Zespoły: Thorns i Emperor
Kupując tę płytę kierowany byłem ciekawością: jak może brzmieć black połączony z industrialem? Nie ukrywam, że ciekawość przeradzała się w niepewność: a jeżeli wyrzucam w błoto pieniądze, na które ciężko sobie zapracowałem kosząc trawniki? Okazało się jednak, że dobrze wybrałem. Jedyne, co mi się nie podoba to wkładka. Nie zrozumcie mnie źle, obrazki ciekawe i "industrialne", teksty są, napisane jest nawet jakiego syntezatora Emperor używa w jednym z utworów, ale... wiecie, trywialna sprawa- jest za krótka (jakieś 3 kartki, zresztą to jest rozkładówka) i łatwo przemaka. Prawie mi się rozdarła gdy ją do domu doniosłem (a deszcz był leciutki). Jednak wiem, że płyty nie można oceniać po nadruku, ani tym bardziej po okładce.
Gdy tylko włączyłem odtwarzacz na kompie (na wieży akustykę mam zawsze spieprzoną), w moim pokoju rozbrzmiały dźwięki EXÖRDIUM. Dosyć dziwaczny początek, pełen odgłosów a'la "Dungeons Of Darkness" Burzum. a Emperora trudno w nim rozpoznać. Był jakiś taki dziwny. Ni to marsz, ni to techno jakieś. W końcu jednak rozbrzmiała perkusja Tryma i syntezator Ihsahna, które tak grały aż do końca, kiedy wokalista zaczął coś krzyczeć i utwór przeszedł w następny.
AERIE DESCENT w wykonaniu Thorns brzmiał świetnie. Czuć było zgniliznę, choroby i głód (tak mi się skojarzyło). Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem pana Palownika, jakoby Satyr wraz z rozpoczęciem grania industrialu zaczął kiepsko śpiewać- według mnie śpiewa on jedynie inaczej, w sam raz do muzyki jaką gra. Nie ukrywam, że na tej płytce muzyka, choć bywają wyjątki, nie pędzi z prędkością światła i po prostu wściekłe wrzaski nie pasowałyby do ogólnego tempa.
I AM, kolejny utwór w wykonaniu Emperora jest podobny do "intra", jako że pełno w nim sampli i innych fajnych efektów, jednak w pewnym momencie przyśpiesza, rozlegają się klawisze i wrzask Ihsahna "I am!" w różnych odmianach. Z tego, co mi wiadomo, to podobno ten kawałek jest podsumowaniem dotychczasowej muzyki Emperora, bo składa się z zsamplowanych fragmentów różnych piosenek. Wychodzi z tego jednak mało smaczna potrawa, którą można potraktować jako ciekawostkę, lecz od strony muzycznej lepiej nie spodziewać się niczego dobrego.
Kolejnym kawałkiem jest... AERIE DESCENT. Z taką różnicą, że popełniony przez Emperorów. Zdecydowanie różni się klimatem i przede wszystkim prędkością, znaczy się jest "nieco szybszy". Muszę powiedzieć, że z początku nie rozpoznałem głosu Ihsahna, lecz gdy zaczęła się "część mówiona", to sobie skojarzyłem. Obie wersje tej pieśni prezentują wysoki poziom, lecz mnie się bardziej podoba Emperor, choć swoją interpretację kończy jakimś organowym graniem, które polubiłem dopiero po kilku przesłuchaniach. Sam nie wiem dlaczego, ale te organy przypomniały mi klimatem "Miasto zaginionych dzieci". Bez komentarza...
A teraz czas na... THUS MARCH THE NIGHTSPIRIT! Jest to przerobiony "Thus Spake The Nightspirit" z "Anthems" wiadomej kapeli, która znowu odwala kawał dobrej roboty. Powiem szczerze, że ten utwór najbardziej mi się podoba, lecz jest on CAŁKOWICIE oderwany od klimatu albumu. Po prostu muzyka klasyczna (!) w brzmieniu przypominająca marsz (!!) odgrywana prawie w całości na syntezatorach (!!!) nie pasuje do industrialnego blacku!
Następny w kolejce MELAS KHOLE to ponownie wykonywany przez Thorns industrial z całkiem mądrym (choć krótkim) tekstem. Warto zwrócić uwagę na rozpoczynający się w 2 minucie i 43 sekundzie wokal Satyra przepuszczony przez jakąś fajną maszynkę. W ogóle śpiew jest w tym utworze dobry tzn. niezłe są przemówienia Satyra zmiksowane ze wściekłym charkotem, no i mroczne klawisze powodujące poczucie klaustrofobii. Szkoda tylko, że intro trwa z półłtorej minuty.
THE DISCIPLINE OF EARTH to najlepszy po Emperorowym AED z regularnych industrialnych kawałków. W uszach wciąż mi rozbrzmiewa tekst "deep down in the black slime of this earth...", następujący po nim wręcz chory riff... klawiszowy i późniejsze równie paranoiczne wejścia gitar.
No i kończące płytę COSMIC KEYS znowu w wykonaniu Thorns będące przeróbką "Cosmic Keys To My Creations & Times" z "In The Nightside Eclipse" Imperatorów. Nie lubię tej wersji utworu, gdyż występuje w nim jedynie riff z końca oryginału, Satyr próbuje naśladować dosyć charakterystyczny głos Ihsahna, co mu słabo wychodzi, zaś teks jest zupełnie inny i... do dupy. Muszę też nadmienić, że bardzo lubię oryginał...
Prawdą jest, że nawet ja, człowiek który bardzo dużo widział podczas wycieczek szkolnych, nie mogę niczego jeść podczas słuchania tej płyty, co chętnie zaliczę jako plus, gdyż artystom udało się osiągnąć zamierzony efekt (chyba), choć czasami znajdzie się niestety mniej interesujący moment, jak początek Melas Khole. Wiemy też, że większość tekstów napisał i większość utworów skomponował S.W. Krupp (poza tymi klasycznie Emperorowymi i o dziwo Exördium), który zapewne jest panem Snorrem Blackthornem (którego taaaaaaaaaaaaaaaaaak straszliwie nienawidzę, łoj jak go nienawidzę, najchętniej to bym go rozstrzelał bo łón jest taaaki zły... Przepraszam, ale jak widzę tego typu teksty Księcia to mi macki opadają). Ale tak reasumując, to gorąco polecam tę płytę każdemu, kto lubi sobie zrobić skok w bok od klasycznych blackowych nagrań, toleruje porywanie się na coś co przerasta czyjeś możliwości (Cosmic Keys do cholery!) i nie zwraca uwagi na jakieś technopodobne wygłupy panów Imperatorów.