oszukać przeznaczenie

Ostatnio sporo narzekałem na poziom współczesnych horrorów, które poza efektami specjalnymi i marną fabułą nie mają wiele do zaoferowania. Nawet w tym numerze mi się to zdarzyło:) (patrz: gadanie). Ale niedawno moje zamiłowanie do horrorów odrodziło się. Po obejrzeniu filmu nadmienionego w nagłówku poczułem się jak kiedyś - jak za czasów Krzyku:))

Popełniłem spore niedopatrzenie, gdyż obejrzałem go dopiero około dwa lata po premierze. Ale niestety - już jakiś czas temu znudziło mi się chodzenie do kina na filmy z grupy wysokiego ryzyka;)) Tzn. przereklamowane hiperprodukcje, jedna lepsze od drugiej. Zaliczają się do nich również horrory - szczególnie te mniej ambitne.

Ale jak widać przeznaczenie chciało, był zapoznał się z
w/w horrorkiem i tak też się stało. Muszę przyznać, że moje oczekiwania co do niego były spore, bo wielu znajomych mi go poleciło a poza tym pamiętam, że recenzji najgorszych także nie dostawał. Dlatego zgasiłem w pokoju światło, wygodnie usiadłem w fotelu i mając na uszach wielkie słuchawki wpatrywałem się w monitor przegryzając ze zdenerwowania słone orzeszki (w zastępstwie za popcorn).

Tod, Terry, pani Lewton, Billy, Carter, Alex, Clear - oto główni bohaterowie zamieszania będącego skutkiem zaniedbania obowiązków przez Śmierć. A skoro obowiązki zaniedbała to musi teraz robić po godzinach i zgodnie z planem przetransportować kilka duszyczek na tamten świat. A nie będzie to proste, bo śmiertelnicy są bardziej przebiegli niż mogłoby jej się wydawać. Albo i nie...;)

Może moje streszczenie pozbawione jest szczegółów, ale większość z Was pewnie już widziała ten film, a reszcie nie chcę psuć frajdy.

Dlatego przejdę od razu do samego zachwycania się horrorkiem pozytywnie kiczowatym rodem z krainy
Krzyku. Nie jest on przesadnie brutalny, na ekranie nie ujrzymy hektolitrów soku malinowego, keczupu, czy innej substancji zwykle kiepsko imitującej krew. Nie doświadczymy także wciskającego w fotel oszałamiającego klimatu grozy i przerażenia. Choć nie zabraknie pewnego dreszczyku niepewności. Oglądając Oszukać Przeznaczenie przede wszystkim ciekawi jesteśmy co wydarzy się za chwilę i dlaczego. W powietrzu unosi się klimat przygody, od której uciec niestety nie da rady.

Pomimo niektórych oklepanych scen, zachowań i pewnego schematu wydarzeń, jakim rządzi się horror jako gatunek, obraz ten jest w pewnym stopniu świeży i nowatorski. W moim odczuciu opowiada historię znaną z
Piątku 13-ego i Koszmaru z ul. Wiązów w zupełnie nowy, inny, ciekawy sposób. Może nawet nieco bardziej przerażający, gdyż Ten seryjny morderca jest niematerialny, nie do zidentyfikowania a jednocześnie jak najbardziej autentyczny. To Śmierć.

Tych, którym spodobał się opisany wyżej film zapraszam do działu plakat.


halloween 20 lat później

Z tego co pamiętam, w październiku 2002 miała miejsce polska premiera ósmej części cyklu zapoczątkowanego przez pana Carpentera. Swoją drogą jest już mowa o kolejnej, ale to temat na inną rozmowę. Tymczasem niedawno oglądałem siódmą część krwawej serii. Nie będę się na jej temat zbytnio rozpisywał, bo za bardzo nie ma nad czym. Ale bynajmniej nie dlatego, że film jest kiepski - wręcz przeciwnie. Jak na siódmą część i to co można było a raczej nie dało rady wymyślić nowego jest całkiem przyzwoity.   

Mamy po prostu do czynienia ze schematem znanym z poprzednich części - wspomnienie o koszmarze, jego rychły powrót a na koniec zwycięstwo dobra nad złem. Dlaczego więc wypowiadam się pozytywnie o tej produkcji? Otóż z dwóch powodów. Nie była to część nie mająca powiązania z pierwowzorem, wystąpiła w niej nawet sama Jamie Lee. Poza tym dużym sukcesem jest fakt, że mimo oczywistej fabuły i zakończenia film był na tyle dynamiczny i ciekawy bym nie usnął. A było późno.


inni

Film, o którym będę pisał to horror z prawdziwego zdarzenia. Horror, w trakcie oglądania którego parę razy autentycznie podskoczyłem ze strachu. Być może często używam tego zwrotu, ale w tym wypadku ma ono swoje potwierdzenie.

Inni to typowa historia o duchach, o starym, nawiedzonym domu. I w przeciwieństwie do kolegi pt. Dom na nawiedzonym wzgórzu straszy niepowtarzalną, atmosferą, klimatem starej, niemal pięknej a jednocześnie baśniowej historii.

Fabuła jest dość interesująca i w miarę rozwoju wydarzeń dowiadujemy się nowych, interesujących rzeczy a całość aż do końca owiana jest tajemnicą, która niepokoi i wprawia w pewien mistyczny nastrój. Choć wszystkich tych odczuć doznałem dopiero po obejrzeniu całości. Muszę przyznać, że w trakcie oglądania były momenty nużące - po nich jednak następowały te, dzięki którym ogólny odbiór jest jak najbardziej pozytywny. Dlatego bez wahania polecam sięgnięcie po tę produkcję. Ale obiecajcie mi, że zasiadając do oglądania będziecie w nastroju adekwatnym do sytuacji...

[scream]


gatunek 2

Ostatnimi czasy miałem wielką (nie)przyjemność zobaczyć film, prezentowany przez szacowną TeFałPe 1, a będący kontynuacją hitu sprzed paru lat. Mowa oczywiście o "Gatunku 2", który nie zawiódł mych oczekiwań i był - jak przewidziałem - dużo gorszy od kiepskiego pierwowzoru. Poznęcam się więc odrobinę... I zaznaczam - to nie jest recenzja, więc jeśli nie chcesz poznać fabuły filmu - nie czytaj.
Przypomnę, iż część pierwsza traktowała o kobiecie, wyhodowanej z połączenia ludzkich i kosmicznych tkanek, która - rzecz niesłychana - zbiegła niezawodnej U.S.Army. To jeszcze nic, że uciekła - ona chciała się rozmnożyć, oraz przy pomocy swych potomków opanować niebieską planetę. Niemal jej się to udało, ale niecne plany pokrzyżowali samotni bohaterowie, którzy unicestwili (delikatnie mówiąc) uroczą kosmitkę.
Część druga jest bezpośrednią kontynuacją "jedynki". Ludzie wyprawili się na Marsa, chcąc utworzyć tam punkt wczesnego ostrzegania w razie ataku gatunku. Pierwsza wyprawa zakończyła się sukcesem - astronauta wylądował, pobrał próbki gleby i wrócił do kumpli ze statku-matki. I wtedy zaczął się horror scenarzysty.
Czerwony piasek po ogrzaniu zmienił się w ciecz. Ów płyn po kilku sekundach wpienił się i zmutował w dziwne, zielone gluty, które wpełzły w ciała nieszczęsnych pionierów kosmosu. A ostrzegali ich...
Tutaj pierwsza nieścisłość, a właściwie niedorzeczność. Jak wiadomo, kosmita o wyglądzie w miarę humanoidalnym powstał dopiero po połączeniu jego genów z ludzkimi. Wcześniej był wspomnianym glutem. Rodzi się więc pytanie - po co budować linię obrony przed kosmitami, skoro ci nawet nie mają jak przybyć na Ziemię? Strach przed latającymi kosmicznymi smarkami wziął górę nad rozsądkiem?
Żeby było jeszcze bardziej ciekawie, sklonowano sobie naszą kosmitkę z "jedynki" (naprawdę nieźle wygląda!), żeby wiedzieć jak się przed nią bronić. Genialny pomysł; to tak jakby zrzucić na siebie bombę atomową żeby sprawdzić czy się przeżyje.
Wróćmy do astronautów. Dwaj z nich zostali zainfekowani kosmicznym glutem. Jeden się uchronił. Jak? Miał genetycznie uwarunkowaną anemię, a kosmici nie chcą chorób. Bomba. Anemika w kosmos puścili. W każdym razie, pozostali (mężczyzna i kobieta) szybko wzięli się do dzieła - i zaczęli się rozmnażać. Facet narobił sobie bandę dzieci, a jego koleżanka... zginęła przy porodzie. Dziecko rozerwało jej brzuch. Jaki to mam sens? Zarażać ją po to, żeby umarła? Nie wspomnę o tym, że w pierwszej części kosmitka rodziła zwyczajnie, tzn. tak, że wciąż żyła i mogła zaopiekować się dzieckiem. Widać scenarzysta nie chciał męczyć się z kolejnymi problemami i poszedł na łatwiznę.
Kiedy grube ryby dowiadują się o zagrożeniu dla całej ludzkości, wynajmują jednego (JEDNEGO!!!) człowieka, aby uporał się z problemem. Pacjent bierze sobie anemika za partnera i miota się po mieście w poszukiwaniu ufoka (który notabene ma twarz jak typowy wrestler - nieskalaną żadną myślą). W tym samym czasie seksowna kosmitka ucieka z laboratorium, szukając przyszłego męża. Nic to, że była mowa o zabezpieczeniach mających ją zabić we właśnie takim wypadku. Historia toczy się dalej. Wszyscy wpadają na siebie w melinie astronauty.
Grande finale! czyli wielka akcja zabijania kosmitów, którzy zdążyli już przekształcić się w swe prawdziwe formy. Zaznaczę, iż wyglądali przy tym naprawdę dobrze (projekt H.R.Gigera - artysty od Obcego!). Dochodzi do rękoczynów, a potwory zaczynają bić się między sobą. Zmutowana panienka ginie, a zaraz potem i jej uroczy kochanek. Jak go zabito? Uwaga, uwaga: ktoś wbił anemikowi widły w nogę, a następnie dziabnął nimi stwora. Wniosek: UFO UMARŁO NA ANEMIĘ!!! I to błyskawicznie, bo w kilka sekund. Wyśmienity film. Zaciemnienie. Napisy końcowe.

[military]

^