MayheM - Deathcrush


Deatchrush oryginalnie został nagrany w 1987 roku w Norwegii w nakładzie 1000 kopii.

Płytę zaczyna solo w wykonaniu Hellhammera, które jest nawet fajne i kompletnie nie zapowiada nam czego można się spodziewać po nastepnych utworach. Jest inne i nie za bardzo pasuje do tej płyty. Nastepnie zaczyna się Deathcrush... No ja pierdzielę, ta piosenka to totalny wymiot !!! Można jej słuchać na okrągło, a i tak się nie znudzi. Następnie lecą Chainsaw Gutsfuck (fajny tytuł...), Necrolust, cover Venomu - Witching Hour no i Pure Fucking Armageddon z interkiem o nazwie Weird Manheim. Ogólnie rzecz biorąc to cała płytka ma bardzo fajny klimat. Nie taki magiczny jak na "De Mysteriis...", lecz swój własny, blackowy, ale inny... Cholera, trudno mi to określić, musicie sobie sami przesłuchać.

Najlepszym urtworem według mnie jest wspomniany Deathcrush, później Pure Fucking Armageddon (chociaż dużo lepsza jest koncertówka z Deadem na wokalu) i Necrolust. A te hellhamerowe interko bardziej nadawało by się na jakąś defiladę niż na materiał na płytkę Mayhemu. No ale jak juz mówiłem jest fajne i warto je przesłuchać. Texty zawarte na Deathcrush są "troszkę" brutalne i u niektórych mogą wywołać odruchy wymiotne. Niestety nie ma ich we wkładce i jeżeli chcesz je sobie przeczytać to pozostaje ci tylko internet.

Przydało by się coś jeszcze napisać o składzie na tej płytce. Perkę tłucze Hellhammer, Necrobutcher popierdziela na basie, Euro na klawiszach :)) a drą się Maniac z Massiahem. Bardzo fajna jest okładka, na której widzimy powieszone dłonie na czerwonym tle :). Płytka trwa całe 17 minut więc nie nastawiajcie się na jakąś wielka ucztę w stylu "De Mysteriis Dom Sathanas" (tej nie dorówna żadna płyta...), ale myslę, że i tak warto sobie Deathcrusha sprawić.

Polecam.


otho   ( otho@wp.pl )

Ps. Jeżeli jesteś fanem zespołów w stylu Towera, Childrenów czy Anathemy to nie kupuj tej płyty, nie spodoba ci się. Tylko zmarnujesz kasę...