Red Hot Chili Peppers- By The Way
Hmmm... to jak
ja to miałem zacząć.... aa no tak. RHCP- zespół tak doskonały, że zwykłemu recenzentowi
nie wypada nic on nim napisać, nawet wstępniaka:) A tak na serio to można by
napisać, że zespół po powrocie Frusciante i wydaniu Californication znowu jest
w szczytowej formie, a BTW tylko to potwierdza.
Płytę rozpoczyna szybkie i energiczne, znane chyba wszystkim By The Way (wychodzi
mi już uszami przez to durne MTV:) ze świetnymi partiami basu. Następny jest
najgorszy, moim zdaniem, utwór na płycie, czyli Universally Speaking, jest jakiś
taki mało melodyczny i monotonny, szybko się nudzi. This Is The Place z numerkiem
3 też jest dość słaby... Ale już czwartego utworu jest po prostu rewelacyjnie!
Dosed z piękną gitarą w tle i świetnym (tradycyjnie) wokalem oraz dość dziwnym
(pozytywnie) refrenem jest piosenką, od której rozpoczynam słuchanie tej płyty
(2 razy dziennie). Prosty do bólu Don't Forget Me sprawia, właśnie dzięki tej
prostocie (głównie pod względem partii gitarowej), że słuchając go po prostu
odlatuję. The Zephyr Song jest drugim singlem więc nie będę się rozpisywał na
jego temat. Po prostu trzyma poziom. Can't Stop był do niedawna moim number
one. Kiedy słucha się go pierwszy raz nie czuje się tej mocy, która jest w nim
ukryta. Boska gitara! I Could Die For You to tak właściwie pierwsza typowa ballada
na BTW. Jak większość utworów dzieli się na kilka części, czyli najpierw jest
przeciętnie, ale potem się rozkręca, rozkręca i rozkręca i...koniec :) następny
utwór. Midnight. Po prostu Midnight. Partie smyczków, odgłosy wiatru w tle-
klimacik + wspaniały refren (i też się rozkręca:). Dziesiątka to Throw Away
Your Television, jest bardziej rytmiczny i szybszy niż poprzedie utwory. Carbon
to popis gry Frusciante. Charakterystyczna gitara trochę (trochę????) w hiszpańskim
stylu (jak cały utwór). Taki odmieniec w porównaniu do reszty :) Tear to następna
ballada. W tym momencie płyta mogłaby nas uśpić :) Utwór jest jednak genialny,
a najlepsza jest tu solówka... On Mercury też nawiązuje nieco do hiszpańskiegostylu,
ale nie w takim stopniu jak Carbon. Energiczny, ożywiający, piękny. Minor Thing
byłby dobry na zakończenie płyty (sam nie wiem czemu). Warm Tape to najspokojniejszy
utwór na płycie. Fantastyczny refren. I VENICE QUEEN. Prawdziwa perła. Utwór
podzielony jest na dwie części. Pierwsza spokojna, taki wstęp i wydaje się,
że to już koniec, ale zaraz słyszymy energiczną grę Frusciante i zaczyna się.
Zachwyca przede wszystkim wokal. Obecnie mój faworyt.
Dobra teraz krótkie podsumowanie. Płyta może nie przypaść do gustu PRAWDZIWYM fanom Peppersów ponieważ nie jest tak szybka i energiczna jak BloodShugarSexMagik czy Californication, w każdym razie takie opinie słyszałem. I przyznam szczerze, że po pierwszym przesłuchaniu byłem po prostu rozczarowany. Kicha. Po jakimś miesiącu sięgnąłem po nią z powrotem (bo Crabon strasznie łaziło mi po głowie, mówię wam można się uzależnić od tego utworu:) i odleciałem. Po prostu w każdy utwór z osobna trzeba się naprawdę wsłuchać. W najspokojniejszych kompozycjach drzemie największa dawka energii. Po wysłuchaniu tej płyty powraca chęć do życia, ale życia tylko z Red Hotami w słuchawkach (albo czym tam chcecie, ja bym z głośnikami nie wychodził z domu...)! Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto ceni muzę za jej piękno, a nie za to że słuchają jej wszyscy, i wszystkim, którzy nie są przymulonymi, półinteligentnymi fanami hip shitu i nu- metalu i wogóle to kupiłbym ją nawet gdyby była sprzedawana w szesnastu oddzielnych częściach (nooo może drugą i trzecią bym sobie odpuścił) POLECAM
OCENA: 25/10 czyli jakieś 10/10 w normalnej skali.
PS. Słuchałem Slayera (God Hates Us All) i tej recki bohatera (ale sie rymło buahahaha:)
PS2. Jak chcecie se zobaczyć okładkę to se do sklepa pójdźta i se ta płyta kupta przy okozji nie? YO! Hiiip Shiiit! YO! :)))))))))) (mi się nie chcciało wklejać, wysyłać i wogóle, ale dla ciekawskich to przedstawia on taką namalowaną, kolorową, gołą babkę, podoba mi się)