Nightwish - "Oceanborn"
Nightwish to jedno z moich największych odkryć w metalowym światku, to zespół genialnych muzyków i kompozytorów. "Oceanborn" wciągnęła mnie w wir niesamowitych doznań muzycznych. Zawładnęła mną od pierwszych taktów, a kiedy po raz pierwszy rozległ się cudowny śpiew Tarji oniemiałem z zachwytu. Czegoś takiego było mi trzeba - ucieczki w inny, lepszy świat...
Ta płyta jak się później przekonałem stanowi kamień milowy w twórczości fińskiego kwintetu. Po debiutanckim "Angel Fall First", zespół nagrał album przez wielu uznawany za najlepszy w skromnym jak narazie dorobku Finów. Bo któż mógłby się oprzeć energicznemu, a zarazem przejmującemu "Gethsemane", złowieszczemu "Devil & The Deep Dark Ocean" lub wzruszającemu "Swanheart". Ciężko jest tu wskazywać jednoznacznie na faworyta, ponieważ płyta jest niezwykle spójna, a nastrój panujący w utworach, choć często ulega zmianom, jest najprościej mówiąc nie z tej ziemii. Odrobina wampirycznego klimatu, wszechobecny skandynawski folk oraz bajeczne melodie to najmocniesze ze stron tego albumu. Bez wahania mogę stwiedzić także, że jest to najmroczniejsza produkcja w dziejach Nightwish. Brudne gitary kontrastują z przejrzystymi klawiszami - w tym wydaniu połączenie to jest dla mnie niedoścignionym wzorem. Technika tych młodych muzyków zasługuje na owacje na stojąco, wszystko jest tutaj wręcz perfekcyjnie odegrane, nie ma mowy o błędach, czy niedociągnięciach. Każda kompozycja przynosi ze sobą coś odmiennego: czasem pojawiają się męskie wokale, innym razem jest to utwór instrumentalny ("Moondance"). Różnie bywa także i ze strukturą utworów. Przykładowo najmocniejszym utworem jest "The Pharaoh Sails To Orion" - na usta cisną mi się dwa słowa: szał i opętanie! A już po chwili mamy doczynienia ze spokojnym, bajkowym "Walking In The Air". Rozrzut kompozycyjny jak widzice jest spory, lecz w żadnym wypadku nie jest niestosowny.
Życzę wszystkim zespołom takich płyt, płyt które targają naszymi uczuciami bez względu na to czy im na to pozwolimy, czy też nie. Obok tego dzieła nie można przejść obojętnie, nie da się go tak po prostu słuchać - ten album należy przeżywać...
Ocena: 9+/10