*** Carcass - "Necroticism - Descanting the insalubrious" ***


Do napisania tego artykułu (recenzji) skłoniło mnie nic innego jak uwielbienie zespołu (RIP) o nazwie Carcass. Dla nieobeznanych z Ich twórczością (są tacy?) napiszę, że muzykę tegoż zespołu najłatwiej chyba zaklasyfikować do kategorii death/grind. Płyta, o której zamiar mam napisać, czyli "Necroticism - Descanting the insalubrious" powstała w 1991 roku, jest trzecim albumem w dorobku Carcass'a, w moim mniemaniu chyba najlepszym (do dziś nie mogę powiedzieć, czy "Symphonies.." nie jest lepszy). Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, a właściwie w uszy jest melodia. Tak, poczynając od "Symphonies..", grupa ewoluowała od, można powiedzieć, "surowych brzmień nienaoliwionych gitar o zardzewiałych strunach ;-)" do dojrzałych utworów z dużą dawką melodii. Prawie każdy z utworów rozpoczyna się jakąś gadką, co do których pochodzenia nie mam pewności, ale wygląda mi to na jakieś sprawozdanie z autopsji, lub coś w tym stylu. W porównaniu do poprzednich płyt, panowie grają wolniej, ale mimo wszystko utwory nie straciły tego "wykopu" i brutalności. A solówki? Coś wspaniałego. Szczególnie w "Corporeal Jigsore Quandary" (jeden z moich faworytów) oraz wspaniałe solo Steer'a w "Lavaging Expectorate of Lysergide Composition". Kolejną mocną stroną płyty są teksty. Kiedy zacząłem przygodę z Carcassem, po pierwszym spojrzeniu na teksty, odrzuciło mnie na kilometr. Lecz w miarę wgłebianie się w ich twórczość i ogólnie w muzykę typu grindcore, zacząłem odczuwać podziw i respekt dla Walkera. Zresztą co się będę wgłębiał - www.darklyrics.com i dobry słownik medyczny wystarczy ;-) Jedyne co mógłbym zarzucić to długość całej kompilacji. Jeszce dwa utwory w podobnym klimacie i płytę mógłbym uznać za cudo. A tak zmuszony jestem wystawić tylko 9/10.


© Angelripper