April Ethereal - "Advent"
April Ethereal to polskie wcielenie boskiego Opeth. Nie ukrywają tego ani muzycy, ani każdy, kto miał styczność z dźwiękami płynącymi z krążka "Advent". Ale czy rzeczywiście wielbiciele twórczości Akerfeldta mogą doszukiwać się w muzyce naszych ziomków wpływów Skandynawów? Niezupełnie... ale może po kolei.
To, co rzuciło mi się na uszy po pierwszym przesłuchaniu to fatalna jakość nagrania. Po prostu całość, pod względem brzmieniowym, prezentuje się kiepsko. Owszem miało być brudno i surowo - tak właśnie jest, probleme może stanowić wychwycenie niektórych zbytnio wytłumionych dźwięków. Kwestie produkcyjne zostawmy w spokoju, w końcu to dopiero debiutancka płyta.
Skoro sami muzycy przyznają się do tego, że Opeth jest dla nich jedną z najważniejszych kapel, postaram się pod tym kątem rozpatrzyć wszystkie za i przeciw. To, co wyróżnia muzykę warszawiaków to przede wszystkim użycie klawiszy! Jak wiadomo Szwedzi korzystają z klasycznego metalowego instrumentarium i tylko spradycznie zdarza się im używać fortepianu. Tu natomiast klawisze są nieodłącznym elementem każdego utworu. Czy taki zabieg był konieczny? Myślę, że nie - Opeth jest tego doskonałym przykładem. Trochę denerwujące bywa burzenie budowanego nastroju, vide "Her Silent Cry At Dawn", gdzie po nastrojowym intro pojawia się brutalna sieczka, a panowie starają się dorównać największym tuzom w brutalnym death metalu. Kolejny zarzut tyczy się perkusji. W zasadzie to nie zarzut, a tylko kolejna kwestia winna rozpatrzenia. Perkusja to chyba najmocniejsza strona tego albumu i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że obsługuje ją... automat perkusyjny!, który czasem poprzez swoje bezlitosne partie bywa nieco męczący. No i pora wreszcie na najsłabszą część produkcji - wokale. Oj... daleko im do potężnego głosu Mikaela, choć może trafniejszym byłoby stwierdzenie: do jego wokalnych możliwości! Otóż głos Jana jest potężny, może trochę za bardzo typowy, gorzej natomiast jeżeli chodzi o czyste wokale. W kilku dosłownie momentach pojawiają się szepty, niewyraźne głosy... Odwagi! Skoro mieliście odwagę za wzór obrać sobie tak znakomitych muzyków jak Opeth, miejcie również odwagę eksperymentować, zwłaszcza w sferze wokalnej. Brawa natomist należą się za wszelkie akustyczne momenty - wtedy duch Opeth wyczuwalny jest najmocniej. Utwory są dosyć zróżnicowane, brakuje im tylko tej wiążącej siły, która jest obecna w twórczości Opeth.
Pomimo wielu wad widać, że zespół ten dysponuje olbrzymimi możliwościami. "Advent" był płytą wydaną chyba zbyt pochopnie, z wieloma niedopracowanymi szczegółami, ale jak wiadomo człowiek uczy się na błędach i przez cały czas dąży do doskonałości - jednym się to już udało, inni muszą jeszcze trochę popracować...