*** Oasis - "Standing On The Shoulder Of Giants" ***
Tak, ten tytuł to nie żart. Nie samym metalem człowiek żyje. Będąc ostatnio w katowickim Empiku, stanąłem przed ladą z napisem "okazja". Tak, na marginesie ludzie zaglądajcie do takich działów, czasami można znaleźć coś dobrego np. "Diabolus In Musica" - Slayer'a, "Live In Concert" G3, lub "Best Off" Judas Priest za 15 zetów. Po ok. 10 minutach szukania jakiejś płytki spostrzegłem owy krążek. W mgnieniu oka przypomniał mi się koncert tego czołowego przedstawiciela britpopu, który kiedyś widziałem na MTV. Stwierdziłem "raz się żyje" i kupiłem płytę.
Po drodze do domu z ekipą zahaczyliśmy o dom jednego z jej członków (swoją drogą 12,60 zł za 3 Żywce to przegięcie), którego chciałbym teraz pozdrowić - no Dragonshit i Marcin to pozdro. Po powrocie do domu patrzę na zegarek i stwierdzam, że jeszcze 3 h do powrotu mamy (pozdrawiam), no to Oasis i Christ Agony (drugi nowy nabytek:-)) sobie na full'a posłucham. Zacząłem od Christ Agony, ale szybko został zmieniony na rzecz Anglików.
O Oasis mówi się, że przełożyli muzykę Beatlesów na język współczesny, co owa płyta skutecznie potwierdza. Na pierwszy ogień idzie długie, trochę nudnawe intro będące mixem jakiś rozmów i muzyki. Coś na kształt nagrywanej jam session. Następnie słyszymy znane z singla "Go Let It Out" będącą typową britpopową balladą, tzn. dużo akustyka, średnie tempa perkusji, cichy bas i wysunięte do przodu wokale, a jeszcze raz na jakiś czas jakaś solóweczka na elektryku. Większość utworów to bogato zaaranżowane ballady z bardzo dobrymi wokalami Liam'a. O owej spokojne konwencji płyty odbiegają 2 utwory, tzn. track numer 4 i 8, w których gitara elektryczna wiedzie prym. Właśnie utwór ósmy, tj. "Sunday Morning Call" z dobrze dobranymi efektami gitarowymi jest moim drugim ulubionym kawałkiem z płytki.
Tej płyty nie odbieram jako pojedynczych utworów, ale jako ogół, a całość uważam, za rewelacyjny zbiór lekkiej, choć ambitnej muzyki, którą rewelacyjnie słucha się z dwoma, trzema kumplami przy piwku. Każdy czasem musi odpocząć od np. Slayer, Mayhem czy Death, a wtedy właśnie taka płytka jest niezrównana.
Moja ocena: +7/10
PS. Od kiedy robię sobie raz na dwa miechy 2/3 dniowe przerwy od ciężkiej sieczki, to ekstremalna muza brzmi potężniej.
PPS. Jeśli ktoś ma zdjęcia z Mystic Festiwal 2002 z Katowic i mógłby je zeskanować i przesłać na podany adres to byłbym wdzięczny. Dzięki.