|
Nik Pierumow - Pierścień Mroku |
|
Świat wymyślony przez J.R.R. Tolkiena może być inspiracją dla wielu. Ten wspaniały twór ludzkiej wyobraźni zawiera niesamowitą ilość pomniejszych dzieł, które można długo analizować. Jednak niewielu z dzisiejszych pisarzy podejmuje się powrócić do Śródziemia. Uniwersum to posiada według mnie ogromny potencjał, a mimo to niewielu decyduje się osadzić w nim swoje myśli. Jeszcze mniejsza liczba tych dzieł jest udana. Osobiście za takiego uznaję "Ostatniego Władcę Pierścienia", choć dla wielu jest wręcz herezją. Jednak na tym Middle-Earth się nie kończy. Dziś mam zamiar omówić trylogię Nika Pierumowa pt. "Pierścień Mroku". Czy dorównuje ona (lub nawet przewyższa) "Ostatniemu Władcy"? Czy dobrym pomysłem było porywać się na takie przedsięwzięcie? Śródziemie, 300 lat po Wojnie o Pierścień. Królestwo Gondoru znów światową potęgą. Arnor odbudowany. Dzięki edyktowi króla Elessara Shire, niewielka kraina w Eriadorze, stała się enklawą dla hobbitów, przez którą obcy nie mogą podróżować. Czasem jednak, za pozwoleniem, zdarza się to. Przez Shire przejeżdża nieznany wędrowiec, podróżujący na wschód. Krasnolud. Wie on więcej niż tutejsi mieszkańcy. Lecz tylko tu może poznać odpowiedzi na swoje pytania... Folko Brandybuck, syn Hemfasta, jest inni niż reszta hobbitów, którzy znów zamknęli się na sprawy świata zewnętrznego. Często wertuje kopię Czerwonej Księgi, która znajduje się w Brandy Hall'u. Z żalem wspomina czasy swoich przodków, którzy byli ostatnim ratunkiem Śródziemia. Marzy o dalekich przygodach. Właśnie tu przybywa Thorin, krasnolud bywały w świecie. Chce on zapoznać się z Czerwoną Księgą, bo być może tam znajduje się rozwiązanie. Krasnoludy, które znów zasiedliły Morię, po raz kolejny musiały opuścić dom Durina. Przegoniło je nieznane zło. Folko uważa to za swoją szansę. Postanawia uciec wraz z Thorinem... Historia niewymownie banalna, bardziej schematycznie chyba nie można. Dość zaskakujący jest fakt, że fabuła kończy się wraz z drugim tomem, ostatni prowadzi zupełnie inny wątek, choć z tymi samymi postaciami. Troszkę dziwne. Lecz cóż z tego, jeśli książka posiada niepowtarzalny klimat i tak niespodziewane zwroty akcji! Przyznaję, bardzo chciałbym móc tak powiedzieć :) (kto się nabrał?). Styl... Ha, przypomina mi to, jak pisałem opowiadanie na Olimpiadę Tolkienowską (na szczęście nigdy go nie wysłałem). Gdy je sprawdzałem, to naprawdę się przeraziłem. Takiej amatorszczyzny nie tworzą nawet przedszkolaki (naprawdę)... Przypomniało mi się ono, gdy czytałem "Pierścień Mroku". W pewnej mierze dlatego, że bohaterowie przebywali podobną drogę jak moi (do pewnego momentu), ale to nie o to chodzi. Tutaj dialogi jakieś "nierealistyczne", opisy sztywne, nudne. Trochę przesadzam, choć uczucie pozostaje. Fabuła, jak już powiedziałem, nie jest zbyt oryginalna. Autor ma nawet kilka własnych pomysłów, ale są one trochę niedopracowane i jakoś nie "chwytają" za umysł... Za to bardzo dobrze widać, że Pierumow nie może uwolnić się z pod wpływu "Władcy Pierścieni". Akcja dzieje się 300 lat później, ale pomysły Tolkiena mają zbyt duży wpływ na inwencję autora. Gdy przeczytacie, zrozumiecie. Takie to sztywne, bez polotu i finezji... Warto jednak zaznaczyć, że nie zawsze tak jest. Na przykład końcówkę pierwszego tomu pożarłem w całości! Czasem naprawdę można się wciągnąć. Zdarzają się chwile, gdy autor umie pociągnąć za sobą czytelnika. Jednak wciąż pozostaje uczucie niedosytu. Nie można jednak odmówić książce jednej rzeczy. Zakończenie jest naprawdę oryginalne. Nawet w najśmielszych snach nie podejrzewałem, że ta historia będzie miała taki finał. Chociaż jednak nie do końca wiedziałem, co o tym myśleć. No bo co ma sądzić Tolkienomaniak, gdy bohaterowie... a, nieważne :). Czas na podsumowanie. Niestety nie jestem zadowolony z tej książki. Chwilami udało mi się zagłębić w lekturze, lecz słaby styl pisania, niezbyt oryginalna fabuła i sztampowi bohaterowie nie pozwalali cieszyć się tym, co charakteryzuje dobrą książę. Mimo to można ją kupić, pewnie jest dość wielu, którym "Pierścień Mroku" spodobałby się. Nie miałem jakichś specjalnych wymagań co do niego, lecz i tak się zawiodłem. Chcecie - czytajcie, naprawdę wiele nie stracicie (oprócz tych kilkudziesięciu złotych...), może nawet coś zyskacie, ale ja zachęcam was raczej do "Ostatniego Władcy Pierścienia" Yeskowa, niż do prozy pana Pierumowa. Burok |
|