Erik Tarloff - "Człowiek, który napisał książkę"


Ezra Gordon, bohater książki Erika Tarloffa "Człowiek, który napisał książkę", w momencie, gdy go poznajemy opadł na dno i dno się oberwało. Praktycznie tracił swą pracę, był rozwiedziony, a nowy związek staczał się po równi pochyłej, grono przyjaciół skurczyło się do liczby, którą można policzyć na palcach jednej ręki. I to ręki doświadczonego stolarza. W dodatku w czasie wizyty u lekarza dowiedział się, że zaczyna doganiać go Natura, więc powinien uważać. Znajdując się w stanie kompletnej depresji, pijany dzwoni do swojego kumpla ze szkoły. Okazuje się ze koledze poszło znacznie lepiej w życiu i zaprasza go do siebie do Kalifornii. Podróż ta zmienia zupełnie naszego bohatera. W ciągu trzech dni "blisko" poznaje kobietę z rozkładówek pism dla mężczyzn, dostaje propozycję napisania książki erotycznej, kumpel w dodatku ratuje go trochę finansowo. Ezra wraca do zapyziałego college, gdzie jest profesorem literatury i rozpoczyna zmieniać swoje życie.

Tak ogólnie wygląda pierwsza część książki, która rozbawiła mnie swoim humorem, oraz zdobyła popularność w moim towarzystwie. Autor sypie zabawnymi tekstami co chwile, wprowadzając Ezrę w różne kłopotliwe sytuacje. Między innymi po wydaniu powieści Gordon staje na czele komisji, która ma wytropić autora książki. Jak domyślacie się facet ma problem ze znalezieniem samego siebie :). Taka książka pojawia się raz na parę lat, ale jest tak dobra, że moja mama przyszła o 2 w nocy sprawdzić, dlaczego jej syn rży jak koń przy czytaniu zwykłej książki.

PMG
pmgpmg@wp.pl

P.S.1 Mój ulubiony cytat (ale zaznaczam, że nie jest reprezentatywny)
Facet na totalnym kacu po nieudanym wieczorze
" - Kto wymyślił mrożoną herbatę a la Long Island?
- Piłeś to? ... To cud, że przeżyłeś. Chyba tylko po to, żeby mi o tym powiedzieć.
- Przy życiu trzyma mnie tylko nienawiść. To mój dług wobec potomności. Chce dać świadectwo." - nie brzmi to zbyt dobrze tak wyrwane z kontekstu ale gdy dojdziecie do tego fragmentu to będziecie boki zrywać.