|
Janusz A. Zajdel "Limes inferior" |
|
Zawsze myślałem, że w bibliotece - szczególnie w takim małym mieście, jak mój rodzinny Zgierz - można znaleźć jedynie idiotyczne przygodowe szmatławce przeznaczone dla dzieci, oraz najczęściej równie idiotyczne lektury szkolne. Byłem tam zaledwie dwa, może trzy razy w życiu, i nigdy nie miałem zamiaru powiększyć tej skromnej liczby. Aż pewnego dnia, głodny dobrej powieści niczym wilk tłuściutkiej owieczki, postanowiłem skierować się do księgarni. Patrzę, patrzę... niemożliwe! Nie ma absolutnie NIC ciekawego! Półki aż uginają się pod ciężarem Wiedźmina, kilku wydań Władcy Pierścieni, straszliwej grafomanii sygnowanej logiem "Gwiezdne Wojny" i najnowszych, potwornie kiczowatych "dzieł" Terry`ego Pratchetta - ale nie ma ani jednej ciekawej, ambitnej książki! Zrezygnowany postanowiłem już udać się do domu. W głowie nagle zaświtała mi pewna myśl - czy coś złego się stanie, gdy pójdę do biblioteki? Byłem pewien, że nie znajdę tam nic ciekawego, ale miałem silną motywację w postaci znaczenia takiej wycieczki dla stanu mojego zdrowia. Dotarłem na miejsce. W moje nozdrza od razu uderzył nieprzyjemny zapach starości i pożółkłych kartek. Miła pani zaprowadziła mnie do obszernego, wypełnionego szafami pokoiku. Po kilku minutach radość pojawiła się na mojej twarzy. Nie spodziewałem się, że znajdę taką perełkę! "Limes inferior" świętej pamięci Janusza A. Zajdla! O tym autorze słyszał chyba każdy szanujący się fan fantastyki w Polsce, choćby z racji tego, że co roku przyznawana jest nagroda jego nazwiska za najlepsze opowiadanie. Ja - aż wstyd się przyznać - niestety, nie miałem okazji spotkać się z żadnym dziełem wyżej wymienionego. Ale postanowiłem nadrobić straty - w końcu lepiej późno, niż wcale... Akcja książki dzieje się w bliżej nieokreślonych czasach, stylizowanych może nieco na bardzo niedaleką przyszłość. Wprowadzono nowy ustrój - znacznie różniący się od wszystkich nam znanych. Studia wyższe są obowiązkowe. Za pomocą szeregu testów ustalany jest poziom inteligencji danego osobnika - od zera do sześciu. Wbrew temu, co sugerowałaby logika, sześć jest najniższą możliwą wartością, zero natomiast - najwyższą. Każdy dorosły obywatel dostaje Klucz - jest on jednocześnie dowodem osobistym, zegarkiem i kartą kredytową. Istnieją trzy rodzaje pieniędzy - czerwone, których równą ilość dostaje każdy, zielone, które można otrzymać zależnie od posiadanego numerka, oraz żółte, które zarabia się jedynie pracując. Za czerwone można otrzymać co tańsze pożywienie, ubranie i zapłacić czynsz za mieszkanie. Za zielone - kupuje się nieco bardziej wyszukane artykuły - na przykład prawdziwą szynkę, naturalne tworzywa... Za żółte można nabyć naprawdę luksusowe rzeczy, chociażby dobre piwo. Punkty koloru żółtego są przez społeczeństwo bardzo pożądane, szczególnie przez bezrobotnych (nazywanych, jakże pięknie, "rezerwą"). Na ulicach stoją colorchangerzy, zwani też kameleonami, którzy - oczywiście za odpowiednią ilość punktów innego koloru - sprzedają je ludziom. Powszechną praktyką jest zmienianie sobie numerka zapisanego na Kluczu. Za sporą opłatą robią to tak zwani lifterzy. Główny bohater książki, Adi Cherryson, pseudonim Sneer, zajmuje się właśnie tym procederem. Sam posiada inteligencję na poziomie zerowym, tak więc może pracować, i to nawet całkiem nieźle płatnie. Za windowanie (bo tak także nazywa się liftowanie) otrzymuje jednak kilka razy więcej pieniędzy, więc chyba nie należy się dziwić, dlaczego wybrał właśnie taką drogę. Nie będę zdradzał tutaj wszystkich niuansów książki; w końcu nie do tego służy recenzja. Powiem tylko tyle - będziecie czytać z wypiekami na twarzy, aż do samego końca (który, nawiasem mówiąc, następuje dość szybko; Limes Inferior ma zaledwie 184 strony!). Właśnie taką fantastykę uwielbiam - bez statków kosmicznych, laserów, groźnych, obcych ras, którymi pisarz nieudolnie próbuje załatać dziury w logice. W tej książce doskonale widać, że autor wszystko sobie doskonale zaplanował i poukładał w głowie, zanim zabrał się za przelewanie swoich pokręconych myśli na papier. Jeśli nie rozumiesz jakiegoś fragmentu, jakiegoś wątku - bądź pewien, że za kilka stron znajdziesz jego dokładne wyjaśnienie. Niezbyt często mamy do czynienia z czymś takim, a już na pewno nie w przypadku tak niesamowicie rozbudowanego świata. Zobaczycie niezwykle aktualne refleksje głównego bohatera na temat tego, czy w niedalekiej przyszłości zwykły, szary człowiek będzie jeszcze komuś potrzebny. Postępująca automatyzacja, którą Sneer nieustannie obserwuje, powoli zaczyna go niepokoić... Po kilkudziesięciu stronach zaczniecie też odkrywać, że "Limes inferior" to w pewnym stopniu ukryta parodia... eee, nie powiem Wam czego. Takie rzeczy trzeba koniecznie odkrywać samemu, inaczej zupełnie traci się przyjemność z czytania! Podsumowując: gorąco polecam każdemu - nie tylko fanom fantastyki. Nazwisko Zajdla jest chyba wystarczającą rekomendacją dla książki, nieprawdaż? Nie przyznaję jednak "dziesiątki", a to z jednego, lecz bardzo ważnego powodu. Recenzowany tutaj utwór nie jest jakiś specjalnie oryginalny, nie wnosi świeżego powiewu do śmierdzącego stęchlizną pokoju, nazywanego polską fantastyką. To leciutki, przyjemny zefirek, który jednak na większą skalę nic samemu nie zdziała. Z tej recenzji płynie ważny morał - gdy wszystkie poszukiwania spełzną na niczym, szukajcie nawet tam, gdzie jesteście pewni, że nie znajdziecie! Nie tyczy się to tylko świata książek! Ocena: 9/10 PS. Wiecie, jak wygląda okładka "Limes inferior"? Facet w fioletowym kombinezonie, otoczony białą sprężyną, wyjmuje rybę z dziury w jakiejś kolorowej kuli. Z nieba lecą klocki o różnych kształtach. Nie ma to NIC wspólnego z treścią książki; myślałem nawet, czy to nie ma być jakaś zobrazowana metafora, albo coś w tym stylu. I nic. Wielkie brawa dla redaktora graficznego i wydawnictwa "Iskry", które zgodziło się wydać takiego potworka! | fido bezczelny | |
|