*** Cynic - "Focus" ***


Pierwsze przesłuchanie, "Focus" dla typowego fana death metalu jest czymś niezwykłym. Część słuchaczy uważa krążek za przepełniony popisami solowymi rozcieńczony death dla 12 letnich panienek, a druga frakcja jest zachwycona i łapie każdy dźwięk z rozdziawioną mordą. Osobiście zaliczam się do tej drugiej grupy.

Techniki gry muzyków nie zostawia nic do życzenia, ale trudno się dziwić jak na krążku produkują się m.in. Paul Masvidal oraz Sean Reinert, którzy pokazali wcześniej swoje możliwości na "Human" Death.

Muzycy w czasie nagrywania płyty mieli wielkiego pecha, gdyż, kiedy mieli już ukończony prawie cały materiał na krążek huragan zniszczył domowe studio gitarzysty gdzie były przechowywane taśmy. Chcąc nie chcąc grupa zabrała się za odtwarzanie utraconego materiału, którego wyniku właśnie słucham.

Jeśli tamte utracone taśmy były, choć w połowie tak dobre jak dźwięki, które teraz wydobywają się z mojej wieży to krążek mógł pretendować do płyty ro(c)ku. Jednak dzięki pracy muzyków, eee nie bójmy się użyć tego słowa artystów, Cynic ma na swoim kącie krążek, który może pretendować do tytuły: "death metalowej płyty dekady".

Utworów na CD'ku jest 8 osiem, ale jak mówi pewna bardzo mądra myśl: "nie liczy się ilość tylko jakość".

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy jest wokal. Otóż mamy jego dwie odmiany. Pierwsza to całkiem dobry growl, a druga to czysty wokal przepuszczony przez jakiś efekt, dobrze współgrający z muzyką.

Co się tyczy muzyki to grupa nie pokazuje swojego kunsztu poprzez połączenie z sobą na silę jakiś skomplikowanych zagrywek, tylko stworzenie niezwykle przemyślanych, wręcz logicznie z siebie wynikające zawiłych form okraszonych powalającą dawką melodii z pulsującym niezwykle "połamanym" rytmem w tle. Brawo panowie, brawo!!! Owa szokująca jak na death metal dawka melodii pozwala również na chwilowe "dojście do głosu" agresywniejszej strony zespołu, kiedy to dostajemy mocno po facjacie. Owe dwa oblicza Cynic kontrastują ze sobą, choć udaje im się "ze sobą" współistnieć.

I tak sytuacja przedstawia się do samego końca. Ten kompakt należy odbierać jako całość. Jeśli zacznie się go słuchać od połowy to straci się naprawdę dużo, gdyż emocje, jakie wywołuje nasilają się wraz z jego słuchaniem. Bardzo często przed snem kiedy leżę już w cieplutkim łóżeczku zamykam oczy i słuchając tych dźwięków mam wrażenie, że... latam.

Niestety, aby zakupić tą płytę trzeba się nieźle namęczyć. Osobiście widziałem jej oryginalny egzemplarz tylko raz w Atenach w jednym z największych centrum muzycznych w Europie, ale jeśli gdzieś ją zauważycie wyłóżcie tych parę złotych, bo naprawdę warto. Czy często można usłyszeć najwyższych lotów kolaż death metalu z (nie bójmy się tego nazwać) jazz'em??? Proszę o szczerą odpowiedź. Słucham.


© FATMAN <fatman13@tenbit.pl>
(Death - "Living Monstrosity")