" TRZY PRAWDY, czyli jak niedorzeczny jest bóg"
Polemika
Witam wszystkich
czytelników. Daaaawno nic nie pisałem, ale to dla niektórych
tylko lepiej. Postanowiłem jednak ustosunkować się do tekstu
pana o wdzięcznej ksywce Axel Prubaj Hoolaynoga, który pewnego
dnia poczuł w sobie misję nawracania nas na wiarę w boga i
jego niepojęte dzieła. Postaram się obalić jego racje w, mam
nadzieję, sensowny sposób...
Zatem kierując się do autora...
Witaj, Drogi Wierzący!
Uprzedzam na wstępie; JESTEM ATEISTĄ!!! Do tego realistą i
wszelakie inne
rzeczy, które ELIMINUJĄ istnienie czegoś takiego jak "bóg"
w sensie życia
istoty JAKIEJKOLWIEK!
TRZY PRAWDY,
czyli słowo do ateistów
>>>Jeśli mogę się już uczepić samego tytułu. Wierz
mi, iż zaledwie trzema
prawdami nie przekonasz żadnego niewierzącego. Tym bardziej, iż
piszesz o
prawdach OBJAWIONYCH, czyli raczej niewytłumaczalnych, tylko
takich, w które
trzeba wierzyć bo już. Bo kościół tak chce. Jakby to nie było
paradoksalne w
dodatku próbujesz je wytłumaczyć!
----------------------------------------------------------------------------
----
Ostatnimi czasy coraz częściej słyszy się pokrzykiwania
wszelkiej maści
ateistów, ogłaszających wszem i wobec swój porządek świata.
>>>Kto tu pokrzykuje?! To raczej katolicy się drą!
Ekspansja katolicka w
szkołach, mediach, polityce, biznesie. To nie ateiści pokrzykują
" NIE
WIERZCIE! ", to katolicy pokrzykują " WIERZCIE I... PŁAĆCIE!
". Ateista nie
będzie robił ekspansji niewiary, bo nie ma takiego
zapotrzebowania. Nikt nie
próbuje wpływać na podpisywanie "nie-konkordatów",
z kościołem jest
przeciwnie. Ateiści nie krzyczą w mediach by niszczyć i
wykluczać ze
społeczeństwa katolików, a ci właśnie tak robią w stosunku
do ateistów! A druga kwestia. Ateiści nie muszą ogłaszać
swego porządku świata "pokrzykując" tu i tam, gdyż
zauważ, iż kraje wysoko rozwinięte są właśnie z założenia
ateistyczne! A
gdzie dominuje religia? W krajach zaściankowych! Wraz ze
wzrostem
cywilizacyjnym, a więc i wzrostem poziomu edukacji społeczeństwa
odchodzi
się od religijności. Codzienność nie pozwala być zagorzałym
fanem jakiegoś
boga. Ba! Ciągoty ludzi do zapewniania sobie przyjemności nie
pozwalają
wierzyć. Może nie tyle wierzyć co wypełniać nakazy/przykazy
wiary. A skoro
się ich nie wypełnia to się po prostu nie wierzy! Logiczne...
Nie rozumiem tych ludzi. Po prostu nie rozumiem. I właśnie
dla tego
napisałem tego arta.
>>>Nie rozumiesz? Sam tutaj obrażasz siebie.
Piszesz, iż nie możesz pojąć
czegoś, co krytykujesz! Skoro nie rozumiesz to daj spokój! Pozwól
istnieć i
nie wtrącaj się z nosem w sprawy, których pojąć nie możesz!
Jak śmiesz się
wypowiadać na temat niezrozumiały? To tak samo jakbyś nie
rozumiał słowa
pisanego, a próbował za jego pomocą przekazać swoje myśli.
Zawarłem w nim trzy prawdy, dla mnie oczywiste,
>>>Jak prawdy objawione mogą być oczywiste?!
Rozumiesz genezę, przebieg,
sens i znaczenie owych? Raczej nie. Wierzysz w nie, bo tak ma być.
Bo tak
kościół wpaja Ci od dziecka i błędnie uważasz, iż sam
rozumiesz to o czym
piszesz!
przeciw którym opowiadają się coraz szersze ludzkie rzesze,
podążając za
modą
>>>Hahaha. Masz w sumie rację! Wiele ludzi nie żyje
zgodnie z dogmatami bo
taka teraz moda. Co by "se przyćpać, pochlać i poruchać",
a walić boga i to,
co nam karzą! A za przeproszeniem. Tak samo jak mam w dupie
"szatanistów" co
to niby wyrażają miłość do swego czarnego boga poprzez
skopanie kilku
pomników na cmentarzu tak samo pomiatam ateistami, którzy nimi
są nie z
powodu własnych przemyśleń i dostrzegania błędów, kłamstw,
samozaprzeczeń
wiary jak i wypaczeń w postępowaniu Kościoła (przez wielkie
K, jako
wspólnoty), ale tylko dlatego, że tak jest modnie. Czyli w ujęciu
nastolatka; bo tak mówią w VIVA TV, Bravo Girl, Radiu ESKA, w
internecie itp.
i nawet się nad tym, co robią, nie zastanawiając...
>>>Ej. KAŻDY, kto nie jest jakąś bezmózgą amebą
zastanawia się nad własnym
postępowaniem! Po to mamy głowę, by jej używać. Rozpatrywać
można by jedynie
fakt jak bardzo przemyślane są to decyzję, ale żadna z nic
nie urodziła się
w próżni i nie spełniła SAMA!
Chyba, że masz na myśli zamartwianie się co też będzie po śmierci,
gdy stanę
przed bogiem i odpowiem za swoje winy...?
Przepraszam... nie do mnie z takimi argumentami. Jedyne
zastanawianie się
nad swoimi decyzjami może być powodowane konsekwencjami owego w
ŻYCIU i
ŚRODOWISKU, nie z powodu jakiegoś nieistniejącego boga!
Impulsem była dla mnie rozmowa z pewnym czlowiekiem, za wszelką
cenę
usiłującym mi wmówić, że dusza nie istnieje, argumentującym
na zasadzie "nie
ma, bo nie ma"
>>>Mała rada? Nie słuchaj ludzi, którzy swoje
racje argumentują słowami "bo
tak". I tu posunę się dalej. Nie słuchaj ludzi, którzy mówią;
wierz w boga,
bo wierz. Bóg stworzył świat, bo stworzył, a człowiek ma
duszę, bo ma! No
przepraszam. JEDEN POWÓD dlaczego mam wierzyć w coś, co jest
przedstawiane
mi jako ogrom wszelakiego istnienia bez choćby kropli
uzasadnienia, dowodu?!
Dlatego jam jest ateista!
, i sugerującym mi dość niegrzecznie, że nasłuchałem się
za dużo Radia
Maryja. Zabolało mnie to, nie powiem, jako że o rozgłośni o.
Rydzyka (i
stadka pomniejszych Rydzykoidów, wiernie go wspierających)
nigdy nie miałem
pochlebnego zdania,
>>>No brawo! Fani radia co ma ryja to jakiś
ortodoksyjny odłam
nacjonalno-katolicki. Ich bez mrugnięcia okiem śmiem nazywać
ciemnogrodem i
zacofaniem myślowym. Żyjcie tak, jak wam mówi o. Rydzyk. Tylko
czemu wy nie
jeździcie mercem "S" klasą? Nie wydajecie wielkich
bankietów na setki osób i
nie żyjecie jak książęta perscy, a on tak?! Po prostu IMO ks.
Rydzyk to
zwykły kapitalista, dla którego niesamowicie dochodowym
biznesem (i to nie do końca legalnym) stała się
wiara. To jest zwyczajne żerowanie na ludzkiej głupocie.
a i do specjalnych powiązań z Kościołem się nie poczuwam.
>>>Z Kościołem jak wspólnotą wszystkich
wiernych, czy z kościołem jako
największej na świecie instytucji o charakterze mafijnym?! Bo
tu trzeba by
to wyraźnie oddzielić! Ludzie to ludzie. Ze względu na złożoność
zachowań ludzkich nie wypowiadam się, ale jeśli masz na myśli
czarną mafię rozbijającą się beemwicami i mercami, skrywającą
i tuszującą przestępstwa seksualne i ekonomiczne oraz
najbardziej wpływową
politycznie i społecznie organizację o nazwie kościół
katolicki (corp.!;-)
to szacunek dla Ciebie, iż chociaż tu przejrzałeś na oczy.
Moje poglądy są w gruncie rzeczy od niczego niezależne.
>>>Hmmm, aby na pewno? Ja bym raczej powiedział, iż
są zależne i to bardzo!
Skoro wierzysz to słuchasz 10 przykazań, prawd wiary i co tam
jeszcze Twój
bóg Ci narzuca. A skoro jawnie mówisz, iż Twoje poglądy są
zupełnie od
niczego niezależne to czemu próbujesz przekonać ateistów,
skoro sam nim
jesteś?!
Piszę z własnej, nieprzymuszonej woli, świadom wagi swoich słów
i ich
znaczenia.
>>>Udowodniłem już kilka razy, iż tak do końca
znaczenia tych słów świadom
nie jesteś...
Gotowi?
1. Świat został stworzony przez Boga.
>>>Co uznajesz za świat? Ziemię? Ukł. Słoneczny?
Naszą galaktykę czy calutki
wszechświat? Otóż powiem Ci tak. Taki Wenus na przykład. Tam
nie ma
inteligentnej formy życia, więc czemu Ty prorokujesz skąd
powstała ta
planeta skoro nikt NA NIEJ nie może tego określić?! Przykład
troszkę
głupawy. No to zabawmy się w fantastykę, która wcale taka
nieprawdziwa być
nie musi. Może tak kilka galaktyk dalej istnieje cywilizacja tak
zaawansowana rozwojowo, iż ludzkość prędzej samounicestwi się
niż osiągnie
ten poziom. Może oni wiedzą jak powstał świat? Może już
rozumieją, odkryli
to i dla nich znaczenie boga mogło wogóle nie istnieć, a jeśli
istniało
zostało dawno obalone! Więc czemu Ty w swoim imieniu narzucasz
innym ludziom
i być może tamtym, nazwijmy ich tak, kosmitom prawdę, która
nie ma ŻADNEJ
udokumentowanej, realnej przesłanki?! Nie pukaj się w czółko.
Skoro na Ziemi
istnieje życie to miliardy lat świetlnych stąd nie może
istnieć również?!
A dalej. Wiara zakłada również, iż bóg stworzył Ziemię. I
CO?! Czy tu
również się wyprzesz "pseudonauki", którą
krytykujesz zdanie dalej? Jeśli jasno jest powiedziane, jak
powstała niebieska planeta to wskaż mi palec boży w tym
UDOKUMENTOWANYM i wyjaśnionym naukowo procesie!
Jako niepoprawny kreacjonista (copyright by Pasibrzuch) jestem
o tym
całkowicie przekonany i liczę na to, że i Was uda mi się
przekonać. Gdyby
wziąć problem na logikę, okazałoby się, że alternatywy dla
Genezis nie ma, a
wszelkie pseudonaukowe rozważania są nietrafne. Nauka twierdzi
uparcie, że
"było sobie nic, i to nic nagle wzięło i wybuchło".
>>>A słyszałeś o takim doświadczeniu jaki ktoś,
niedawno (nie wspomnę kto,
gdzie i kiedy, przepraszam) przeprowadził? Otóż wytworzył on
warunki, jakie
panowały na Ziemi zanim cokolwiek na niej żyło. I co się
okazuje? Iż sumując
pewne elementy zawarte w zupełnie obojętnych dla życia
rzeczach udało się
wytworzyć ŻYWĄ komórkę. Coś najbardziej prymitywnego, ale
ŻYWEGO! Czyli
"coś" żywe powstało z czegoś zupełnie martwego! I
co ty na to? Więc może to
"nic" co wybuchło było najpierw czymś co nie miało
wybuchnąć i jeszcze czymś
co też nie miało wybuchnąć, a razem zrobiło bum! Zresztą
moje i Twoje
dywagacje na nic się nie zdadzą, gdyż za mali jesteśmy na to.
Ale skoro wpajasz mi, że to bóg zrobił bum to proszę; SKĄD
WZIĄŁ SIĘ BÓG?!
Skoro Ty pytasz skąd wzięło się bum, to ja się pytam skąd
wziął się bóg,
które je zrobił?! Potrafisz odpowiedzieć? Nie sądzę, więc
nie porywaj się na
rzeczy, które przekraczają sens Twego życia. I nie obalaj też
teorii, która
choć trochę tłumaczy to, co się stało zastępując ją już
zupełnie
niedorzeczną teorią. Dałeś właśnie argument w stylu "bo
tak jest i koniec".
A tymczasem wyjrzyjcie przez okno. Czy to, co widzicie, naprawdę
wydaje się
Wam efektem wybuchu wielkiego nic?
>>>A spójrz w lustro. Czy to co widzisz naprawdę
wydaje Ci się efektem
mikronowego plemniczka z wicią na końcu? EWOLUCJA!
Tak jak Ty byłeś plemnikiem, a teraz jesteś osobnikiem
ludzkim, tak świat był
wielką kulą gazową, a teraz jest tym, czym jest!
Czy widząc piękno słońca, zachodzącego nad linią lasu na
tle bezchmurnego
nieba, naprawdę wierzycie, że to jedynie płonąca kula gazów,
wokół której
przez przypadek orbitujemy?
>>>A czy Ty NIGDY przypadkiem nie uderzyłeś się o
coś, co zupełnie
przypadkiem tam stało?! I tu się powtórzę; czy widząc
przecudną dziewczynę
uwierzysz, że kiedyś była plemnikiem, a potem miała strunę
grzbietową tak
samo jak stworzenia niższego rzędu?! A patrz jak cudna jest
teraz! I co,
uwierzysz;P A pewno powiesz, że uwierzysz, bo jest to
udowodnione i opisane
od A do Z. No i spoko! Ja podaję Ci prawie identycznie
idiotyczny argument,
jak Ty mnie, tyle, że malutkiego kalibru, dawno rozwiązany i
pojęty proces.
A skąd wiesz, że gdy nasza ewolucja nie osiągnie apogeum nie będziemy
podobnie myśleć o sprawie powstania świata? Skąd wiesz, że
nie będzie to tak
oczywiste jak cykl rozwojowy człowieka?!
Czy czując zapach naozonowanego po burzy powietrza naprawdę
wierzycie, że
jest ono jedynie mieszaniną tlenu i azotu, przez przypadek umożliwiającą
nam
oddychanie?
>>>Zadajesz pytania i nie odpowiadasz na nie. Jak
chcesz mnie do czegoś
przekonać skoro jedynie wszystko pozostawiasz MOJEMU rozumieniu.
Skoro
stawiasz pytanie bez odpowiedzi to ja rozwiąże je na swój sposób
i dalej
moje na wierzchu. Aha, odpowiadasz, że to bóg? Jakiś dowód?!...
Czy naprawdę wydaje się Wam, że możliwe byłoby powstanie
struktur tak
skomplikowanych, jak ludzki mózg, w wyniku samego li tylko
procesu
ewolucyjnego, biorącego swój początek w pradawnej biozupie?
>>>TAK! Bo dokładnie widać tę drogę! Spójrz
sobie na szympansa. Czy to nie
ludzki mózg? Tylko taki trochę niedorozwinięty:-)
Naukowcy dokładnie opisali drogę rozwoju organizmów. Wiem, jak
z tej
biozupy, jak to ładnie nazywasz, powstał homo sapiens. Rozumiem
DLACZEGO tak się stało (jak najdoskonalsza asymilacja do
zastanych warunków życia) i wiem jak to się stało. Tylko błagam,
nie mów mi,
że człowiek był od razu, a potem wygoniono go z raju i trafił
na Ziemię!
Czy gdyby ewolucja nie była odgórnie sterowana, mielibyśmy
jakiekolwiek
szanse na powstanie?
>>>Hieieie. " Odgórnie sterowana". Pewno
przez rząd USA?! Teraz, mając w
domyśle boga, przedstawiłeś go już jako intryganta! Ten
argument, jeśli
można go tak nazwać, bardziej by przypadł do gustu, tym, co
uważają, iż
życie na tej planecie to sprawka kosmitów itp.
A jeśli mogę coś zauważyć. Skoro bóg tak kocha i obłaskawia
wszelakie swoje
stworzonka to czemu zabił dinozaury zsyłając kataklizm?
Stwierdził pewnego
dnia; "no gady, bedzie wam, tera ssaki"?! I sru
meteoryt, niech uwielbione
stworzenie umrze, ba!, wyginie całkowicie!
Więc twierdzisz, że ten miłosierny bóg sterował ewolucją
zabijając, niszcząc
i dewastując to, co wcześniej sam stworzył? No przepraszam,
ale tak
zachowuje się albo kompletny idiota, albo psychopata, który
znajduje w tym
radość i spełnienie. Albo poczekaj... TO BYŁA KARA BOSKA! Bo
te niedobre
dinozaury tak nagrzeszyły, iż trzeba je było zmieść z
powierzchni tej
pięknej planety. Już nawet nie chcę się rozwodzić, iż pojęcie
grzechu
stworzył dopiero człowiek rozumny, a więc dinusie naprawdę
nie miały o nim
najmniejszego pojęcia. A skoro stworzenie boże ma wolną wolę
i może grzeszyć,
jednak nie zna pojęcia grzechu, więc nie wie, że grzeszy,
czyli w sumie nie grzeszy... rozumiesz? Ale pewno bóg postanowił
je pozabijać za nieświadomość... hm, czysty okaz
miłości. A być może było to błędem w dziele nieomylnego
boga?!
Przemyśleliście?
>>>A Ty przemyślałeś jak bardzo idiotyczne i
niedorzeczne jest to, co
na razie napisałeś?!
To lecimy dalej.
2. Człowiek posiada duszę.
>>>No cóż... mmmm, jeśli mogę: JAKIŚ DOWÓD! Jeśli
coś argumentujesz i
próbujesz mnie przekonać to to udowodnij...
Ta oczywista prawda
>>>Prawda OBJAWIONA! Dogmatyczna, lecz nie
udowodniona. A zatem wcale nie
taka oczywista.
z dzikim zapałem podważana jest ostatnimi czasy przez hordy
ateistów.
>>>Wiesz, POKAŻ MI PALUCHEM w którym miejscu ciała
człowiek ma duszę?!
Wierzę w duszę, nie zaprzeczam. Ale troszkę inaczej ją
rozumiem. Dusza to
nasz charakter, nasza indywidualność, ale nie coś co sprawia,
że
funkcjonujemy itp. To nie Gaja i to nie Final Fantasy.
A tymczasem nikomu, najpewniej nie wyłączając Ciebie, nie
zdarzyło się
chyba poważnie myśleć o sobie jako o worku tkanek i organów,
zawieszonych na
kostnym szkielecie, a kierowanych przez grudkę galarety zamkniętą
w
mózgoczaszce.
>>>No i po co starasz się myśleć za czytelnika?
Robisz z niego kretyna w ten
sposób. Otóż ja o sobie myślę właśnie w taki sposób, i
wierz lub nie, ale to
całkiem serio. Jestem organizmem zwierzęcym. I uwaga, Ty również...
A powiedz mi. Czy taki orzeł biały wierzy w boga? Wątpię!
A też jest organizmem takim, jak opisałeś powyżej i TEŻ MYŚLI!
Skąd możesz wiedzieć czy taki kotek na przykład nie ma
bogatego świata wewnętrznych rozterek? A raczej w boga nie
wierzy. Więc nie uzasadniaj inteligencji i świadomości
istnieniem boga.
Myślimy o sobie jako o indywidualnej jednostce, o sobie jako o
człowieku, a
nie jako o żywym ludzkim ciele. Czujemy, że stanowimy coś więcej,
niż sumę
bebechów, z których się składamy. Czyż nie?
>>>No wiesz. Bądź tym czymś więcej jak nie będziesz
miał tych bebechów!
Wiara w ludzką duszę dotyczy większości religii - tak tych
"cywilizowanych",
jak tych i dzikich, rodem z buszu. W posiadanie duszy wierzą
chrześcijanie,
muzułmanie, buddyści, ale i Aborygeni. W duszę wierzono w
starożytnym
Egipcie, w starożytnej Grecji. Nawet pierwsi ludzie, dopiero
organizujący
się w pierwsze jaskiniowe społeczeństwa, wierzyli w posiadanie
duszy.
I proszę nie zbijać tych argumentów wątłymi kontr- o
rzekomej wrodzonej
ludzkiej potrzebie wiary w duszę.
>>>A kto ma potrzebę wiary w duszę? Potrzebę miłości,
akceptacji rozumiem, ale wiary w cokolwiek? Jeśli człowiek
wierzy to raczej dlatego, iż efektem tej wiary ma być nagroda,
choćby jedynie emocjonalna. Wierzymy w klub sportowy bo jak
wygra będziemy się cieszyć, wierzymy w ludzi bo zapewniają
nam rozrywkę zmysłową (nie mówię tu o cielesnych doznaniach,
tylko), wierzymy i w boga bo czeka nas za to nagroda! A nie,
wierzymy bo taką mamy potrzebę. Potrzebę mamy jedynie
zaspokojenia naszych zachcianek instynktownych. Głód,
pragnienie, popęd. Ja w każdym razie nie czuję potrzeby wiary,
że znaczę coś więcej niż ja, które siedzi tu przed kompem.
A skąd ta wszechobecna wiara w duszę? To próba oszukania się,
że coś po nas zostaje, że nasza świadomość nie umiera wraz
z naszym ciałem. To tylko naturalny lęk przed śmiercią, jaki
odczuwa KAŻDY organizm, a nie jakieś wielki wyniosłości
egzystencjalne.
Z punktu
widzenia czystej, samosterownej
ewolucji byłoby to wiara po prostu zbędna.
>>>I wcale nie! Zrozum, iż wierzymy, że mamy duszę,
bo każdy z nas jest inny. I właśnie w tym dopatrujemy się świętej
siły nadającej nam tę odmienność. A w tym zdaniu piszesz o
ewolucji, a wyżej dokumentujesz wiarę w duszę jedynie na
poziomie człowieka rozumnego. Czyli TYLKO ludzie mają duszę?
To się już kłóci w z głównymi założeniami Twojej religii.
Więc jak to jest?
Problem rozpatrzony? Nie oszukujecie?
>>>Nie oszukuję. Wcale mnie nie przekonałeś.
3. Śmierć nie
oznacza końca.
>>>A co oznacza? Umrę i dalej mogę chodzić do
pracy? Hahaha. Jedyne co pozostaje po człowieku po śmierci, a
jest nieulotne, to pamięć o nim.
Zastanów się
przez moment, drogi ateisto. Jaki
byłby sens w obdarzaniu nas świadomością (przez Boga lub
ewolucję,
niepotrzebne skreślić),
>>>No to w końcu skoro dusza jest świadomością i
dała nam ją ewolucja (bo boga sobie skreśliłem) to O CZYM TY
TU W OGÓLE BREDZISZ?!
gdyby owa świadomość
była cechą ulotną, efemeryczną,
skazaną na zagładę?
>>>Ona nie jest cechą ulotną. Realizuje się w KAŻDYM
myślącym organizmie. Po prostu umiera w jednostce co dla ogólnie
pojętej świadomoci jest po prostu niczym. A jaki jest sens
obdarzania nas świadomością? Taki, abyśmy mogli jak najlepiej
funkcjonować w tym środowisku. To po prostu cecha danego
gatunku! My ewoluowaliśmy najwyżej i mamy świadomość, która
w sumie jest TYLKO zbiorem przekaźników i impulsów
elektrycznych. To po prostu coś, czego sami nie pojmiemy. Niemożliwe
jest żeby coś (ludzki mózg) zrozumiało coś, co samo rozumie.
Kapujesz? To zamknięte koło.
Świadomość
to specyficzna cecha, odróżniająca nas od
innych stworzeń, z którymi dzielimy Ziemię.
>>>No nie bardzo. Skoro tylko MY (ludzie?) mamy świadomość
od boga, to wszelakie inne myślące logicznie stworzonka nie są
stworzeniami boskimi?! Wierz mi, wiele istnień jest świadomych
tego, że są, to nie tylko domena człowieka.
To dzięki niej
wiemy, że w ogóle
istniejemy.
>>>No wiesz. Spójrz na niepełnosprawnych umysłowo.
Raczej niektórych nie można by nazwać świadomymi tego, że są.
A jednak są! I co?
Ciężko sobie
w ogóle wyobrazić stan, w którym nie
istnielibyśmy - stan całkowitego nieistnienia naszego umysłu.
Mówię
oczywiście o naszej konkretnej, pierwszoosobowej perspektywie,
>>>Skoro świadomość jest ulokowana w mózgu to
normalne, że po jego śmierci przestaje ona istnieć! Bo auto
bez silnika nie pojedzie! A nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić,
że nasz umysł nie istnieje, bo gdy to sobie wyobrażamy to
zaprzęgamy go do pracy! Znów zamknięte, błędne koło.
wszak wyobrażenie
sobie świata wolnego od naszej skromnej osoby niczym szczególnym
nie jest.
Czy ktokolwiek z Was dopuszcza do siebie myśl, że w momencie śmierci
jego
świadomość umrze razem z ciałem?
>>>Tak, ja.
Zwróćcie tu
jeszcze raz uwagę na
samopostrzeganie się człowieka. Uważamy się za istotę nadrzędna
w stosunku
do naszego ciała, czujemy, że ciało należy do nas, nie że
nami jest!
>>>No nie wiem czy tak bardzo nie czuję, że ciało
nie jest mną. Ja nie mam żadnych pozacielesnych wcieleń, a Ty?
Zresztą czy aby tak na pewno jesteśmy nadrzędni do swojego ciała?
Pomyśl. Zapomniałeś oddychać i co? Umierasz? NIE! Nakaż
swojemu sercu zatrzymać się? Stanęło? Po prostu, część ciała
jest do naszej dyspozycji, a część zapewnia nam żywot mając
w dupie naszą świadomość. Słyszałeś o czymś takim jak śmierć
kliniczna? Ciało sobie żyje, a gdzie ta świadomość? Więc
nie chełp się tak tą swoją nadrzędnościa do swego ciała,
bo gdy ono się zbuntuje (choroba) to ta Twoja WIELKA BOSKA ŚWIADOMOŚĆ
na nic się zda!
Podświadomie wiemy, że ciało jest jedynie nośnikiem naszej
duszy. Duszy,
czyli świadomości!
>>>Ja nie mam takich odczuć. A poza tym gdyby tak
było to równie dobrze moglibyśmy istnieć jako jedynie "dusza",
bo po co nam to służalne ciało, skoro do niczego się nie
przydaje a jedynie nosi sobie tę duszę? Człowieku, palnij się
w łeb, nasza świadomość w stosunku do naszego ciała jest tak
minimalna, iż nawet nie zdajesz sobie sprawy jak niezależne
jest ono od niej.
A gdy to sobie uświadomimy, oczywistym stanie się, że nasza
egzystencja
bynajmniej nie zakończy się w momencie fizycznej śmierci.
>>>Ale nie uświadomimy sobie tego, bo to jest
niewykonalne. Bo nie uświadomimy sobie własnego ciała (w
sensie świadomego kontrolowania jego wszystkich funkcji). Jak Ci
się uda to napisz do mnie.
Dziękuję za uwagę.
Axel Prubaj Hoolaynoga
p.s. Być może treść powyższego arta wydaje się Wam troszkę
kontrowersyjna.
Prosiłbym w związku z tym o zastanowienie się nad nią - przed
ewentualnym
wyśmianiem i zbluzganiem jej autora.
>>>Ja Cię wyśmiałem. Bo po pierwsze porywasz się
na rzeczy, które przerastają człowieka, po drugie zaprzeczasz
sam sobie, po trzecie W OGÓLE mnie nie przekonałeś.
I ja tu już nic więcej nie napiszę. Jeśli ktoś teraz chce mnie wyśmiać, zapraszam! Chętnie obalę wszelakie przesłanki o bogu, po prostu nie lubię, jak ktoś legalizuje kłamstwo na taką skalę i jeszcze mnie usilnie to tego przekonuje. Autor zaznacza również, iż wszystkie zawarte tu opinie są jedynie jego prywatnymi opiniami i nikogo nie zmusza by uznawał je za swoje. Wszelakie użyte w powyzszym arcie nazwy instytucji i firm zawarte są tu jedynie w celach przykładowych i nic wspólnego z rzeczywistością mieć nie muszą;-)