Metallica - Don't Call Us, We Call You
 


    Nie Don't Call Us... nie jest nowym albumem Metallicznych (z resztą skąd miałbym go mieć skoro go jeszcze nie ma). Don't Call Us... to dość specyficzny bootleg. Został on zarejestrowany 18.12.1997 podczas... audycji radiowej i jest nagraniem akustycznym (dla niekumatych - chłopaki zostawili gitary elektryczne w domu). Na całość składa się 8 utworów, ale po kolei...

   Nagranie otwiera Low Man's Lyrics, spokojna balladka utwór dość fajny, ale wersja akustyczna dość blado wypada na tle pozostałych kompozycji - dobre jak ktoś chce się lekko pokołysać ;) Zaraz potem jesteśmy atakowani żwawym Helpless, tu sytuacja jest już o wiele lepsza, a najfajniejsza część utworu (IMHO) to końcówka gdzie chłopaki zaczynają bekać i wydawać z siebie różne dziwne odgłosy - tylko dla hardcore'owych fanó Metalliki (jak cały bootleg ;P ). Następny utwór to kompozycja z debiutanckiej płyty o charakterze nieco biblijnym, czyli The Four Horsemen. Wersja akustyczna wypada w tym wypadku doskonale (jeśli nie idealnie), nie spodziewałem się, że można tą piosenkę tak zagrać - jedno z lepszych wykonań na bootlegu, tylko szkoda, że pamiętali zaśpiewać jedynie dwie pierwsze zwrotki. Z siodła przenosimy się na pustynię (across the wasteland, Metallica and friend twist on this) by pośpiewać Poor Twisted Me. Poor był chyba pierwotnie stworzony jako utwór akustyczny, ponieważ ta wersja jest jakby dla niego stworzona. Nic się jednak nie liczy w porównaniu z następnym pieśniem (nie poprawać) - Nothing Else Matter. Tu raczej obędzie się bez komentarza, chociaż warto dodać, iż to wykonanie jest o wiele bardziej jajcarskie odoryginału - gwarantuję niezły śmiech (Pyt: How's my hair? Odp: Which one?). Po siedmiu minutach odpoczynku czas na śmierć - Creeping Death. Jeden z moich ulubionych utworów na tym bootlegu. Tego trzeba posłuchać, a zwłaszcza sławnego "dajowania". W tym wykonaniu powala na ziemię (jeśli nie z wrażenia to ze śmiechu :) ). Gdy pierworodny syn faraona kaputnie to z pewnością zrobi to we wtorek, bo następna pisenka to cover Lynyrd Skynyrd (nie mówcie, że przekręciłem nazwę tego zespołu bo ona ciągle jest przekręcana) Tuesday's Gone. Tu największa niespodziewajka - to jest dokładnie to samo nagranie co na Garage Inc. (a ponoć utwory z CD1 Garażu nie były wcześniej prezentowane ;P ). Chyba każdy już słyszał tą piosenkę, więc nie ma sensu pisać. Ostatnim utworem jest również cover - Last Caress. Wykonanie całkiem przyjemne, ale już nie ma tego punkowego pałera (co nie znaczy, że pałera nie ma w ogóle) co rekompensuje nam zabawna zapowiedź piosenki.

   Tyle jeśli chodzi o plylistę, teraz troszkę technikaliów i te pe. Jakość wersji, którą posiadam jest dobra, a nawet bardzo dobra (jak na bootleg af koz). Niektórym może przeszkadzać słyszalny "syk", podobny to "syku" jaki wydaje z siebie kaseta przesłuchana wiele razy, ale jak już mówiłem jakość jest i tak zadziwiająco dobra. Może gdzieś krąży jakaś lepsza wersja (w końcu Tuesday's Gone na Garażu ma pożądna jakość), której tak drastycznie nie pocięto. Chodzi mi tu o przerwy między utworami, w których pewnie muzycy sobie ciekawie (i śmiesznie) gaworzyli, a które zostały wycięte. Szkoda, bo mogło być ciekawie (ale i tak jest nieźle). Jedyne co mi jeszcze zostało to dodać, że Metallica nie gra sama na tym bootlegu. Poza nimi jest tam jeszcze spora gromadka gości takich jak John Popper czy Jerry Cantrel (pewnie poprzekręcałem nazwiska). Więcej grzechów nie pamiętam...

OCENA: 8/10 [za niezłe jaja i całokształt / nota jak za bootleg af koz]


Mactare

playlista:
1. low man's lyrics
2. helpless
3. the four horsemen
4. poor twisted me
5. nothing else matters
6. creeping death
7. tuesday's gone
8. last caress

© 2003 Mactare