Dorota Masłowska - "Wojna polsko - ruska"

nic niezwykłego
czyli blokersie poczuj się modny.

Okrzyknięto ją pierwszą powieścią blokersów, przełomowym dziełem, jak i hańbą dla literatury polskiej. Liczni krytycy wydawają z siebie różnorodne onomatopeje na myśl o niej - od przychylnych pomruków, po pełne zgorszenia okrzyki. Pilch chwali, Musierowicz bije, niektórzy milczą. Jedno jest pewne dziewiętnastolatka o pomarańczowych włosach, choć nie zwróciła na siebie uwagi malowaniem na czarno pisanek, z pewnością zrobiła to pisaną przez miesiąc książką. Obecnie czytam tę książkę, czytam się i zastanawiam - o co właściwie tyle szumu. Bo "Wojna polsko-ruska" jest może nawet ciekawa. Ale nie przełomowa.

Bajeczka o pewnym blokersie zaczyna się tak. Dawno, dawno temu był sobie Silny, którego rzuciła dziewczyna. Miała na imię Magda i była skrzyżowaniem pani z najstarszym zawodem, wegetarianki, oraz małomiasteczkowej feministki. W dodatku była naspidowana. Na tym opiera się cała fabuła, rozbudowana jeszcze o parę postaci. Książka jest monologiem Silnego, który w jakimś stopniu to odrzucenie przeżywa. Język książki jest językiem myśli tego blokersa, choć nieco dopasowanym i zabarwionym intelektualizmem przez autorkę. Z powodu języka, który jest właściwie mową potoczną, książkę może niektórym czytać się dość ciężko. Lecz jest on właściwie jedyną cechą wyróżniającą ten utwór od innych, powodem tego całego zamieszania. Widać, że autorka pisała go "od ręki", nie cenzurując swoich myśli i nie upoprawniając ich gramatycznie, tak że stworzyły dość realistyczny obraz umysłowości Silnego. W pewnym momencie zaczyna się on jednak nudzić, nużyć i dłużyć. Szok kulturowy, który zaczynał czytanie książki i który powinien wraz z nią narastać, w końcu zanika. "Wojna polsko - ruska" nie wciąga, nie czyta jej się chłonąc każde słowo i nie mogąc się od niej oderwać. Liczyłam na coś więcej sięgając po tak rozreklamowaną książkę. Podoba mi się ta książka za to, że mam w niej obraz, tego co widzę na co dzień. Ale nie każdy mieszka w małym mieście, w blokach i nie dla każdego sąsiadem jest taki Silny. Dla niektórych ta książka to bajka, nudna, wulgarna bajka o prostaczku i paru przerysowanych charakterach. To, że jakiś niewielki procent tak żyje, nie jest powodem by cała młodzież była generacją nic, a książka ta jej zbiorowym portretem. Na to, że większy procent buntuje się przeciwko takiemu jej pokazywaniu nikt nie zwraca uwagi. On ma się stać symbolem naszego, młodego pokolenia buntu. Blokers stał się modny i kupowany przez coraz młodszych. Na tym moim zdaniem żeruje fenomen popularności tej książki. Na modzie na blokresa, od którego sama Masłowska bardzo starannie się odcina. W swojej książce ośmiesza w jakiś sposób swoich bohaterów, pokazuje tylko te najcharakterystyczniejsze cechy, to ubóstwo duchowe i wszystkie wady człowiecze. Nie wiem, czy Masłowska dalej będzie rozwijała swoją karierę literacką - wiem, że jej książki nie będą już raczej tak popularne. Jest prawdopodobnie pisarką, która pisze o tym co widzi wokoło. A jeśli tak, to o czym może jeszcze pisać? Przecież nie znowu o tych modnych blokersach. Może popadnie w alkoholizm i zacznie tak jak Pilch o tym pisać... tylko po co nam "atak klonów".

Jeśli wszyscy sądzicie, że zdanie "kto dziś nie jest blokersem, z tego nic dobrego nie wyrośnie", że zacytuje R. Leszczyńskiego z jego artykułu o hip-hopie jest straszną głupotą, to Wam za to dziękuję. Chciałabym, żeby coś dobrego ze mnie wyrosło. A nie taki przykładowo Leszczyński.

Całą recenzje dedykuje koledze, który odprowadzając mnie spytał "czy mamy dużo tych w dresach?" No więc mamy - cóż taka moda.

Novinha

{Ja również przeczytałem "Wojnę...", lecz mi się ta książka raczej podobała. Może i nie jest ona jakimś przełomowym dziełem, może i nie zawiera w sobie Wielkich Filozoficznych Prawd, ale za to jest naprawdę zabawna, a język, którym posługuje się Silny jest tak inteligentnie skonstruowany, tak komiczny, że czyta się toto przyjemnie. W przeciwieństwie do Novinhy - mi było trudno się oderwać od książki, przeczytałem ją w jeden dzień. Poza tym wydaje mi się, że główny bohater nie jest blokersem (blokerem?) - mieszka w domku jednorodzinnym, ćpa (a to podobno "nie po blokerskiemu"), nosi jeansy (nie jest więc też dresem). Dlatego teoria Novinhy o "żerowaniu na modzie na blokersa" wydaje mi się mocno przesadzona.
I jeszcze jedna sprawa: zaobserwowałem na przykładzie kilku znanych mi osób - i potwierdza to również powyższa recenzja - że powieść Masłowskiej z reguły podoba się męskim czytelnikom, żeńskim zaś mniej. Ciekawe... - PP}