*** Deicide - "Legion" ***
Deicide to bez wątpienia jeden z tych zespołów, których nazwa jest powszechnie znana. Skład grupy to Glen Benton (bas. i voc.), Steve Asheim (dr.) oraz bracia Eric i Brian Hoffman'owie na gitarach.
Na wstępie trzeba zaznaczyć, iż krążek jest do bólu klasycznym produkcją death metalową. Nawet czas trwania "Legion" jest "klasyczny" do bólu, tzn. materiał trwa ok. 30 min.
Album zaczyna się beczeniem baranów, może owieczek. Nagle wchodzi zespół i rozpętuje prawdziwe piekło. Sekcja rytmiczna tworzy bardzo dobre wrażenie. Technika i wyczucie Asheim'a budzą podziw i szacunek. Bębny to po prostu jedna wielka kanonada. Gitary pracują rzetelnie, choć są bardzo słabo nagłośnione, za co obwiniam producenta. Lubię potężną perkusję, która wtóruje ciężkim gitarom o piekielnie głębokim sound'zie, ale aby nagrać takie gitary trzeba jednak nagrywać w dobrym (czyt. drogim) studio i pogrzebać trochę dłużej przy produkcji albumu.
Kawałki są mało urozmaicone, choć od czasu do czasu można usłyszeć jakąś ciekawszą zagrywkę braciszków.
Co się tyczy liryk to Glen tradycyjnie obrzuca wyznawców Baranka gównem i deklaruje swoje uwielbienie dla Rogatego.
"Prepare the tool to observe my fate
Upon this mortal shell in
Satan's name I desecrate
Evil controlling the way I die
The mark is what distorts my soul
Beyond my sanity
In the name of Satan
I condemn this image of god
I am a key!..."
No i to de facto wszystko. Płyta mimo swych wad tj. monotonności oraz brzmienia (choć jeśli dostajesz wzwodu na widok garów to brzmienie materiału jest dla ciebie plusem) da się polubić. Po jej przesłuchaniu sadzę, że Decide na żywca musi zabijać. Granie na żywo jest najlepsze do takiej muzyki. Mało skomplikowanych momentów, tylko nieustające blasty, przy których rewelacyjnie jest w młynie.
Moja Ocena: +7/10
Ps. Hail to: NicCi Do Tego, Mr. Andrew, Dragonshit, Pierduś, Majonez, Mati, Żul, Qzzy Pozzy, Rysio, Busz, Szeb z Gisza, Misiek, Pawlak, Kwiatek, Bartolome, Roman, Szczel, Paweł, ... no i wszystkich, o których zapomniałem.