*** Pozerstwo moimi oczyma ***


Niestety to stwierdzenie jest smutnym faktem z którym nie mogę się pogodzić i jestem tym coraz bardziej poirytowany. Bo gdzie by nie spojrzeć same "klimaty" długie włosy, glany, napisy na torbach w stylu I love Metallica lub inny Manson. Na pierwszy rzut oba po prostu super, jest z kim pogadać, wymienić płyty! Ale niestety po dłuższym obcowaniu z tymi osobami wychodzi na wierzch ich prawdziwe oblicze i przyzwyczajenia. Ci ludzie nie potrafią dochować wierności (wiem jak to brzmi) tej muzyce. Metal nie jest jakimś disko-ślisko tylko piękną sztuką którą albo się rozumie i kocha poświęcając jej miejsce w swoim sercu i umyśle albo ma się ja w dupie i słucha się jakiegoś techno, HH albo innego gówna. Innej drogi nie ma (moim zdaniem) i być nie powinno, ponieważ nie da się słuchać Nirvany i Peji jednocześni. Ale są ludzie (w moim towarzystwie jest to ok.. 70% ogółu!), którym nie przeszkadza to, ba nawet jest powodem do dumy że tak się postępuje. Z jednej strony "yo madafaka jak się macie kumple, zajarcamy coś może" a z drugiej "chce być taki jak Kurt dlatego przenoszę się pod most". To jest albo rozdwojenie jaźni albo wtórny wrodzony debilizm. Ktoś w tym momencie powie że zabłądzili, że należy dać im drugą szanse. Niestety do takich ludzi nie docierają argumenty zawarte powyżej, przeciwnie mówią że jestem staromodnym debilem i trzeba zdobywać przyjaciół. Tak ponieważ nikt nie chce być sam, ale nie za wszelką cenę. Jestem osobą która tej jednej jedynej ceny nigdy nie zapłaci. Nigdy nie sprzedam swojej ideologii za kumpli (tym bardziej że większość takich kumpli jest gówno warta). Niestety coraz mniej ludzi to rozumie i coraz więcej będzie ludzi którzy słuchają Ironów a w piątek wieczór przebierają się w fluorescencyjne ciuszki i zapieprzają na techno party. Szkoda że świat jest taki... płytki, słowo poświęcenie znaczy niestety coraz coraz mniej. Kończę ten tekst i pozostawiam was z przemyśleniami na ten temat. Pozdrowienia dla wszystkich myślących podobnie .


© Geralt_z_Rivii