*** Behemoth - "Zos Kia Cultus" ***


Ave!

Bękarta, którego spróbuję wam przybliżyć w tym tekście na świat wydała najlepsza moim zdaniem polska grupa blackowa, mowa oczywiście o Behemoth. Materiał został zarejestrowany podczas dwumiesięcznej sesji w Hendrix'ie, a jego producentem jest sam lider hordy, tj. Nergal, którego przy mixach wspomagał Arkadiusz Malczewski. Tu trzeba zaznaczyć, że ten album jest chyba najlepiej wyprodukowanym polskim albumem black'owym. Kiedy się go słucha ma się wrażenie, że to produkcja rock'owa. Gitary wypasione, dobrze nagłośnione idealnie współgrające, bębny ani nie zagłuszają reszty, ani też nie schodzą na dalszy plan po prostu rewelacja, no a jeszcze dość głośny, przez co uatrakcyjniający brzmienie bas. Na tym albumie widać rewelacyjny kompromis między nagłośnieniem gitar, a perkusji. Wszystko brzmi niewiarygodnie czysto, selektywnie, a zarazem bogato, obficie. Ach, żeby więcej płyt było tak dopieszczonych przez producenta i w czasie mix'u. Może owe rewelacyjne brzmienie wzięło się stąd, że Horda w niektórych utworach użyła siedmiostrunowych gitar. A, byłbym zapomniał w Polsce nowym wydawcą Trójmieskiej grupy jest Mystic.

No to na tyle wiadomości ogólnych przejdźmy do CD'ka. Krążek jest opakowany w tekturowe opakowanie, które po otworzeniu ma kształt, a jakże odwróconego krzyża. Ramiona krucyfiksu ubarwiają rysunki przedstawiające archaniołów Michała i Gabryjel walczących, choć już raczej zabitych przez czarne, upadłe anioły. Na górze widzimy natomiast Maryję (chyba?) ubraną na czarno, trzymającą w swych ramionach jakiegoś kundla, wilka, dzika. Na samej okładce widać natomiast czterorocznego kozła, który przekuwa swą pierś sztyletem.

Teksty są autorstwa Nergala oraz Krzysztofa Azarewicza i oparte są na pracach\poglądach Crowley'a i Austina Osmara Spare'a.
Na pytanie o tytuł płyty Nergal odpowiada: "to manifest naszej siły, możliwości, potencjału. To pięść w stronę ignorancji, a zarazem ukłon w stronę tego co nieznane, a wszechobecne. Patrzymy tu i poza, jesteśmy wszędzie, rozwijamy się we wszystkich kierunkach...oto nasze cele. Jesteśmy jednością z wszechświatem!"

No, to teraz możemy przejść do pachnącej siarą zawartości muzycznej albumu. Pierwszy utwór to "Horns Ov Baphomet" zaczynający się intrem, słychać jakby ktoś szukał stacji radiowej, a ciągle trafia tylko na rozgłośnie jakiś radiowych ewangelistów (okropność, rYDZYK na stos). Nagle owe poszukiwania przerywa fragment przemówienia samego Crowley'a, w czasie, którego pojawia się już perkusja i wchodzą gitary. Sam utwór jest rewelacyjnym buldożerem, który na idealnie nadaje się do miarowego pogo (hehe). Następnie z głośników mej wieży wydobywa się nie święty "Modern Iconoclasts", kurna jeszcze lepszy kawałek. Nie dość, że ciężki jak cholera to jeszcze chwilami dość szybki. Po nim moją duszę pali "Here And Beyond", no Behemoth opuściły ciągoty do death metalu i znów zasiada na należnym mu tronie black. Utwór jest szybki, ha nawet bardzo, a te przejścia po prostu majstersztyk. Zresztą jak ma się takiego perkusistę jak Interno to, czemu nie? A w czasie zwolnień, które są tak monumentalne, że mi ściany w pokoju pękają pojawiają się klawisze, obsługiwane przez U.Reck'a z Lux Occulty. Chyba ostatnio jest na to jakaś moda. Najpierw Vader, teraz Behemoth. Na szczęście jednak klawisze są użyte z umiarem i nie robią z tego krążka jakiejś sraki, tylko poważne konkretny kawał black'owego, smrodliwego gówna (w pozytywnym tego zwrotu znaczeniu:-)). No i tak dobrnęliśmy do "As Above So Below", do którego teledysk znajduje się na płycie. W tym numerze szczególnie mocno słyszalny jest bas i to on gra tu pierwsze skrzypce, a gitary trochę chowają się za niego. W tle słychać jakieś głosy. No a jeszcze prawie na końcu ta króciutka przerwa, kiedy myślimy, że to koniec, a po chwili horda jeszcze chwilę gra, po czym dopiero kończy. Bardzo, naprawdę bardzo chwytliwy numer. "Blackest On The Black", mhm taki szybki standardzik blackowy. Od Behemoth należy wymagać więcej. Znacie nową płytę Lost Soul? No pewnie, że znacie. To pamiętacie, że co 3-4 utwory było tam jakieś mini intro. Powiedzmy sobie szczerze, że jeśli słucha się długo płyty ekstremalnej black/death metalowej to słuchacza często łapie znużenie. No i tu właśnie potrzebne są takie przerywniki, które dają nam trochę czasu na przygotowanie się do zmierzenia się z dalszą częścią krążka. Pomysł ten wykorzystał również Nergal umieszczając nagranie pt., "Hekau 718", które składa się z jakiś dziwnych wręcz industrialnymi dźwięków będących podkładem (kurna, ten frag. brzmi jak rec. jakiejś ******olonej płyty hip shitowej) do darcia mordy przez Nergala. Po owym intrze następuje kolejny etap gwałcenia narządów słuchu za pośrednictwem utworu "The Harlot Ov The Saints". Zaczyna się szybko, potem zwalnia, następnie znów Inferno dodaje gazu. Niemal jak Ironi ;-). No i tu kolejna perełka pt. "No Sympathy For Fools". Ten utwór jest szczególny. W czasie jego zapowiadania środkowy palec Nergal'a idzie ku górze, hehe. Sam utwór jest wielkim fuck off'em w stosunku do wszystkich, którzy zazdroszczą Havoc'owi, Inferno i Nergal'owi m.in. ich popularności, talentu i rzucają grupie kłody pod nogi, tworzą wokół ich wielkie gówno poprzez m.in. swoje kłamliwe plotki,... Pozycję dziewiątą na track liście zajmuje tytułowy "Zos Kia Cultus". W tym nagraniu bardzo wyraźnie widać, że aby tworzyć muzykę ekstremalną, która jest prawdziwą sztuką nie wystarczy znać jedynie 3 akordów i drzeć mordy. Gitary chodzą rewelacyjnie, szczególnie dobrze prezentują się brzmiące orientalnie, wręcz egzotycznie solówki. Utwór przechodzi bardzo płynnie w "Fornicatus Benefictus", które jest intern do wybitnego "Typhonian Soul Zodiack" zaczynającym się wstępem będącym idealną współpracą gitary elektrycznej i akustycznej. Elektryk nadaje ciężaru a prowadzi akustyk. Po prostu cudo. W środku słyszymy zwolnienie, orientalne solówki już na elektryku, które świetnie dopełniają czegoś na kształt dialogu wokali. Słychać charakterystyczny wokal Nergal'a, tzn. coś między skrzekiem, a growlem, a w tle kogoś, który krzyczy ten sam tekst co Nergal. No i na koniec został już tylko "Heru Ra Ha Let There Re Might", który jest typowym utworem Behemoth i doskonale kończy tę rewelacyjną płytę. Choć denerwuje mnie w nim takie jak to określił ktoś z hordy chamskie cięcie, tzn. w czasie szybkiego fragmentu po prostu go zakończono. Osobiście wolałbym jakby był bardzo powoli ściszany.

No to przyszedł czas na posumowanie. Nowa płyta Behemoth jest dziełem wybitnym. Nie będę teraz pisał, że jeśli jesteś prawdziwym blackmetalowcem to musisz to mieć w swej kolekcji. Ludzi, których ten tekst choć trochę zainteresował "Zos Kia Cultus" odsyłam na stronę www.behemoth.metalkings.com, z której możecie ściągnąć m.in. niezłe mroczne wideo do "As Above So Beloul" oraz usłyszeć sample z owej płyty. Sam krążek jak na jego zawartość i wykonanie pudełka nie jest przesadnie drogi, gdyż kosztuje 40zł.

Ci, którzy uważają, że Behemoth nie jest już black'owy, lub obrzucają go gównem niech się zamkną, bo jak nie to jak to ładnie ujął Satyr na "Nemezis Divina":

"We stall piss on your graves,
Kill your women,
Rape your daughters
And torture your souls until eternity end"


Co tyczy się oceny daję temu krążkowi 9+/10 tylko dla tego, że musi upłynąć w Wiśle, Warcie, Odrze jeszcze dużo wody by sprawdzić, czy ów krążek przetrwał próbę czasu, w co nie mam wątpliwości mu się powiedzie.

PS. Prawie zapomniałem, na nowej płycie bas obsługuje Novy, z Devilyn.
PPS. Księciu Palowniku chciałbym ci podziękować za zwiększenie mego zainteresowania black metalem.
PPPS. Fenrir tak jak radziłeś próbowałem na zatwardzenie Slipknot'a, ale nie pomogło.
PPPS. Błagam nie dawajcie wszystkim recenzowanym krążkom 10/10, bo ta ocena straci swą moc - 8, 9,7 też istnieją.


© FATMAN <fatman13@tenbit.pl>
("Zos Kia Cultus" oraz Burzum - "War")