|
|
|
Tempus Fugit - fustina lente (Czas przemija - śpiesz się powoli) Jako iż zauważyłem narastającą ostatnimi czasy modę na obcinanie wstępniaków (czyżby nowy program odchudzania tekstów?) przejdę od razu do rzeczy (czyżbym w dodatku stał się komercyjny? Kto wie, wszak taka moda...). Rzeczą w tym skromnym przypadku jest art. Art ten wyszedł spod ręki Szanownej Novinhy (trza qlture szerzyć, ne ?;)) i nosi tytuł "O wyższości ogółu nad szczegółem i odwrotnie (...) Novinha kontra współcześni twórcy czysto komercyjni". Z paroma rzeczami w tym tekście się nie zgadzam : Powstało wiele książek na podstawie gier, może nawet tyle samo co gier na podstawie książek. Moim, prywatnym zdaniem, taka książka dziełem sztuki raczej szans zostać nie ma . Książka może i nie, ale gra tak - czego przykładem może być "Baldurs Gate", jeden z najlepszych cRPGów jaki ujrzał światło dzienne. Powstało również wiele wielotomowych sag, w których tanie wątki erotyczne górują nad całą resztą treści. Ciekawe stwierdzenie:), że zacytuje pewną panią z prozy Sapka (z pamięci, więc niezbyt dokładnie - ale sens ten sam): "niby tak mądrze gadają a zawsze na du*ach kończą". Chętnie dowiedziałbym, o jakie sagi Ci chodziło...rzecz jasna nie z zamiarem przeczytania :). Osobiście znam sporo sag fantasy, i na ogół mi się spodobały: powieści spod znaku Forgoten Fealms, Dragonlance etc. To często interesujące lektury. Autorzy coraz częściej "odczepiają" coś do świata Tolkiena nie tworząc nic własnego. W kółko latają smoki, do ludzi strzelają elfy, a krasnale biegają z toporkiem za elfem, który zakochał się nie w tej księżniczce co trzeba, a mali czarodzieje bawią się na szkolnym podwórku miotłą, czym głęboko wpływają na losy świata. Może Cię to zadziwi, ale elfy i krasnoludy jako istoty inteligentne i powszechne nie pojawiają się w zbyt wielu dziełach. Co do ostatniego stwierdzenia ("a mali czarodzieje bawią się na szkolnym podwórku miotłą, czym głęboko wpływają na losy świata") - Pottera nie uważam za fantasy. Harry jest książką dogłębnie komercyjną, przeznaczona dla dzieci, bez żadnej głębi, zatem zaliczenie małego czarodzieja do wyżej wymienionego gatunku jest herezją (rzecz jasna jest to mój skrajny pogląd i nie trzeba się z nim zgadzać :) - tylko potem nie miejcie do mnie pretensji o tych rosyjskich zabójców z kałachem ;)). I jeszcze jedna sprawa: Tolkien nie wymyślał, Tolkien nadawał rzeczom nowy wymiar. Elfy, krasnoludy, czarodzieje - wszystko to było już wcześniej było. Mistrz dokonał rzeczy znacznie trudniejszej niż samo zmyślanie (bo wymyślać każdy może, w końcu po to mamy dar zwany wyobraźnią): Nadał rzeczy nowy kształt, nie niszcząc jej istoty, a to wielka sztuka. I Jemu się udała. Oczywiście wśród fantasy zdarzają się prawdziwe cuda i cudeńka, pełne klimaciku i magii, naprawdę oryginalne. Ale cuda, jak to cuda zdarzają się rzadko. Jeśli tylko zechcesz, to mogę Ci podesłać listę 100 - 120 takich cudów i gwarantuje, że każda z tych pozycji będzie pasjonującą i satysfakcjonującą lekturą. Zobaczymy, czy nadal będziesz uważać dobre pozycje fantasy za "cuda". Do fantastyki zaliczamy jeszcze nurcik zwany Science Fiction. Nurcik powiadasz? Pomińmy zatem skromny fakt, iż ten "nurcik" to ponad połowa gatunku zwanego fantastyką (druga połowa to fantasy, zaś gdzieś pomiędzy leży realizm magiczny). Mimo tego powolnego upadku tej literatury uważam, że ma ona [Science Fiction] jednak więcej oryginalności i pomysłowości niż trochę monotematyczne fantasy. Monotematyczne?! Toż fantasy opowiada o wszystkim : Miłości, Walce dobra ze złem, naszych codziennych problemach, Skłania do głębokich przemyśleń (vide Sapkowski - problem dobra i zła w Sadze o Wiedźminie). Czy my aby na pewno mówimy o tych samych gatunkach? Nie czytajcie wielotomowych, lekko zboczonych sag pseudofantasy, bo się z wami zrobi to co z moja znajomą, czyli naprawdę coś strasznego. Przeniosła się do własnego świata fantazji? "Lepiej być głupcem w świecie własnych fantazji niż idiotą w rzeczywistości". I tyle byłoby, jeśli chodzi o polemikę. Ale nie łudźcie się że to koniec męczarni, o nie. Muszę bowiem poruszyć jeszcze jedną, dość istotną kwestie szerzącego się ostatnio zjawiska, o które autorka zahaczyła, a które mniej kulturalni fani gatunku nazywają "pie****** komerchą", zaś ci nieco bardziej "Komercjalizacją fantasy". Tych którzy nic nie mówią pozwolę sobie pominąć, przypominając tylko iż milczący wcale nie oznacza mądry. Cała ta "moda na fantasy" rozpoczęła się stosunkowo niedawno. Zaczęło się nawet niewinnie - powstawały gry na kanwie książek, filmy fantasy, przybywało fanów i ogólnie byłe wesoło. Wspomniana wyżej niewinność polegała na tym, iż przybywało raczej dojrzałych fanów z wyrobionymi gustami, nie zaś dzieciaków i reklam, które wysuwały idiotyczne tezy z dziedziny szkolnej Przyrody ("las pije wodę, woda gasi ogień, ogień pali las" czy jakoś tak). Niestety, stało się. Pojawiły się i dzieciaki, i reklamy, i wiele, wiele innych okropności, przez które Mistrz się w grobie przewraca (Pokój Jego Duszy!). I wtedy zaczęła się komercjalizacja. Telewizja zaczęła bombardować nas reklamami, programami, chipsami i kartami. Poprzekręcano nazwy (jak usłyszałem Griszniaka to myślałem że mi wnętrzności wyjdą uszami), sprofanowano bohaterów i popełniono wiele innych zbrodni na tej pięknej literaturze (vide Szczerbial - ekranizacja prozy Sapkowskiego). Pozostaje nam tylko nadzieja, że to przeminie. Że pozostaną prawdziwi fani, w prawdziwym, cichym i spokojnym Śródziemiu. Że znów będziemy mogli zagłębić się w ten świat i żadne chipsowe Legolusy czy telewizyjne Siarumany nam w tym nie przeszkodzą. Bo ciągle tli się w nas ogień, wieczny ogień, który jest nadzieją.... I niech ten art. zakończy się tak jak się zaczął, czyli mądrą łacińską sentencją: "Neo sapiens, nisi patiens" (Nikt nie jest mądry, jeśli nie jest cierpliwy) MithrandirPS Pozdrawiam Novinhe:)
|
|