o nawiedzonej chacie raz jeszcze...

W którymś z poprzednich numerów Military pisał nieco o filmie
„Dom na nawiedzonym wzgórzu". Jego recenzja nie zachęciła mnie oczywiście do zapoznania się z tym tytułem, ale mimo wszystko postanowiłem to uczynić... Tekst Military'ego jest biały, a mój taki jak tu.

Dom na nawiedzonym wzgórzu. Po sekwencjach początkowych sądziłem, że mam do czynienia z czymś w rodzaju Evil Dead, a parę następnych minut utwierdzało mnie w przekonaniu. Ten sam, straszno-luźny, klimat, podobny sposób filmowania - zapowiadała się rewelacja. Ale zawsze jest jakieś "ale". Po pierwsze: w okolicach połowy film zwaaaalniaaa..."

Tu zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Pragnę jednak rozwiną tę myśl. Początkowe sceny, te w nawiedzonej chacie, czy raczej szpitalu psychiatrycznym naprawdę zrobiły na mnie niemałe wrażenie. Oglądałem film sam, w ciemnym pokoju, z słuchawkami na uszach. I tu nie mogę nie wspomnieć o bardzo dobrych efektach dźwiękowych. To one w większości przypadków budowały nastrój grozy, sprawiały że nie raz niemal podskoczyłem ze strachu. Wspomniałeś, że tak w połowie siada atmosfera - dokładnie tak. W ogóle film ten jest szalenie nierówny. Na początku trzyma w napięciu jak naprawdę niezły film grozy, później przysypiałem albo podśpiewywałem coś pod nosem, żeby na końcu się uśmiać.

„A samiuteńka końcówka, czyli sposób, w jaki ratuje się główny bohater... Nie, psze państwa, takiej głupoty nigdy wcześniej żaden scenarzysta nie wymyślił."

A ja muszę przyznać, że końcówka mi się nawet podobała. Może dlatego, że była przewidywalna jak cały film? Doceniłem w niej to, że nie była już na siłę urozmaicana - że jakiś upiór lub organizator balangi nie złapał ich za nogi, co by oznaczało sequel. A tak swoją drogą, to film absolutnie nie trzymał się zasad horroru. Chodzi mi o ludzi którzy wyszli cało z opresji. 

Ogólnie, myślę że Dom na nawiedzonym wzgórzu określić można jako typowo amerykański film grozy. Czyli taki, na który było tyle forsy, że twórcy nie wiedzieli co z nią zrobić i zamiast posiedzieć trochę nad fabułą, scenariuszem, zainwestowali w komputerowe efekty. A wszyscy dobrze wiemy, że w większości przypadków jest to absolutnie niepotrzebne. I w ten sposób otrzymujemy niemal grę komputerową. Wyjątkowo kiepską, bo zawiera tylko intro.


[scream]

^