FIODOR DOSTOYEWSKI - ZBRODNIA I KARA


Wiesz, drogi Czytelniku, taką zasadę miałem: nie recenzowałem książek, które uważam za wybitne. Nie recenzowałem ich nie dlatego, że musiałbym je - chcąc, nie chcąc - chwalić. Ze strachu. Bałem się bowiem, że jednym nieopatrznym zdaniem mógłbym sprofanować dzieło, którego jestem wyznawcą.

Ale teraz sobie myślę, że ja właściwie mam w swoim ręku oręż. Nie, nie miecz dwuręczny +2, Płomień Ognia, niestety. Ale mam klawiaturkę, a na klawiaturce klawisze. Broń strzelecka. Uderzając wysyłam małe punkciki na ekran, a z punkcików powstaje słowo. A słowo też ma jakąś siłę - i ja jej tym razem użyję. Bo uważam, że każdy w tym cholernym kraju powinien tą książkę przeczytać.

Bohaterem "Zbrodni i kary" jest Rodion Raskolnikow, żyjący w brudzie i smrodzie były student (ja NIKOMU o sesji nie przypominam - zresztą i tak już chyba po niej :). Raskolnikow od czasu jakiegoś jest jeszcze bardziej antypaczny, niż był do czasu wspomnianego. Jest odpychający. I nie bez powodu. Walczy bowiem. Ze sobą. Czy zrobić t o , czy t e g o nie robić? Oto jest pytanie...

Chociaż czyta się ją z ciekawością, książka nie jest napisana łatwo. Nie czyta się jej przyjemnie. Czytając człowiek męczy się, dręczy potwornie. W połowie ma już dość, rzuca książkę w cholerę... a potem wraca szybko i z wypiekami na twarzy odszukuje miejsce, w którym czytanie przerwał. Tej książki bowiem porzucić nie sposób.

A czemu uważam, że każdemu należy się Dostoyewski, sztuk jeden? Wszyscy wiemy, jak wygląda sytuacja w Polsce. Mamy taki drugi Sankt-Petersburg, tylko trochę rozłożony w przestrzeni. I z tej biedy człowiekowi może przyjść do głowy różna myśl. Także pomysł made by Raskolnikow. A książka to jest ostrzeżenie. Ostrzeżenie, jak bardzo można się samemu skrzywdzić...

Ale książka ta to też nadzieja. Że, cokolwiek byś w swoim życiu Czytelniku nie zrobił, ile byś świństw nie popełnił, ile przysiąg złamał, ilekolwiek razy klął byś i znieważał - nigdy jeszcze nie jest za późno. Zawsze możesz zostać dobrym człowiekiem.

Sięgnij po tę nadzieję. Jedyne trzydzieści złotych. :P

UnionJack