*** Hip hop vs Metal - nie ma o co się bić... ***
"Jak to" - zakrzykną pewnie zacietrzewieni zwolennicy obu styli, wkurzeni takim tytułem - "Wróg to wróg, a wroga trzeba bić!" W tym jest nawet trochę prawdy. Jak ma się wroga, to trzeba z nim walczyć. Tylko czy hip hop w ogóle zasługuje na miano wroga muzyki metalowej?
Moim zdaniem nie. Dlaczego ? Pierwszy powód jest prosty - metal to muzyka. Hip hop to rymowanie pod pykające, sztuczne bity, czasem z wieśniacką melodyjką w refrenie. Dlatego też twórcy hip hop raczej nie określają się mianem muzyków ( wielka mi sztuka obsługiwać program do robienia muzyki na pc ). Już prędzej na to miano zasługują DJ'e, bo machanie winylem ( co dla mnie jest zresztą profanacją ) przez kilka godzin wymaga nieco umiejętności.
Gdzie w hip hopie wirtuozeria, gdzie sztuka ? Znam tylko jeden skład hip hopowy, który nie obawiał się "żywego" grania - Thinkadelick. I po co porównywać toto z metalem, gdzie umiejętność grania to podstawowa sprawa.
"Zaraz" - powiedzą miłośnicy rapu - "Masz nu metal, zobacz, można rapować i grać". Ok, ale te wszystkie klony Rage Against the Machine to zwykły trend i pozerstwo takie, że samo słuchanie tego to obciach. Co ciekawe, obciach zarówno wśród metali jak i wg. części hip hopów, więc popersy słuchające nu metalu nie zasługują na szerszy komentarz.
Nigdy nie zakładałem, że rap polubię. Tak też się nie stało. Kiedyś, kiedy czasem można było usłyszeć takie nazwy jak Run DMC, MC Hammer czy Cypress Hill, był to jakiś tam folklor z za oceanu i coś, czego raczej nikt nie spodziewał się w Europie. A pod koniec lat dziewiędziesiątych rap stał się nagle elementem naszej pop(kultury).
Nieporozumienia pomiędzy miłośnikami muzyki metalowej a hip hopu wytłumaczyć można dosyć łatwo. Otóż hip hop stał się komercyjny a na dodatek wyciągnął łapę po metal ( jako nu metal ). To musiało zaowocować agresją. Zwłaszcza, że metalu oprócz ludzi inteligentnych słucha też sporo dzieciaków, które muszą czasem sie na czymś wyżyć. Ataki na komerchę to w końcu w metalu normalka, z tym że dyskomani jakoś nie podniecali się tym ani nie grozili nam wojną ( niechby spróbowali... ). Hip hopowcy natomiast nieprzychylne im stwierdzenia odebrali jako wypowiedzenie wojny. O ile w przypadku metalu wspomniałem już o owych "dzieciakach" tak w środowisku hip hopowym to właśnie ludzie inteligentni stanowią mniejszość. Smutne ale prawdziwe. Większość fanów tzw "polskiego hip hopu" wyedukowanych na kalibrach i zipach uważa, że jedynym sposobem obrony jest agresja, a wystarczy komuś nawrzucać, by móc trąbić o swoim "zwycięstwie" i "prawdziwości". Wystarczy wejść na ich listy dyskusyjne i posłuchać jak to sobie wrzucają. Nie twierdzę, że my, metale jesteśmy mili i kochani. Metal to muzyka agresywna i raczej nie dla fanów poezji śpiewnej czy Aquilery. Ale w metalu jest tak, że jak zespół gra koszmarnie, to można im powiedzieć "chłopaki, macie dennego gitarzystę i beznadziejną sekcję". W hip hopie zaś sprawa rozbija się o to, kto jest "kul" a kto "nie kul" i kto jest większy OG.
Śmieszą mnie stwierdzenia jakoby hip hop był spadkobiercą punk rocka. Nie wiem, czy jakiś raper skomponuje kiedyś coś w rodzaju "London Calling" albo "God Save the Queen". Poza tym, monotonia rapu uniemożliwia wręcz stworzenie czegoś oryginalnego. W muzyce teksty są elementem, w hip hopie są wszystkim.
Podsumowując, nie obchodzi mnie, czy jakiś dzieciak w obsranych spodniach albo dresie złamie sobie kark jeżdżąc na deskorolce czy wrotkach słuchając swojego boskiego Peji czy innych gei. Nie obchodzi mnie, co ów dzieciak będzie miał do powiedzenia o metalu. Dlaczego ? Bo przeciętny hip hop nie jest w stanie wymienić nazw nawet 4 zespołów metalowych. Za każdym razem, kiedy rozmawiałem z takim, dowiadywałem się, że metalowy jest Nickleback i Korn. Cóż, jeśli to jest największa muzyczna ekstrema, jaką są w stanie znieść hip hopowcy, to po co toczyć z nimi jakieś wojny. Ich ignorancja i głupota wykończą ich same.
Mówienie o wojnie z hip hopem jest hańbą dla metali !