Robert Ludlum - "Klątwa Prometeusza"


Pomimo, iż przeczytałem większość powieści Roberta Ludluma, nie stawiam go wśród moich ulubionych autorów. Może spowodowane jest to tym, iż nie wierzę w spiskową teorię dziejów, a coś podobnego pojawia się w większości książek tego autora. Pomimo moich osobistych uprzedzeń muszę stwierdzić, iż jest on znakomitym autorem, a powieść "Klątwa Prometeusza" jest jednym z jego najlepszych dzieł.

Nick Bryson to bohater niejednej akcji szpiegowskiej. Powodował zmiany rządów albo swoimi akcjami umożliwiał im pozostanie na swoich stołkach. Niestety w jednej z akcji zostaje poważnie ranny, a po powrocie do zdrowia słyszy od dyrektora swojej agencji, iż jego czas minął i powinien pomyśleć o jakiejś ciepłej posadce. Po kilku latach zgłasza się do niego wicedyrektor CIA, który po dłuższej rozmowie rozbija wszystko, w co wierzył Nick. Okazuje się iż Dyrektoriat - agencja, której służył przez 15 lat była tajną organizacją kierowaną przez Rosjan i tak naprawdę wszystkie jego działania były skierowane przeciw narodowi amerykańskiemu. Otrzymuje możliwość zrehabilitowania się. Ma odkryć Dyrektoriat i zniszczyć go. Później obserwujemy bohatera jak zmaga się w kilkunastu miejscach świata z organizacjami, z którymi w przeszłości współpracował.

Książka jest ciekawa, jeżeli ktoś lubi, jeżeli bohater obserwowany przez niego wychodzi z takich opresji, w których MacGywer i Rambo mogliby mieć problemy. Dobrym przykładem jest tu scena na statku, w której praktycznie otoczony ze wszystkich storn i nie mający już praktycznie żadnej nadziei na ocalenie Bryson nagle znajduje panienkę, która mu pomaga, rozwala połowę załogi statku, pomimo tego iż walczą w ciemnościach, a oni mają noktowizory, po czym strzelając ze Stingera przy użyciu jednej (!!!) rakiety zatapia statek. Jak dla mnie jest to raczej niemożliwe, ale jeżeli ktoś lubi takie powieści to proszę bardzo, polecam.

PMG
pmgpmg@wp.pl