ustępuje temu z IH.
SCUM OF THE EARTH- jedyny dobry utwór z caaaaaaaaaaałej płyty. O ile mi wiadomo, to styl w jakim Rob gra to elektroniczny trash. Nazwa sama mówi, że możemy się spodziewać szybkiego, szaleńczego wręcz grania ze sporą domieszką elektroniki. Uświadczymy morderczej gry na gitarze, mocnego refrenu i (nareszcie!) ciekawych syntezatorowych wejść. Jakby cały album był taki, to miałbym o nim lepsze mniemanie.
HOUSE OF A 1000 CORPSES- według mnie idiotyczny zapychacz. Ponownie "odgłosy", ale także głośny szept Zombiego połączone z jakimś trip-hopem (czy jak się to nazywa).

Ogólnie rzecz biorąc, to dla fanów hard rocka może to być interesująca pozycja, za wyjątkiem kilku utworów. Z kolei dla miłośników cięższego grania tylko Iron Head i Scum Of The Earth mogłyby mieć jakąś wartość. Ale nie ma co ukrywać: materiał jest ogólnie dosyć średni i nudzi się po dłuższym słuchaniu.

Ocena: 4-

Xvar